W zachodniej prasie kłamliwa retoryka

Łukasz Ścisłowicz

Kurier Brzeski nr 552 z 2005 r.

 Miniony i obecny rok stoją pod znakiem obchodĂłw okrągłych rocznic waĹźnych w dziejach Polski wydarzeń. W sierpniu i wrześniu ubiegłego roku trwały uroczystości 60. rocznicy bohaterskiego zrywu tysięcy gotowych na śmierć w obronie Ojczyzny Ĺźołnierzy podziemia niepodległościowego w Warszawie. JuĹź wtedy słychać było opinie, Ĺźe w krajach Europy Zachodniej oraz w Stanach Zjednoczonych mało jest NormanĂłw DavisĂłw, ktĂłrzy Ĺźywo interesują się historią Europy Środkowo-Wschodniej i mają ogĂłlne chociaĹź wyobraĹźenie na temat losĂłw PolakĂłw, UkraińcĂłw, CzechĂłw, LitwinĂłw… Przeciętny Polak myślał: a niech tam, co ich to niby obchodzi, to tak, jakbym ja się interesował sytuacją w Rwandzie albo Sudanie. Ostatnio jednak niewiedza Zachodu (choć nie tylko, bo taką Australię Zachodem trudno nazwać) na temat historii Polski przybrała wymiar wręcz karykaturalny i dla nas, PolakĂłw, obraĹşliwy.

„Polskie obozy” – nieuctwo czy zła wola?

Kilka tygodni temu trwały przygotowania do obchodów 60. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, które miały upamiętnić tragedię więzionych i mordowanych tam ludzi oraz przypominać historię, którą z dzisiejszej perspektywy czasu powinno się odbierać jako swoistą przestrogę na przyszłość. O rocznicy szeroko rozpisywała się zachodnia prasa, Parlament Europejski postanowił uchwalić rezolucję w sprawie ofiar holocaustu. Okazało się, że tak europejskie i światowe elity intelektualne, jak i zwykli, szarzy obywatele krajów Zachodu pogrążeni są w skrajnej ignorancji historycznej, pogłębianej dodatkowo przez codzienne relacje medialne.

Jak wynika z niedawno przeprowadzonego sondażu na Uniwersytecie Kalifornijskim, 60% studentów tej uczelni uważa, że obozy koncentracyjne były podczas II wojny światowej budowane przez Polaków w celu eksterminacji Żydów. W parze z tymi szokującymi danymi idą doniesienia o publikacjach zachodniej (europejskiej i amerykańskiej) prasy na temat rocznicowych obchodów.

I tak brytyjski dziennik The Guardian pisał o „polskich komorach gazowych i krematoriach”, również brytyjski The Independent o „polskich obozach zagłady”, całość swą wypowiedzią podsumował Michael Howard, szef partii konserwatystów: „Moja babcia zginęła, a ciotka ledwo uszła z życiem w polskim obozie koncentracyjnym”.

Podobny poziom wiedzy historycznej, a moĹźe i bezczelności zaprezentowali dziennikarze z Francji, Niemiec, Austrii, Holandii i Belgii. Agence France Press (odpowiednik rodzimej PAP) w informacji prasowej zawiadamiała o „obchodach z okazji wyzwolenia polskiego obozu koncentracyjnego”. Niemiecki Der Spiegel, przedstawiając historię jednej z więźniarek, pisał: „Nazistowscy oprawcy przewieĹşli ją do polskiego obozu śmierci”. W podobnym tonie pisały pozostałe niemieckie dzienniki: Stern i Bild. Austriacka telewizja publiczna ORF podawała w programie informacyjnym, Ĺźe „W polskim Auschwitz-Birkenau (…) zamordowano według róşnych szacunkĂłw od 1.1 do 1.5 mln osĂłb”. Belgijski Le Soir Illustre w artykule o papieĹźu określił Jana Pawła II następująco: „PapieĹź pochodzący z kraju, ktĂłry wymyślił Auschwitz”. Przy tym cytat z holenderskiego Algemeen Dagblad: „Dzisiaj świat upamiętnia 60. rocznicę wyzwolenia polskich obozĂłw koncentracyjnych” rysuje się dość łagodnie.

Na tym nie koniec. Silną konkurencją dla europejskich mediów okazały się te zza wielkiej wody. Przyznać nawet trzeba, że miejscami dziennikarze amerykańscy zdystansowali swoich kolegów po fachu ze Starego Kontynentu. Oto, co na temat uroczystości w Oświęcimiu pisał słynny New York Times: „Obchody rocznicowe znaczą różne rzeczy dla każdego kraju. Dla Rosji jest to upamiętnienie jej często zapominanej roli jako wyzwoliciela, podczas gdy dla Polski i innych krajów Europy Środkowej jest to zarówno element uznawania swojego wspólnictwa w morderstwie, jak i okazja, by zbliżyć się do Europy”.

Nie inaczej było w odległej Australii. „Film >>Pianista<< (…) o muzyku, ktĂłry przeĹźył w nazistowskiej Polsce, został nagrodzony w Cannes” – tak informował dziennik The Australian o sukcesie filmu Romana Polańskiego.

Na deser coś krańcowo ohydnego: „W Polsce nie ma Żydów, ponieważ wszyscy zostali zabici przez Polaków. Obozy koncentracyjne, a były to polskie obozy koncentracyjne, były obsługiwane przez Polaków. Hitler nie musiał zabijać Żydów w Polsce, bo zrobili to za niego Polacy. To Polacy, i tylko Polacy, są winni eksterminacji Żydów” – amerykański dziennikarz, Howard Stern.

Liczę, że Czytelnik jest teraz równie zszokowany, co niżej podpisany autor w chwili, gdy czytał te obrzydlistwa.

Co my na to?

Wojciech Roszkowski, znany polski historyk, poseł Parlamentu Europejskiego, w jednym ze swoich felietonów w „Rzeczpospolitej” pisał, że dziwi się, jak często w swojej działalności polityka musi sięgać do kompetencji historyka. Inni polscy ludzie nauki mówią, że jeżdżą po świecie i z przerażeniem odkrywają, iż ich wiedza na temat historii wielu krajów jest większa niż to, co wiedzą ich rodowici mieszkańcy. Wyłania się z tego obraz przeciętnego Europejczyka – obraz ignoranta, który gardzi i swoją, i cudzą historią, bo o historii zgodnie każe się mu zapomnieć, zgodnie z hasłem, że liczy się tylko przyszłość.

Prowadzić to moĹźe tylko do jednego: przyszłe pokolenia EuropejczykĂłw będą pokoleniami nieukĂłw, ktĂłrzy juĹź w ogĂłle nie będą potrafili powiedzieć, czym był holocaust i kto jest za niego odpowiedzialny. Gdyby zresztą rezolucja PE w sprawie rocznicy wyzwolenia Auschwitz-Birkenau została uchwalona w swej pierwotnej formie, czyli byłaby tam mowa o „polskich obozach koncentracyjnych, stworzonych przez nazistĂłw”, to przyszłe pokolenia nie daj BĂłg by wydedukowały, Ĺźe chodzi tu o… polskich nazistĂłw.

Po części na pewno mamy do czynienia z ignorancją – skrajną i dla nas, Polaków, wręcz porażającą. W zasadzie nie ma się co temu dziwić, bo skoro w Niemczech nauczyciele historii na lekcjach o II wojnie światowej wolą uczyć nie o hitlerowskich zbrodniach, a o ciężkich warunkach, w jakich przewożeni byli niemieccy mieszkańcy ziem zachodnich, a w programie szkół Wielkiej Brytanii – co może się wydać niewiarygodne – nie ma takiego przedmiotu, jak historia, to taka sytuacja musiała wydać odpowiedniej wielkości plon w postaci żenującej niewiedzy.

Należy się zastanowić nad dwiema rzeczami: po pierwsze, na ile powtarzane w zachodnich mediach kłamstwa to wynik ignorancji, a na ile świadomy zabieg, kształtujący opinię publiczną, po drugie zaś, co my, Polacy, powinniśmy w tej sprawie zrobić, bo najgorszą rzeczą byłoby nadstawić drugi policzek.

Przyjmijmy optymistyczny wariant: na świecie popularne skądinąd kopanie Polaków w tylną część ciała to rzadkość, a medialne slogany to tylko (czy jak kto woli: aż) historyczna ignorancja. Wtedy trzeba się zastanowić, jak to możliwe, że niewiedza jest tak powszechna – że pisanie o „polskich obozach” wcale nie jest jednostkowe, że pisze o tym wiele uznanych dzienników w różnych krajach. Należałoby przyjąć, iż zachodnia historiografia z sobie tylko znanych powodów koduje w umysłach obywateli swoich krajów, że napadnięta przez hitlerowskie Niemcy (teraz już widać, że trzeba to powtarzać do znudzenia) Polska była krajem nazistowskim, a jej wyzwolenia (jakkolwiek przewrotnie by to nie brzmiało) dokonał w dziele bratniej pomocy Związek Radziecki. Jeśli taki tok rozumowania jest poprawny, to wyłania nam się poważny problem Zachodu, którego kultura duchowa i historyczna zatrzymała się na poziomie kultury materialnej Papuasów (przy całym dla nich szacunku). Ten wydawać by się mogło wewnętrzny problem dotyka przede wszystkim kraje z aspiracjami dołączenia do zachodniej (w domyśle: lepszej) części Europy i świata.

Co my, Polacy, możemy w tej sprawie zrobić? Na pewno najgorzej dla naszego wizerunku byłoby nie robić nic. Musiało dojść do aż tak jaskrawych, jak te wyżej przedstawione, przejawów opluwania Polaków i ich historii, by nasi politycy zrozumieli wreszcie, że granicą tzw. politycznej poprawności powinna być polska racja stanu. Wcześniej kończyło się na nieśmiałych, duszonych w zarodku protestach ambasadorów Polski w krajach, gdzie wypisywano takie idiotyzmy, dziś zachodnie media dalej co prawda wolą powtarzać kłamstwa, ale już np. w Parlamencie Europejskim nasi eurodeputowani z różnych frakcji w twardy i bezkompromisowy sposób prostują wszelkie przeinaczenia i kłamstwa.

Skutek będzie jednak tylko połowiczny, gdy poprzestanie się na środkach dyplomatycznych, rezygnując z prawnych. Przykładowo, wyżej przytoczone teorie głoszone przez amerykańskiego dziennikarza Howarda Sterna w pełni kwalifikują się do oskarżenia o obrazę narodu. Za pomówienia należy również uznać wszechobecne pomruki o „polskich obozach”, gdyż mówi się w ten sposób, że to Polacy uczestniczyli w eksterminacji Polaków (o ironio), Romów i Żydów. O tym, że jest to kłamstwo, wie każde 6-letnie dziecko w naszym kraju. Czy wiedzą o tym 6-letnie dzieci z innych krajów? Niestety, ani one, ani też często ich rodzice i dziadkowie – nie wiedzą.

Kilka procesów wytoczonych ludziom i instytucjom rozpowszechniającym najbardziej piramidalne bzdury wystarczyłoby, aby społeczeństwo w zachodnich krajach Unii Europejskiej zainteresowało się problemem i w większości zweryfikowało swoje błędne przekonania. I nie należy w tak ważnej sprawie słuchać „autorytetów moralnych” w rodzaju red. Michnika, próbujących udowadniać, że Polska politykę międzynarodową powinna prowadzić ze źle pojętym spokojem i rozwagą, na kolanach (czyli, w skrócie parafrazując tę ideologię, siedzieć cicho i znosić kolejne upokorzenia). Poprawność polityczna w swych niektórych przejawach urasta ostatnio do rangi absurdu i co ciekawe, problem ten widzą już nie tylko polscy politycy, ale i przedstawiciele rządów zachodnich państw. Nie chodzi tu o lepperowski krzyk, a o twardą i bezwzględną obronę polskiego wizerunku, o to, by słysząc kłamstwo odpowiednio na nie zareagować. Równolegle chodzi też o to, by w miarę możliwości próbować uświadamiać Zachód, który to nas uważa za siedlisko zacofania i ciemnogród, jak naprawdę wyglądała historia Polski i Europy. Niegłupim pomysłem byłoby współdziałanie z żydowskimi organizacjami, skupiającymi rodziny ofiar niemieckich zbrodni, które również z całą mocą protestują przeciwko kłamliwej retoryce światowych mediów.

A Jałta?

 W chwili, gdy te słowa piszę, mija 60 lat od rozpoczęcia obrad konferencji jałtańskiej, która ostatecznie usankcjonowała powojenny podział świata, z linią demarkacyjną wzdłuż Odry i żelazną kurtyną, żeby jedna strona nie widziała, że gdzie indziej jest coś, co można określić jako inny świat. Naiwnie byłoby sądzić, iż w tym temacie wiedza mieszkańców Zachodu jest choćby ciut większa niż jeśli chodzi o holocaust.

Trzeba wyjątkowo złej woli, by twierdzić, że konferencja w Jałcie 4-11 lutego 1945 roku nie dokonała brzemiennych w skutki podziałów powojennego świata. To jest dziś oczywiste, choć u nas przez kilkadziesiąt lat, dzięki reżimowej historiografii, nie było. Teraz, gdy już jest, najgorszą rzeczą byłoby o tym zapomnieć.

Rozsądnie myślący Polak uzna zapewne racje Churchilla i Roosvelta, ktĂłrzy wobec polityki „faktĂłw dokonanych” Stalina niewiele mogli zrobić. To, Ĺźe polskie, „wyzwolone” ziemie znajdą się pod okupacją radziecką i siłą zostanie na nich zaprowadzony komunizm, było oczywiste juĹź od konferencji w Teheranie na przełomie listopada i grudnia 1943 roku, kiedy to upadła koncepcja Churchilla o utworzeniu drugiego frontu do walki z Niemcami na Bałkanach, co rokowało jeszcze cień szansy na to, Ĺźe Polska i część pozostałych państw przyszłego Układu Warszawskiego znajdzie się w sferze wpływĂłw aliantĂłw zachodnich. Uznać nie moĹźna natomiast wodzenia za nos polskiego rządu emigracyjnego i zatajania przed polskimi politykami zakulisowych ustaleń. Po konferencji teherańskiej na przykład, kiedy ustalono ze Stalinem, Ĺźe wschodnia granica nowej Polski będzie biegła wzdłuĹź tzw. linii Curzona, czyli wzdłuĹź Bugu, Roosvelt usilnie prosił pozostałych członkĂłw Wielkiej TrĂłjki, by pod Ĺźadnym pozorem nie ujawniali tych ustaleń, bo liczy on na głosy polonii amerykańskiej w zbliĹźających się wyborach prezydenckich. Oznaczało to radziecką konfiskatę polskich ziem wschodnich. Zszokowani Polacy dowiedzieli się o tym wiele miesięcy później. 27 lutego 1945 roku Churchill, z właściwą sobie dyplomatyczną gracją, bo trudno wierzyć, Ĺźe zaślepieniem, mĂłwił: „Marszałek Stalin i Związek Radziecki złoĹźyli najbardziej uroczyste deklaracje w sprawie utrzymania w pełni suwerennej, niepodległej Polski. (…) Nie znam drugiego rządu, ktĂłry bardziej solidnie dotrzymywałby swych zobowiązań, nawet wbrew sobie, niĹź rosyjski rząd sowiecki”. Kilkanaście miesięcy później jako pierwszy mĂłwił o Ĺźelaznej kurtynie.

O ile w sprawie niemieckiej polityki wojennej panuje na Zachodzie przekonanie, że okupowane kraje z otwartymi rękami przyjmowały nazistów i uczestniczyły w ich zbrodniach, to w kwestii zaboru sowieckiego ziem Europy Środkowo-Wschodniej powszechne jest zapewne mniemanie, że kraje takie jak Polska, Litwa, Estonia, Białoruś, Czechy czy Węgry same wybrały dla siebie komunistyczny ustrój, a wspólne wysiłki USA i Zachodu w okresie zimnej wojny pozwoliły wyrwać te kraje ze szponów komunizmu.

Polska grupa eurodeputowanych zamierza przedstawić w Parlamencie Europejskim projekt rezolucji w sprawie 60. rocznicy konferencji jałtańskiej. Na pewno nie chodzi tu o rozdrapywanie dawno zabliźnionych ran. Ważne jest jedynie, by Zachód otwarcie przyznał, że sześćdziesiąt lat temu nastąpił podział Europy na dwa nierównomiernie rozwijające się bloki państw i że w tym właśnie należy upatrywać źródło obecnych dysproporcji rozwojowych. W dalszej kolejności rządy państw zachodnich powinny wytłumaczyć swoim obywatelom, korzystając z pomocy mediów, na czym ten podział polegał i jakie są jego – odczuwalne po dziś dzień – konsekwencje.

Walczyć z ignorancją

na pewno należy, i to wszystkimi dostępnymi środkami. Chodzi tu nie tylko o dobre imię Polski na arenie międzynarodowej (na które w pozytywny sposób na pewno nie wpływają slogany o „polskich obozach śmierci”), ale po prostu o prawdę. Zwalczanie narosłych przez lata i teraz ujawniających się mitów pozostaje wielkim zadaniem dla historyków i publicystów, ale i zwykłego człowieka, który pewnego dnia, pracując w którymś z zachodnich krajów, usłyszy o „polskich obozach zagłady”. O ile źle pojęta poprawność polityczna nie weźmie góry, misja ta rokuje w ciągu najbliższych kilkunastu lat spore szanse powodzenia.

 

PTTK BRZEG zaprasza na szlaki

TRASA: Brzeg – Małujowice – Przylesie – autostrada A4-(E40) – Kolnica – GrodkĂłw (401) – Nysa (411) – Głuchołazy – JarnołtĂłwek

 

Brzeg należy do najstarszych i najznaczniejszych miast na Śląsku.

Na przestrzeni swych dziejów podobnie jak cała Ziemia Śląska kilkakrotnie zmieniał przynależność polityczną. Najpierw wchodził w skład Królestwa Polskiego pierwszych Piastów. Po rozbiciu dzielnicowym Polski w 1138 r. znalazł się w księstwie wrocławskim. W latach 1311-1675 został stołecznym miastem piastowskiego księstwa brzesko-legnickiego, które w 1329 r. zostało lennem Korony Czeskiej i wraz z nią w 1526 r. dostało się pod panowanie austriackiego cesarstwa Habsburgów, a z kolei w 1742 r. wraz z większą częścią Śląska Brzeg został przyłączony do Prus. W 1945 r. miasto powróciło do Polski.

Bardzo ważny etap w dziejowym rozwoju Brzegu stanowiła jego lokacja w 1248 r. na prawie miejskim przez księcia wrocławskiego Henryka III Białego, potwierdzona następnie w 1250 r. Nowe podstawy ustrojowe miasta stworzyły pomyślne warunki do jego rozwoju gospodarczego. Dogodne natomiast położenie geograficzne nad Odrą na skrzyżowaniu europejskich szlaków handlowych, spowodowało, że Brzeg stał się jednym z ważniejszych ośrodków handlowo rzemieślniczych na Śląsku.

Największy w dziejach miasta rozkwit gospodarczy i kulturalny nastąpił w okresie, kiedy Brzeg został rezydencjonalnym miastem książąt brzesko-legnickich, najdłużej żyjącej i panującej linii śląskiej rodu Piastów. Dzięki opiece i rozlicznym przywilejom książęcym miasto zostaje nie tylko zostaje jednym z najznaczniejszych ośrodków gospodarczych na Śląsku, ale także jednym z największych centrów życia umysłowego i kulturalnego. Brzeg dynamicznie rozbudowuje się, a z mecenatu książęcego powstają w tym mieście w XVI w. monumentalne budowle: najnowocześniejsze fortyfikacje miejskie w tej części Europy, zamek, humanistyczne gimnazjum. Wraz ze śmiercią w 1675 r. ostatniego Piasta kończą się pomyślne dzieje Brzegu. Miasto spada do roli jednego z wielu prowincjonalnych ośrodków miejskich na Śląsku. Dalszą degradację gospodarczą Brzegu powoduje oblężenie i bombardowanie w 1741 r. przez wojska pruskie króla Fryderyka II. W 1807 r. w czasie europejskich kampanii Napoleona docierają tu wojska, które na rozkaz cesarza Francuzów wysadzają w powietrze miejskie fortyfikacje. Odbudowa gospodarcza miasta następuje dopiero od polowy XIX w. W 1843 r. dotarła bowiem do Brzegu linia kolejowa łącząca Wrocław z Opolem, co wpłynęło na szybki rozwój przemysłu i spowodowało znaczny wzrost ludności. Nastąpił też dynamiczny rozwój przestrzenny miasta, które dopiero wtedy przekroczyło swoje średniowieczne granice. Ten ekspansywny rozwój trwał do czasu ostatniej wojny, która przyniosła największe zniszczenia w dziejach Brzegu. – pisał Paweł Kozerski

Galeria -  dalej

Przystanek I

MAŁUJOWICE: Przejeżdżamy przez teren słynnej bitwy pod Mollwitz toczonej między Austrią a Prusami 10 kwietnia 1741r,która przesądziła o losach Śląska. W krwawej bitwie zwarło się na małujowickich polach 40 tys.ludzi. Wygrana Prusaków sprawiła, że odtąd przez dwa wieki Śląsk należał do Prus, a sama bitwa stanowiła punkt zwrotny w dziejach Europy Środkowej, bo zwiastowała narodziny nowego mocarstwa.

Szlak Średniowiecznych Polichromii Brzeskich

niebieski ( 52 km długości)

W okolicach Brzegu wytyczono w 1997 r. niebieski szlak za sprawą brzeskiego przewodnika St.Stefaniuka.  W 14 kościołach, gdzie znajdują się unikalne gotyckie malowidła, stworzone przez nieznanego Mistrza Brzeskich Pokłonów Trzech Króli i jego naśladowców. Średniowieczna polichromia to wielobarwne malowidła gotyckie wykonane na świeżym, mokrym tynku (w włoskiego „al. fresco”). Jednak z powodu trudności z nanoszeniem poprawek i pracochłonności, częściej stosowano metodę „al secco’- na sucho.

Najbliżej mamy do 5 najważniejszych: kościoła św. Mikołaja w Brzegu, Strzelnik, Pogorzeli, Małujowic i Krzyżowic.

Trasa Szlaku Średniowiecznych Polichromii wiedzie z Brzegu- z kościoła św.Mikołaja-przez Brzezinę – Zielęcice – Małujowice, Łukowice Brz. -BierzĂłw – Przylesie – ObĂłrki, KrzyĹźowice, Pogorzelę, ŁosiĂłw, Strzelniki, Kruszynę.

Najstarszy z tych kościołów to kościół w pw. św. Antoniego w Strzelnikach z 2 poł. XIII w. (ciekawostka – w Zielęcicach zniszczono malowidła podczas remontu wykonywanego bez nadzoru konserwatorskiego).

W Małujowicach stoi gotycki kościół św. Jakuba Apostoła. Dzięki unikalnym i bogatym polichromiom, przedstawiającym sceny biblijne (pełna ilustracja Biblii Pauperum), malowidłom patronowym stropu i XIV-wiecznemu portalowi, świątynia określana jest mianem „Śląskiej Sykstyny”.

 

Corocznie organizowany jest przez ZO PTTK Ziemi Brzeskiej około 10 kwietnia  rajd rowerowy, na który zaprasza Marek Ściślak

Związek Sybiraków wsparcie dla rodzin

Związek Sybiraków w Brzegu ciągle oferuje wsparcie dla rodzin dotkniętych  zesłaniem na Syberię.  Losy Józefa Żebrowskiego  to przykład dramatu Polaków na terenach zajętych przez Sowietów w 1939 r. Przeżył deportację i ciężką pracę w Workucie. Po wojnie znalazł się w Brzegu. Dziś jego syn w ramach stowarzyszenia stara się integrować środowisko. 

Związek Sybiraków  zrzesza  osoby zesłane na Syberię i do innych rejonów ZSRR, a także ich rodziny. Związek ma na celu pomoc prawną, finansową i społeczną oraz upamiętnianie historii zsyłek poprzez ochronę praw i interesów członków.  Stowarzyszenia, które reaktywowało się w 1988 roku po przerwie wojennej, kontynuuje tradycje przedwojennych stowarzyszeń Sybiraków.  Obecnie jest organizacją Pożytku Publicznego. Dzień Sybiraka obchodzony jest 17 września. 

Janusz Ĺťebrowski, prezes  Związku SybirakĂłw na OpolszczyĹşnie swoją legitymację otrzymał podczas sesji Rady Miejskiej Brzegu 26 maja 2017 r. w ratuszu. Wyróşnienie to  było formą   upamiętnienia Ojca radnego – JĂłzefa Ĺťebrowskiego, ktĂłry w latach 1944 – 1954 przebywał w łagrach Workuty na Syberii. Honorowe odznaczenie wręczyli na ręce syna Janina GĂłral – prezes brzeskiego Związku SybirakĂłw oraz Burmistrz Brzegu Jerzy Wrębiak.

 Rodzice celowo podali inną datę urodzenia JĂłzefa (rok 1926 a nie 1923) po to, by jako nieletni nie mĂłgł zostać wcielony do wojska lub być skazanym przez sowiecki sąd na karę śmierci. Aresztowania JĂłzefa Ĺťebrowskiego NKWD dokonało w 1944 r., w trakcie likwidacji obozu osĂłb ukrywających się przed NKWD, przymusowo wcielającej młodych PolakĂłw do Armii Czerwonej. Wyrok 10 lat łagru i 5 lat zsyłki, zapadł na podstawie paragrafu 63-1 NKWD Białoruskiej Republiki Sowieckiej za “działalność na rzecz przywrĂłcenia granic Polski sprzed 17 września 1939 r.” W Workucie (Republika Komi) JĂłzef Ĺťebrowski przebywał do marca 1954 r. Skorzystał, podobnie jak wielu innych PolakĂłw, z amnestii jaką ogłoszono po śmierci Stalina.  Traumatyczne doświadczenia z Syberii, jak wspomina Janusz Ĺťebrowski, wracały po latach. Kiedy przez sen ojciec krzyczał “…kolbami nie bijcie” – domyślaliśmy się, Ĺźe jeszcze wiele lat później cierpiał.

Archiwalne zdjęcia pochodzą z archiwum rodzinnego

Wyprawa na Śnieżnik

Rajd pieszy w Masyw ŚnieĹźnika odbył się w dn. 15 lipca br. Grupa 20 osĂłb z koła PTTK Jarzębina w Brzegu przeszła szlakiem zielonym od Przełęczy Płoszczyna (817 m.np.m.) na granicy polsko-czeskiej, przez szczyt ŚnieĹźnika 1425 m n.p.m. i schronisko “Na ŚnieĹźniku”, a następnie szlakiem żółtym do m. Kletno. Trasa marszu liczyła ok 20 km.

Obszar Masywu w większości należy do Polski (powiat kłodzki, województwo dolnośląskie) – w granicach kraju znajduje się ok. 200 km² – pozostała jego część (76 km²) leży w Czechach. Śnieżnik  to najwyższy szczyt Sudetów Wschodnich, należący do Korony Gór Polskich.

175 lat linii kolejowej

Pociąg retro w Brzegu na przystanku uwidocznił Waldemar Matkowski. Należy on do licznego w Brzegu grona osób, które od lat z entuzjazmem i zainteresowaniem śledzą odkrywanie historii kolei na Ziemiach Polskich. On sam jest miłośnikiem starych kolei, bo pochodzi z rodziny kolejarzy. W galerii poniżej zdjęcia z imprezy zorganizowanej dla hobbystów i amatorów fotografii kolejowej.

20 lat po powodzi

W 20 lat po powodzi chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, ktĂłre wĂłwczas na gorąco uchwycili reporterzy „Kuriera Brzeskiego”. Publicystyczny wydĹşwięk reportaĹźu Andrzeja Ogonka, dziennikarza i działacza samorządowego, związanego z brzeską „Solidarnością” – nie przesłania jednak jego walorĂłw dokumentacyjnych i historycznych. Liczni świadkowie tamtych dramatycznych wydarzeń opowiadają swoje historie. ReportaĹź jest ciekawym świadectwem wydarzeń i niesie w sobie pewną tezę… warto się nad nią pochylić, a na pewno poznać.   Dzisiaj nasze emocje związane z tamtymi wydarzeniami są rĂłwnie poruszające jak niegdyś. Dla młodszego pokolenia z całą pewnością ma ta opowieść charakter poznawczy.

Wyrwa  w wale w Stobrawie, gm. Popielów zdjęcie z  archiwum Kuriera Brzeskiego

Zamysł napisania tej opowieści dojrzewał w mojej głowie dość długo. Przełom nastąpił w dniu 25 lutego 1998 roku, gdy dowiedziałem się, Ĺźe zostałem przez Kierownika Urzędu Rejonowego w Brzegu wytypowany do otrzymania jakiegoś odznaczenia za wkład w pokonywanie lipcowej powodzi 1997 roku. Ten zaskakujący mnie fakt, tak jak nieco wcześniejszy, gdy dowiedziałem się, Ĺźe odznaczony ma zostać takĹźe wydawca “Kuriera Brzeskiego” Wiktor Krzewicki, spowodował, Ĺźe zacząłem o napisaniu książki myśleć serio. Ĺťadną bowiem miarą mierząc, nie potrafiłem określić, jakie niby zasługi na tym polu miałyby zostać przeze mnie połoĹźone.

No, chyba Ĺźe uznać, iĹź pisząc na ten temat i stawiając hipotezę, Ĺźe zalanie doliny Lubszy w znacznej części spowodowane zostało działaniami człowieka, a przyroda za ten fakt odpowiada tylko w takiej części, w jakiej prĂłba okiełznania wody za pomocą wałów, zbiornikĂłw przeciwpowodziowych i polderĂłw została spaprana, trafiłem w sedno tej sprawy…. – pisze Andrzej Ogonek

czytaj więcej – reportaĹź o powodzi

zdjęcia w Galerii pochodzą z archiwum Kuriera Brzeskiego, wykonane zostały przez dziennikarzy i fotoreporterów: Piotra Mazurka, Bogdana Kościńskiego, Wiktora Krzewickiego i inne osoby.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Rysunki Krzysztofa Rozpondka

prof. Krzysztof Rozpondek

Urodzony w 1961 r. w Brzegu. W 1987 r. ukończył studia na Wydziale Ceramiki i Szkła PWSSP we Wrocławiu, uzyskując dyplom w pracowni prof. Krystyny Cybińskiej.
Od 1996 roku kieruje Pracownią Podstaw Projektowania Ceramiki we wrocławskiej ASP.

Publikowane rysunki pochodzą z archiwum Kuriera Brzeskiego