Skarpety na zamówienie wracają do gry 

Od niedocenianego dodatku do nośnika wizerunku 

Są rzeczy, o których zwykle się nie mówi, dopóki nie zaczynają naprawdę mieć znaczenia. Skarpety długo należały właśnie do tej kategorii: ukryte pod nogawką, traktowane użytkowo, kupowane szybko i bez większego namysłu. Tymczasem w ostatnich latach przeszły zaskakującą przemianę. Z elementu czysto praktycznego stały się częścią identyfikacji wizualnej, dodatkiem modowym, nośnikiem symboli, a nawet narzędziem promocyjnym. Dziś produkcja skarpet na zamówienie to nie nisza, lecz segment, który rozwija się na styku tekstyliów, marketingu i wzornictwa. 

Krótka historia skarpet i ich roli w kulturze 

Warto zacząć od prostego faktu: skarpety towarzyszą człowiekowi od bardzo dawna. Ich przodków można szukać już w starożytności, gdy stopy owijano tkaniną lub wkładano do prymitywnych osłon przypominających miękkie skarpety. Przez wieki pełniły funkcję ochronną, ale też społeczną. W różnych epokach materiał, długość czy sposób wykonania mówiły wiele o pozycji właściciela. To, co dziś wydaje się drobnym detalem garderoby, dawniej potrafiło być oznaką statusu. Historia ubioru ma zresztą tę ciekawą cechę, że najciekawsze opowieści często kryją się właśnie w rzeczach pozornie niepozornych. 

Dlaczego skarpety idealnie nadają się do personalizacji 

Skarpety zmieniały się razem z modą, technologią i stylem życia. Od grubych wyrobów chroniących przed zimnem, przez eleganckie modele noszone do strojów oficjalnych, po współczesne wersje sportowe, reklamowe i codzienne. Dziś są jednym z najbardziej wdzięcznych produktów do personalizacji. Z jednej strony pozostają praktyczne, a z drugiej dają projektantom i zamawiającym zaskakująco duże pole manewru: kolor, układ pasów, napis, symbol, wzór powtarzalny, a przede wszystkim logo. 

Własny wzór to coś więcej niż gadżet 

To właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część współczesnej historii skarpet. Bo własny projekt nie oznacza już wyłącznie zabawnego dodatku na prezent. Coraz częściej chodzi o produkt, który ma spinać wizerunek grupy, budować rozpoznawalność i po prostu dobrze wyglądać. Produkcja skarpet z własnym wzorem pozwala połączyć użyteczność z komunikatem. Ulotkę łatwo wyrzucić. Plakat wisi chwilę. Dobrze wykonane skarpety zostają z użytkownikiem na długo. 

Promocja bez nachalności: skarpety jako dyskretna reklama 

W realiach, w których niemal każda marka walczy o uwagę, personalizowane skarpety mają jedną istotną przewagę: nie są nachalne. Nie krzyczą reklamą, ale dyskretnie ją niosą. Można je wręczyć klientom, zespołowi, uczestnikom wydarzenia albo partnerom. Mogą być eleganckie, sportowe, zabawne albo minimalistyczne. To produkt, który nie próbuje na siłę sprzedawać. Raczej zaprasza do kontaktu z marką w codziennym życiu. 

Gdzie sprawdzają się skarpety z logo 

Własne skarpety z logo szczególnie dobrze sprawdzają się tam, gdzie liczy się wspólnota i rozpoznawalny znak. Firma może wykorzystać je jako element pakietu powitalnego dla pracowników, upominek targowy lub część firmowego dress code’u w mniej formalnym wydaniu. Klub sportowy może przygotować serię dla zawodników, trenerów, kibiców i sponsorów. Stowarzyszenie, fundacja czy grupa nieformalna może potraktować je jako element identyfikacji podczas wydarzeń, wyjazdów i akcji społecznych. Szkoła, drużyna harcerska, koło studenckie czy zespół muzyczny również zyskują na takim drobiazgu więcej, niż mogłoby się wydawać. 

Dobór modelu: sportowe, codzienne, techniczne i eleganckie 

W praktyce liczy się też różnorodność samych modeli. Inne potrzeby ma firma szukająca klasycznych skarpet do codziennego użytku, inne klub biegowy, a jeszcze inne organizator letniego festiwalu. Skarpety sportowe lepiej sprawdzą się tam, gdzie ważna jest aktywność, przewiewność i stabilność na stopie. Modele codzienne, za kostkę lub dłuższe, pasują do zastosowań firmowych i promocyjnych. Skarpety frotte lub techniczne znajdą miejsce w sporcie, turystyce i eventach terenowych. Z kolei bardziej eleganckie modele mogą być ciekawym dodatkiem dla branż, które chcą połączyć profesjonalny wizerunek z odrobiną charakteru. 

Jakość wykonania ma znaczenie 

Nie bez znaczenia pozostaje sama technologia wykonania. Dobre skarpety na zamówienie nie powinny być traktowane jak tani nośnik nadruku. Liczy się jakość przędzy, wygoda noszenia, trwałość wzoru i precyzja wykończenia. To właśnie od tych elementów zależy, czy odbiorca uzna produkt za wartościowy, czy odłoży go do szuflady. W przypadku zamówień firmowych i organizacyjnych detal ma znaczenie większe, niż zwykle się zakłada. Logo może być małe, ale jeśli całość jest dobrze zaprojektowana, efekt wizerunkowy bywa zaskakująco mocny. 

Dlaczego to działa: użyteczny przedmiot zamiast jednorazowej reklamy 

Jest w tym coś paradoksalnie prostego. Im bardziej rynek przesycony jest jednorazową reklamą, tym większą siłę mają przedmioty codzienne, dobrze zaprojektowane i autentycznie użyteczne. Własne skarpety z logo wpisują się w ten trend idealnie. Nie próbują udawać czegoś, czym nie są. Pozostają częścią garderoby, ale jednocześnie stają się nośnikiem historii o marce, grupie albo środowisku, które chcą być widoczne nie tylko od święta. 

Od ciekawostki do narzędzia budowania marki 

Dlatego produkcja skarpet na zamówienie przestała być ciekawostką z pogranicza gadżetów reklamowych. Dziś to pełnoprawne narzędzie budowania wizerunku. Dla jednych będzie to sposób na wyróżnienie firmy. Dla innych znak przynależności do klubu, zespołu lub społeczności. A dla jeszcze innych po prostu pomysł na produkt, który łączy estetykę, funkcję i odrobinę charakteru. W czasach masowości właśnie takie przedmioty zyskują największą wartość. 

Dla kogo to rozwiązanie i kiedy warto je rozważyć 

Jeżeli reprezentuje się firmę, klub, drużynę, fundację, szkołę, grupę biegową, organizatora wydarzeń czy nawet niewielką lokalną społeczność, własne skarpety z logo mogą okazać się rozwiązaniem bardziej trafionym niż kolejny standardowy gadżet. Są praktyczne, noszone regularnie i łatwe do dopasowania do konkretnego stylu. A przy tym pozwalają pokazać, że nawet drobny element ubioru może mieć znaczenie większe, niż podpowiada przyzwyczajenie. 

Materiał przygotowany przy współpracy z serwisem Skarpety.co

skarpety z logo
Własny projekt – dlaczego nie?

Marsz KadrĂłwki w obiektywie

110 lat temu 6 sierpnia 1914 z krakowskich Oleandrów wymaszerowała 1 Kompania Kadrowa Józefa Piłsudskiego do czynu zbrojnego o odzyskanie niepodległości Polski.

 

Przygotowana z  okazji jubileuszu ekspozycja prezentuje 20 czarno – białych zdjęć w duĹźym formacie autorstwa Mieczysława Wejnerowskiego. Autor utrwalił w obiektywie codzienność  w czasie marszĂłw Szlakiem I Kompanii Kadrowej z lat 80-tych i 90-tych XX wieku.

Na zdjęciach poza ostatnimi legionistami i działaczami opozycji niepodległościowej zostali uwiecznieni także brzeżanie, którzy 35 lat temu uczestniczyli w Marszach Szlakiem Kompanii Kadrowej. Wśród nich byli: poza fotografikiem Mieczysławem Wejnerowskim,  Krzysztof Rozpondek dzisiaj profesor Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu i główny inicjator brzeskiej grupy na Kadrówce śp. Janusz Ireneusz Wójcik  w przeszłości, poeta, samorządowiec dyrektor Brzeskiego Centrum Kultury.

Wystawę fotograficzną uzupełniają pamiątki i wydawnictwa związane z Marszem Kadrówki. Ekspozycję “Kadrówka w Kadrze” będzie można oglądać od 26 lipca do 31 sierpnia 2024 w Galerii Ratusza w Brzegu.

Przypomnijmy

Pierwszy Marsz został zorganizowany przez legionistów 100 lat temu w 1924 w 10 rocznicę wymarszu „Kadrówki”. Jego uczestnikami byli członkowie Związku Strzeleckiego i żołnierze Wojska Polskiego.

W okresie II Rzeczypospolitej Marsz był największym przedsięwzięciem organizowanym przez Związek Strzelecki. W okresie powojennym Marsze były zakazane. Dopiero na fali wydarzeń początku lat 80., z inicjatywy środowisk niepodległościowych powrócono do idei Marszu.

 

Pierwszy Marsz powojenny odbył się w sierpniu 1981, a jego komendantem był płk Józef Teliga, oficer AK i działacz Solidarności . W Marszu uczestniczyło kilkadziesiąt osób, wśród nich żyjący legioniści i działacze opozycji (przede wszystkim Solidarności i KPN).

Mimo represji ze strony władz komunistycznych Marsze odbywały się nieprzerwanie do 1989 roku. Miały charakter demonstracji patriotycznej i niepodległościowej. Uczestniczyło w nich od kilkunastu (w stanie wojennym w 1982) do kilkudziesięciu osób. W 1984 wszyscy uczestnicy Marszu – blisko 80 osób – zostało aresztowanych przez SB pod Jędrzejowem. Wsparcia dla Marszu w tym okresie udzielał m.in. Kościół, środowiska kombatanckie, a także polskie ośrodki emigracji niepodległościowej w Londynie i Nowym Jorku.

Po przełomie 1989 r. Marsz powrócił do formuły przedwojennej. Brało w nim udział ponad 400 osób a  w Marszu w 2004 roku, kiedy przypadła 90 rocznica Czynu Legionowego prawie 500. Uczestnicy pochodzą z różnych środowisk, są to m.in. członkowie Związku Piłsudczyków, organizacji strzeleckich, harcerze, młodzież ze szkół noszących imię Józefa Piłsudskiego, a także żołnierze WP z jednostek dziedziczących tradycje legionowe oraz młodzież z Wileńszczyzny i Podola.

Marsz ma formułę zawodów sportowo-paramilitarnych. Uczestnicy biorą udział w marszu na orientację, zajęciach strzeleckich, kursach udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej, konkursach historycznych. Odwiedzają także miejsca związane z walkami o niepodległość.

Marsz trwa od 6 do 12 sierpnia. Rozpoczyna się na krakowskich Oleandrach, a kończy w Kielcach pod pomnikiem „Czwórki Legionowej” i Pałacem Biskupów Krakowskich.

Wiktor Krzewicki

O polskość Śląska

My, Polacy. O polskości Śląska

 9 lutego w Zamku PiastĂłw Śląskich w Brzegu  odbył się wernisaĹź wystawy pt. My Polacy. O polskość Śląska”. Wystawa zlokalizowana na dziedzińcu Zamku PiastĂłw Śląskich prezentuje najwaĹźniejsze wątki z okresu ponad 1000-letniej historii Polski świadczące o polskości Śląska, a takĹźe Dwadzieścia biogramĂłw postaci dla polskości Śląska na przestrzeni tego czasu zasłuĹźonych.

 Wystawa jest swego rodzaju streszczeniem wydanej przez warszawskie Towarzystwo ProjektĂłw Edukacyjnych książki pod tym samym tytułem, będącej efektem zrealizowanego w 2022 r. projektu “Polskość Śląska”. Autorami PoszczegĂłlnych rozdziałów są profesorowie Franciszek Marek i Mariusz Patelski oraz historycy Wojciech Kempa i Bolesław Bezeg. NadzĂłr merytoryczny sprawował prof. Tomasz Głowiński, a redaktorem publikacji był Bolesław Bezeg. Licząca 178 stron dwujęzyczna publikacja jest bogato ilustrowana i porusza najwaĹźniejsze świadczące o polskości Śląska wątki od IX wieku i notatki Geografa Bawarskiego, po czasy współczesne.

 Projekt obejmował teĹź wyprodukowanie płyty CD, zawierającej skomponowane do programu “My Polacy” utwory Darka Malejonka o tematyce Powstań Śląskich.

 Wstęp na dziedziniec zamku, gdzie jest obecnie prezentowana wystawa jest bezpłatny. Zwiedzający mogą dostać także książki i płytę z piosenkami. 

Opór społeczny wobec reżimu

W rocznicę wypadków majowych 1966 r. w Brzegu

Kiedy 26 maja 1966 r. księża katoliccy  wbrew nakazom komunistycznych władz  nie wynieśli swoich rzeczy z budynku, w którym dotąd mieszkali, z tzw. wikarówki, na Placu Zamkowym w Brzegu, ówczesne władze partyjne komunistycznego reżimu postanowiły wykwaterować ich siłą  i zademonstrować swoją władzę wobec lokalnej społeczności. Spodziewano się oporu społecznego wobec akcji  szykanowania księży katolickich. Władza postawiła na pokaz siły i konfrontację. Wobec ponad 3 tysięcy zgromadzonych wiernych, którzy na dźwięk dzwonu przybyli przed wikarówkę, pod kościołem Podwyższenia Krzyża Świętego dowództwo Zmechanizowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej zdecydowało o użyciu gazów łzawiących i przemocy fizycznej w postaci bicia pałkami  do rozproszenia zgromadzonych wiernych. Wierni, którzy ufnie gromadzili się przy świątyni z okazji Dnia Matki na modlitwie nie brali pod uwagę, że władza bądź co bądź przecież polska  użyje środków przemocy wobec własnego społeczeństwa. Pomimo faktu, że w tłumie były dzieci, kobiety i starsi, bo społeczeństwo Brzegu nie spodziewało się otwartej agresji ze strony komunistycznej władzy, jednak doszło do pobić, ulicznych zamieszek, walk i aresztowań oraz późniejszych szykan.

Przeszło 40 lat później po raz pierwszy 10 i 11 czerwca w 2006 r. brzeżanie obchodzili szczególnie uroczyście rocznicę tamtej otwartej demonstracji przywiązania społeczeństwa do kościoła katolickiego i oporu społecznego wobec komunistów upamiętniając oficjalnie tamte tragiczne wydarzenia.

W 10 i 11 czerwca 2006 r. uroczystości kościelne poprzedziła pierwsza konferencja naukowa poświęcona wydarzeniom brzeskim z 26 maja 1966 roku w kontekście: opozycja – kościół – komunistyczna bezpieka. Konferencję zorganizował wrocławski oddział Instytutu Pamięci Narodowej.

Mieszkańcy Brzegu mogli poznać nieznane lub mało znane fakty na zorganizowanej wĂłwczas wystawie pt.: Nieznane karty historii miasta – Brzeg w tajnych dokumentach komunistycznej bezpieki 1945-1966 i obejrzeć premierowy pokaz filmu dokumentalnego o tamtych wydarzeniach przygotowywanego wspĂłlnie przez Andrzeja Baworowskiego reĹźysera i producenta telewizyjnego z Wrocławia i brzeskiego historyka Janusza Jakubowa, autora wydanej takĹźe z tej okazji książki: “Pacyfikacja wystąpień w obronie Kościoła w Brzegu 25 -26 maja 1966 roku”.

W tamtą czerwcową niedzielę uroczystej Mszy Świętej przewodniczył Ăłwczesny kardynał Henryk Gulbinowicz z archidiecezji wrocławskiej, kazanie wygłosił jeden z najaktywniejszych w kryzysowych wydarzeniach księży – Kazimierz Nawrotek. Przybyli takĹźe pozostali wikarzy. W czasie tamtego spotkania Ăłwczesny ks. proboszcz parafii PodwyĹźszenia KrzyĹźa Świętego Bolesław Robaczek mĂłwił:

Cieszę się bardzo, że w Brzegu narodziła się taka inicjatywa nawiązania do wydarzeń brzeskich, mało znanego wydarzenia z historii Polski, ale jednocześnie bardzo ważnego. Trudno by było o tym mówić, gdyby nie materiały uzyskane w Instytucie Pamięci Narodowej. Najważniejsze w tego typu spotkaniach jest połączenie materiałów archiwalnych z lokalną inicjatywą. Było tu tak wiele osób starszych pamiętających tamte wydatrzenia sprzed 40 lat, ale jednocześnie młodych ludzi.

To budzi nadzieję na to, że edukacja historyczna młodego pokolenia będzie przebiegała już we właściwym kierunku. Oczywiście dużą rolę do odegrania mają nauczyciele historycy – mówił do licznie zgromadzonych brzeżan w brzeskim zamku naczelnik Biura Edukacji Publicznejj IPN we Wrocławiu dr Krzysztof Szwagrzyk.

 

Brzeskie wydarzenia

Przypomnijmy: Do przymusowego wykwaterowania i przeprowadzki wikarych: Stanisława Bieni, Kazimierza Nawrotka, Tadeusza GadĹźały i Witolda Sidora – Pidorskiego władze partyjne obawiały się uĹźyć lokalnych sił MO, aby nie zaogniać napiętej w mieście od miesiąca atmosfery. Do akcji władze partyjne wykorzystały aktyw robotniczy z Opola.

Tamtego dnia 26 maja księża wcześniej przeszli do kościoła. Aktywiści partyjni, którzy się pojawili w budynku wyrzucali tylko ich rzeczy i meble, a wikarówka przy placu Zamkowym 2 została odgrodzona płotem. Wypędzeni z budynku kapłani mieli teraz zamieszkać z proboszczem na plebanii przy placu Zamkowym 10, po drugiej stronie ulicy naprzeciw kościoła.

W budynku wikarówki, poza salką do nauki religii mieszkało 5 księży, organista i dwie inne rodziny. Wszyscy dostali nakaz opuszczenia budynku już 25 kwietnia 1966 roku. Jednocześnie dano lokale zastępcze, ale księża mieli przenieść się do budynku plebanii. W imieniu wikarych odwoływał się od tej decyzji ks Kazimierz Nawrotek, który prowadził rozmowy z władzami. Jednak te zakończyły się fiaskiem.

Kolektyw d/s kleru przy Komitecie Wojewódzkim PZPR w Opolu, na posiedzeniu wyjazdowym w Brzegu podjął decyzję o egzekucji i 17 maja została ona wręczona wszystkim lokatorom wikarówki. Decyzję przekazano także ks. dziekanowi Kazimierzowi Makarskiemu.

Oba budynki były własnością rządu ale zostały oddane do użytkowania kościołowi, który przed wojną nie posiadał na tym terenie nieruchomości.

Po przeniesieniu księży władze w wikarówce zrobiły przychodnię.

Kościól zajmując opuszczone przez Niemców świątynie, kaplice i budynki kościelne występował jako prawny właściciel tych nieruchomości i od 1945 r nikt tego prawa nie kwestionował. W wykazie nieruchomości należącym do brzeskiej parafii sporządzonym w 1949 r. znajdują się m.in. budynki umieszczone na pl. Zamkowym 2, 4 i 10 w Brzegu.

Jednak 23 kwietnia 1959 roku Minister Gospodarki Komunalnej wydał okólnik, w którym wszystkie nieruchomości kościelne na Ziemiach Zachodnich ogłoszono mieniem poniemieckim i uznane zostały jako własność państwa. Państwo podważylo w ten sposób materialne podstawy bytu kościoła polskiego na Ziemiach Odzyskanych. Już w kwietniu 1966 roku wydział kwaterunkowy wydał nakaz opuszczenia budynku przy kaplicy Św. Jadwigi do 25 maja. Tydzien przed wyczuwało się w mieście napięcie. Okolice kościoła patrolowała milicja, a domu wikarych strzegły straże społeczne wybrane spośród parafian.

Przygotowując się do gwałtownych rozstrzygnieć uchwałą wojewódzkiej Rady Narodowej w Opolu na terenie całego województwa został wprowadzony tryb przyspieszonego postępowania przed kolegiami do spraw wykroczeń.

Do ich sprowokowania posłużyły władzom żadania grupy brzeżan z 10 maja 1965 roku, którzy domagali się usytuowania w śródmieściu przychodni rejonowej, władzom wydawalo się, że najlepiej pasuje na ten obiekt wikarówka, przylegajaca do Kaplicy św. Jadwigi w pobliżu kościoła. Cala akcja była najprawdopodobniej prowokacją.

Czarny czwartek

To był dzień matki. Mieszkańcy Brzegu stanęli w obronie represjonowanych kapłanów.

O godz. 6.15 – jak wspominał ks. Kazimierz Nawrotek Ăłwczesny wikariusz w parafii PodwyĹźszenia KrzyĹźa Świętego – było odsłonięcie obrazu Matki Boskiej. Ksiądz Stanisław Bienia, ktĂłry odprawiał Mszę Św. pobiegł na dzwonnicę. Na gĂłrze było kilka kobiet. Byli teĹź esbecy. Jeden z nich kopnął kobietę – p. Korzeniowską w klatkę piersiową i połamał jej Ĺźebra – wspominała świadek zdarzeń Anna Kalusińska.

W czwartek 26 maja doszło do rozruchów, które rano objęły plac Zamkowy w okolicach wikarówki i kościoła Podwyższenia Krzyża Śwętego, a po południu przeniosły się w inne rejony miasta.

– Ja, podobnie jak wielu innych brzeĹźan, zostałem spałowany na ul. Zamkowej. Pamiętam teĹź, Ĺźe karetki, wozy straĹźackie i samochody milicyjne miały zaklejone tablice rejestracje – wspominał wypadki majowe śp. Jan Milun brzeĹźanin, emigrant mieszkajacy w Bostonie (USA).

–

Tymczasem lokalne władze partyjne organizowały w miejscowych zakładach pracy masĂłwki potępiajace wydarzenia. Jednak nie wszyscy robotnicy reagowali po myśli władz i tak np. w “Olejarni” wznoszono okrzyki antykomunistyczne i zaintonowano pieśni religijne, a w Fabryce SiewnikĂłw (dzisiaj) Agromecie działacze zakładowej organizacji PZPR musieli uciekać przed wyrzuconym przez robotnikĂłw w ich kierunku gradem podkładek i metalowych nakrętek – wspomina wĂłwczas pracownik biura konstrukcyjnego w fabryce Zbigniew Oliwa.

Tymczasem sztab dowodzący akcją z Komitetu Miejskiego PZPR poza pacyfikacją dokonaną przez ZOMO rozmieścił na terenie brzeskich zakładów agenturę, a w punktach handlowych pracowników operacyjnych SB, aby uspokoić atmosferę.

Pomimo to w godzinach popołudniowych doszło do walk demnostrantów z ZOMO aż w siedmiu punktach miasta. Na ul. Polskiej zostal zniszczony radiowóz.

Kiedy ludzie wychodzili z kościoła wieczorem po naboĹźeństwie majowym, plac był obstawiony przez milicję. W pewnym momencie doszło do eskalacji – funkcjonariusze wyciągnęli ze stojącego tłumu dwĂłch młodych ludzi, bili ich i siłą zaciągnęli do milicyjnego wozu.

Młodzież zbulwersowana brutalnym działaniem MO rozpoczęła regularną bitwę z siłami porządkowymi. W odpowiedzi na milicyjne petardy z bruku były wyrywane bazaltowe “brukówki”, które leciały w stronę kolumny. Milicjanci się pochowali pod samochodami. Wezwali posiłki, ale rozruchy przeniosły się na pobliskie ulice Oławską i Rataje.

Następnego dnia na murach pojawiły się napisy: Komuniści i milicja ręce precz od Kościoła. Napięta atmosfera trwała jeszcze przez tydzień, a przez kilka dni miasto było kompletnie zagazowane wspominają świadkowie zdarzeń.

Zdaniem Stanisława Bogaczewicza, historyka z wrocławskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej specjalizujacego się w sprawach Kościoła na Dolnym Śląsku, decyzje zapadały na szczeblu komitetĂłw wojewĂłdzkich PZPR i w przypadku Brzegu odpowiedzialność za pacyfikacje ponosiły władze Ăłwczesnego komitetu wojewĂłdzkiego PZPR w Opolu. Znając strukturę działania i walki z Kościołem w okresie lat 60-tych odpowiedzialność niewątpliwie spada na te organa decyzyjne. To właśnie w komitetach wojewĂłdzkich zapadały wszelkie wiążące decyzje. Najpierw wytyczne wychodziły z komitetĂłw wojewĂłdzkich a potem trafiały do słuĹźby bezpieczeństwa. MoĹźna tutaj mĂłwić o koordynacji działań z SB – dodaje S. Bogaczewicz. Poza tym wiadomo, Ĺźe funkcjonariusze

Służby Bezpieczeństwa zdobywali materiały, które później tworzyły procedury. To było sprzężenie zwrotne. Nie wykluczone, że w przypadku Brzegu ze względu na rozmiar rozruchów takie decyje mogły zapadać w Warszawie.

Do tłumienia rozruchów lokalne władze ściągnęły Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej z Wrocławia, Opola i Katowic ok. 700 funkcjonariuszy. Jak się później miało okazać była to jedna z największych akcji ZOMO w kraju między 1956 a 1968 rokiem.

W czasie zajść ulicznych w maju wielu uczestników wydarzeń w tym kobiet i dzieci, w tym zupełnie przypadkowych mieszkańców zostało dotkliwie pobitych. Milicja zatrzymała ponad 300 osób. Sześćdziesiąt spośród nich stanęło przed kolegiami do spraw wykroczeń, niektórzy przed sądem. Zapadły wyroki kilkuletniego więzienia. Odpowiedzialni za tej zajścia funkcjonariusze nie ponieśli do dzisiaj żadnej kary. Pobici przez milicję i ORMO próbowali dochodzić swych praw nawet u władz najwyższych. Nikt jednak żadnej odpowiedzi nie otrzymał, za to przez wiele jeszcze lat trwały szykany i represje wobec uczestników zdarzeń. Odpowiedzialni za te zajścia partyjni funkcjonariusze z Opola i Warszawy nie ponieśli do dzisiaj żadnej odpowiedzialności.

Wiktor Krzewicki

O wydarzeniach brzeskich pisaliśmy na łamach Kuriera Brzeskiego w 2006 r. Zdjęcia pochodzą z tamtej pierwszej uroczystości.

Wielkanoc i jej sens

Triduum Paschalne  w Tradycji Katolickiej

Pobierz darmowy e-book „Wielki Tydzień – przewodnik”

 

Całe życie Kościoła toczy się wokół jednego wydarzenia, które odmieniło ludzkość. Zmartwychwstanie Chrystusa, bo o nim mowa, nadało raz jeszcze sens życiu każdej

 istoty. Wyznaczyło też cel wierzącym – życie wieczne.

Dzięki zwycięstwu Jezusa nad śmiercią patrzymy na każde wydarzenie właśnie poprzez Jego pryzmat, co jest wyrażone w pełni przez nasze uczestnictwo w sakramentach. Każda Eucharystia jest bowiem dziękczynieniem za dar bycia dzieckiem Boga, wzrastaniem ku Jego miłości. Szczególnie zaś niedziela i sprawowana podczas niej msza święta upamiętniają „ten dzień, w którym Jezus Chrystus zmartwychwstał i zesłał na apostołów w Ducha Świętego”.
Raz do roku wspólnota wierzących przeżywa to przejście od śmierci do życia w sposób niezwykle głęboki i uroczysty. Tajemnice naszej wiary, celebrowane podczas Triduum Paschalnego, są bowiem esencją działalności Chrystusa i jego misji. Przechodzimy wraz z Nim z Wieczernika przez ogród Oliwny na Golgotę, towarzysząc mu w chwilach modlitwy, męki i konania. W tych momentach doświadczamy także pustki, gdy Chrystus schodzi do otchłani. Nie trwa ona jednak długo, bo pustkę rozprasza o poranku nowina zwycięstwa. Te dni są dla każdego szczególnie ważne i inne, niż pozostałe w roku.
Jesteśmy bardziej wyciszeni, skupieni, rozmodleni, a także radośni z powodu nowiny o zmartwychwstaniu. Święta Wielkiej Nocy spędzamy w rodzinie, pragnąc dzielić między siebie to wszystko, co przeżywamy, umacniając jednocześnie naszą wiarę. Inna jest także liturgia w kościele parafialnym, do którego codziennie przychodzimy przez te kilka dni.

 

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych

Brzeg – 28 lutego 2021 uroczystości poświęcone sierż. Janowi Sabinowi ps. «Wiewiórka» (odsłonięcie tablicy, msza św., odznaczenie sierż. Jana Sabina Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski –odznaczenie przyjmie w imieniu śp. sierż. Jana Sabina córka oraz wnuk, pokaz premierowy filmu dokumentalnego o Janie Sabinie zrealizowanego przez TVP 3 Opole. Patronat honorowy: Wojewoda Opolski, Burmistrz Brzegu, Dyrektor Oddziału IPN we Wrocławiu, Dowódca 1. Pułku Saperów im. Tadeusza Kościuszki

 

Jan Sabin

został zwolniony w sylwestra 1967 r. z Zakładu Karnego w Brzegu. W tym czasie był juĹź schorowanym człowiekiem. Miał 41 lat i nikogo bliskiego w Polsce. Cała rodzina pozostała na WileńszczyĹşnie. Kresowiak z rodowodem “bandyty” – jak go określała SłuĹźba Bezpieczeństwa. Postanowił pozostać w Brzegu. Zamieszkał przy ul. Szkolnej, dostał zatrudnienie w Fabryce SiewnikĂłw “Agromet”. Szczęśliwie załoĹźył rodzinę i na świat przyszła cĂłrka.

W latach siedemdziesiątych starał się wyjechać wreszcie do rodziny na Wileńszczyźnie. Wielu Kresowiaków w tamtym czasie miało możliwość odwiedzania swoich bliskich na terenie ZSRR. Lecz w jego przypadku wszelkie starania pozostawały bez echa. Na skutek wyroku kary śmierci, jaki wydał na niego Wojskowy Sąd Rejonowy w Białymstoku w 1954 r., został pozbawiony praw publicznych, obywatelskich praw honorowych i całego mienia przepadłego na skarb państwa.

Jednak Opatrzność BoĹźa czuwała nad nim. Na skutek interwencji obrońcy Rada Państwa, korzystając z prawa łaski, zamieniła  karę śmierci na karę doĹźywotniego więzienia. W grudniu 1954 r. trafił do Zakładu Karnego we Wronkach. W marcu 1956 r. trafił do Zakładu Karnego w Strzelcach Opolskich. Polityczna “odwilĹź” przyniosła amnestię dla więzionych. Prokuratura Powiatowa w Strzelcach Opolskich na mocy amnestii wnioskowała o złagodzenie wyroku  skracając go do 12 lat więzienia, ale Sąd WojewĂłdzki w Białymstoku orzekł karę  15 lat bezwzględnego więzienia.   Więzienie nie było łatwe. Był wielokrotnie karany lecz nie dbał o dobrą opinię. On wiedział, Ĺźe nie ma co liczyć na przedterminowe zwolnienie. Tęsknił za rodziną. Wreszcie w 1965 r. trafił do szpitala więziennego w Łodzi. Nowy Rok 1968 r. spędził  na wolności.

Droga bojowa

Od kwietnia 1945 r do grudnia 1952 r. był żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych.

Jan Sabin rocznik 1926 – urodzony w Wilkiszkach w powiecie trockim w wojewĂłdztwie Wileńskim  II Rzeczypospolitej. Do 1944 r. przebywał przy rodzicach, ktĂłrzy prowadzili 8 hektarowe gospodarstwo rolne. Kiedy wkroczyła Armia Czerwona miał 18 lat. Został wcielony do 8 Dywizji Piechoty II Armii Wojska Polskiego. RekrutĂłw wysłano najpierw na przeszkolenie do ZSRR, a potem przewieziono ich do Polski pod Siedlcami, gdzie mieli trafić na front. Jesienią 1944 r. wraz z trĂłjką innych Ĺźołnierzy zdezerterował z wojska. Na wiosnę 1945 r.  trafił do siatki Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Por. Władysław Awramienko “Gwiazda” odebrał od Jana Sabina przysięgę na wierność NZW i nadał mu pseudonim “WiewiĂłrka”.

WkrĂłtce doszło do bitwy  oddziału partyzantĂłw stacjonujących w Bodakach. 17 maja 1945r. partyzanci zostali zaatakowani przez 2 batalion 267. Pułku Strzeleckiego Wojsk Wewnętrznych NKWD. W wyniku bitwy z udziałem artylerii i samolotĂłw zwiadowczych oddział NZW “Drzymały” został rozbity. “WiewiĂłrce”  udało się przedrzeć przez kordon NKWD, potem pod dowĂłdztwem ppr. “Kruka” brał udział w akcji na Brańsk, podczas  ktĂłrej rozbrojono posterunek MO. Potem był Ĺźołnierzem patrolu Pogotowia Akcja Specjalna  Komendy Okręgu NZW, a takĹźe Patrolu 3. Wileńskiej Brygady AK-WiN.

Z czasem zagęszczenie sił NKWD było tak duĹźe, Ĺźe od marca 1950 r. partyzanci kwaterowali pod gołym niebem w lasach, na co dzień zmieniali miejsce pobytu. Wielkanoc 1950 r. postanowili spędzić w lesie nie korzystając z zaproszenia na kwatery we wsi. 7 kwietnia w Wielki Piątek w lesie pod wsią Toczyski koło Jabłonny oddział ppor. “Brzaska” został otoczony przez dwa bataliony KBW – 600 Ĺźołnierzy oraz funkcjonariuszy UBP i MO. Plutonowy Sabin wyrwał się z obławy. Latem 1950 r. Sabin podporządkował się byłemu dowĂłdcy NZW, ktĂłry mianował go do stopnia sierĹźanta. Do walk z UB, KBW i MO dochodziło  w wyniku samoobrony. Starcia były następstwem zaskoczenia przez przeciwnika.

Trwali w terenie z bronią w ręku oczekując konfliktu zbrojnego ZSRR z państwami zachodnimi. MO skutecznie deptała już im po piętach. Kwaterowali w bunkrze w stodole na wsi. Kiedy przyszedł patrol Milicji Obywatelskiej, partyzanci ostrzelali ich i wycofali się do lasu. Za nimi ruszyła grupa operacyjna KBW. Jednak bez skutku. Na wiosnę 1952 r. dowódca rozproszył partyzantów w terenie. Przetrwali tak do Bożego Narodzenia, które spędzili razem w oborze u gospodarza w Chechłowie. Podzielił się on z nimi prowiantem. W drugi dzień świąt rozdzielili się i rozeszli. Jednak Jan Sabin postanowił wrócić do gospodarza, by mu zapłacić za kwaterę. Dostał  pieniądze od dowódcy.  30 grudnia 1952 r. bezpieka namierzyła kwaterę sierż. Sabina, a w sylwestra postanowili go ująć. Przy zatrzymaniu ciężko ranił oficera UB. Odebrano mu książeczkę do nabożeństwa, orzełek z koroną, medalik z wizerunkiem św. Antoniego z Padwy, spisane wiersze, modlitwy, piosenki partyzanckie oraz wykaz agentów przeznaczonych do likwidacji.

w Brzegu

Kiedy Jan Sabin wyszedł po 15 latach więzienia na wolność  za swoją działalność w oddziałach partyzanckich, nie był starym człowiekiem,  nie miał juĹź jednak zdrowia,  a choć ochrzczono go mianem “bandyty”, to jednak ducha nie stracił. Pozostał sobą niezłomny w swoich przekonaniach i słuĹźbie OjczyĹşnie. NaleĹźał do “Solidarności” w swoim zakładzie pracy w “Agromecie”. MoĹźe właśnie dzięki jego postawie brzeska  robotnicza “Solidarność” z fabryki siewnikĂłw nadała charakter patriotyczny miastu i przełomu lat dziewięćdziesiątych.   20 marca 1990 r. został członkiem Solidarności Polskich KombatantĂłw. Pan BĂłg zabrał go na wieczną wartę 10 maja 1991 r.

O jego działalności partyzanckiej jako żołnierza niezłomnego walczącego z komunistycznym aparatem władzy w Polsce niewiele osób wiedziało. Za to aparat bezpieczeństwa o nim nie zapomniał. Jest pochowany na cmentarzu komunalnym w Brzegu przy ul. Starobrzeskiej.  Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie w 1995 r. stwierdził nieważność wyroku wydanego wobec Jana Sabina z 1954 r.

ĹşrĂłdło: Tomasz Greniuch: Jan Sabin ps. WiewiĂłrka” 1926-1991, IPN Opole 2021 r.

Tablica pamiątkowa poświęcona jego imieniu zostanie postawiona na terenie Klubu Garnizonowego w Brzegu. Tam też będzie można zapalić znicz i uczcić chwilą milczenia i modlitwą. Można wziąć udział w Akcji organizowanej przez Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce i przesłać fotografię z upamiętnienia.

 

 

Z okazji Święta Niepodległości

Z OKAZJI ŚWIĘTA NIEPODLEGŁOŚCI PRZESYŁAM SERDECZNE ĹťYCZENIA WYTRWAŁOŚCI ORAZ SUKCESÓW W PRACY I SŁUĹťBIE NAJJAŚNIEJSZEJ RZECZPOSPOLITEJ – prof. Krzysztof Rozpondek – prezes Wrocławskiego Oddziału Związku PiłsudczykĂłw.

Wspomnienia – wydarzenia brzeskie

 

W maju 1966 roku miałem 17 lat i kończyłem 3 klasę Szkoły Zawodowej na ul. Kamiennej. W tym czasie była w Brzegu jedna parafia i jeden Kościół Podwyższenia Krzyża Świętego. Dodatkowo w Kaplicy św. Jadwigi odbywały się nabożeństwa w niedziele dla młodzieży. Religie mieliśmy w salce na parterze w tak zwanej „Wikarówce” i w budynku sióstr zakonnych na ul. Górnej. Pamiętam że budynek ten był bardzo stary i w złym stanie technicznym. Pomieszczenia były bardzo małe, miały grube mury i krzywe podłogi. Budynek ten został wyremontowany wiele lat później. Wydarzenia do których doszło 25 i 26 maja były wynikiem narastającego napięcia od wielu miesięcy.

Księża na kazaniach informowali o decyzji władz w sprawie „wikarĂłwki”. Dzień 25. maja 1966 r. zapamiętałem tak. W tym dniu mieliśmy zajęcia na warsztatach szkolnych na ul. Kamiennej. Moja klasa miała zajęcia na drugim piętrze w Sali, gdzie okna wychodziły na ul. Reja. To jest w jednej linii ul. Reja, Rynek, Zamkowa, i pl. Zamkowy. Przez okna było widać co się dzieje pod Zamkiem. Zdziwiło nas to, Ĺźe sekretarka dyrektora szkoły chodziła po wszystkich salach, gdzie byli uczniowie i sprawdzała obecność spisując tych, co nie ma.

Zauważyłem, że brama warsztatów z wyjściem na ulice została zamknięta. Byliśmy bardzo ciekawi, co się dzieje w mieście. Do szkoły jeździłem rowerem. W czasie przerwy śniadaniowej o godz. 10 wsiadłem na rower i przez otwartą furtkę w szkole wyjechałem na ulice. Wszędzie pełno ludzi i Milicji.

Dojechałem do Ratusza, ul. Zamkowa zablokowana przez Milicję. Pojechałem ul. Długą, wtedy Armii Czerwonej w stronę Zamku, ale tam było tak dużo Milicji, że na plac Zamkowy nie szło wejść i ul. Szopena wróciłem do szkoły. Byłem w ubraniu roboczym to może dlatego nikt mnie nie zatrzymał.

Po zajęciach około godz. 15. musieli nas wypuścić ze szkoły i większość udała się w stronę Zamku, aby zobaczyć, co się dzieje. Ludzie wyszli z zakładów pracy i zrobiło się wielkie zamieszanie.

Były trzy akcje rozpędzania demonstrantów, pierwsza rano między godz. 6 a 8, druga o godz. 15-16, a trzecia po nabożeństwie majowym ok. godz.19 do późnych godzin nocnych. Kiedy znalazłem się w pobliżu Placu Zamkowego, nagle zaczęły lecieć petardy w tłum i Milicja zaczęła rozpędzać ludzi. Wszędzie było pełno gazu łzawiącego w postaci białego proszku i to on w połączeniu z powietrzem powodował duże łzawienie. Wszyscy płakali. Jak MO goniła ludzi, to oni  uciekali, a jak milicja wracała, to ludzie wracali. Postanowiłem wracać do domu, póki mnie jeszcze nie spałowali i oczy mnie strasznie piekły.

Wieczorem o godz.18 było nabożeństwo majowe, przyszło chyba z pół miasta. Msza była bardzo spokojna, po mszy ludzie wyszli z kościoła i stoją. Nikt się nie rozchodzi. Napięcie rośnie.

Księża zostali juĹź rano wykwaterowani z “wikarĂłwki”, budynek w ciągu kilku godzin ogrodzono, szyby zamalowano na biało i powieszono tablice remont.

Oddziały ZOMO i Milicji stoją w pogotowiu i czekają. Zaczęło się od rzucania kamieni w stronę Milicji. W pewnym momencie dostali rozkaz i nastąpił atak. Poleciały petardy i gaz łzawiący. ZOMO w hełmach i w maskach gazowych. Wyposażeni w specjalne długie pałki gumowe zaczęli gonić ludzi i lać, gdzie kogo dopadli. To już nie była zabawa, to już była normalna bitwa. Ludzie rzucali czym mogli i uciekali. ZOMO tłukło na oślep, kogo dopadło, kobieta, dziecko, nieważne. To trwało do późnych godzin nocnych. Na ulicach zaczęto budować barykady z metalowych pojemników na śmieci. Ja po dwóch godzinach wróciłem do domu cały zapłakany od tego gazu, ale nie dałem się spałować.

U nas w domu codziennie się słuchało Radia Wolna Europa. Wieczorem włączyłem radio, a tu nadają,  że w Brzegu w woj. opolskim są zamieszki na tle religijnym. Byłem naprawdę zdziwiony skąd oni już wiedzieli. Cały czas miałem aparat fotograficzny przy sobie w kieszeni, ale bałem się go wyciągnąć żeby mnie zaraz nie zwinęli. Zdjęcia robiłem kilka dni później. Mój ojciec kolejarz też był pod kościołem, ale tam żeśmy się nie spotkali. Po latach w książce Pana Janusza Jakubowa o pacyfikacji mieszkańców Brzegu w obronie kościoła znalazłem zdjęcie ojca z rowerem w mundurze kolejowym zrobione przez SB na pl. Zamkowym  tej książki.

Zapamiętałem, na jakich falach nadawała Wolna Europa: 13, 16, 19 m i 29, 39, 49 m fale kr. oraz na falach średnich. Wszystkie częstotliwości były zakłócane i trzeba było się naszukać, aby znaleźć daną częstotliwość z w miarę czystym odbiorem.

Sprawy w sądach i na kolegiach trwały jeszcze wiele miesięcy, a w domach i zakładach pracy trwały dyskusje. Ja dwa miesiące później rozpocząłem swoją pierwszą pracę w Fabryce Silników Elektrycznych M-6 w Brzegu na ul. Trzech Kotwic.

Krzysztof  Sołtys

 Wydarzenia w Brzegu z maja 1966 r. były kulminacyjnym momentem konfrontacji między komunistycznym państwem a Kościołem w okresie gomułkowskim, rozwijającym
się od czasu rozpoczęcia przez Prymasa Stefana Wyszyńskiego Wielkiej Nowenny, która miała przygotować Naród Polski na obchody 1000-lecia chrztu Polski.

Artykuł Janusza Jakubowa pt. Nieznane wydarzenia w Brzegu 26 maja 1966 r. Kryptonim-obrońca wiary

czytaj pod linkiem: 

zdjęcia pochodzą z archiwum IPN

 

 

COVID 19

Informacje społeczno-polityczne

TOWARZYSTWO ROZWOJU ZIEMI BRZESKIEJ

Członkowie i Zarząd TRZB zwraca się do Pana Burmistrza Brzegu i Radnych Miasta Brzeg z Apelem o wsparcie brzeskich przedsiębiorców i podjęcie Uchwały w sprawie obniżenia stawek podatków od nieruchomości, w których prowadzona jest działalność gospodarcza oraz zmniejszenie czynszów w lokalach, które są dzierżawione od Miasta i podległych miastu jednostek.
Jest to czas wyjątkowy dla naszego społeczeństwa, czas walki z koronawirusem, ale też czas solidarności i współodpowiedzialności za to co pozostanie i będzie mogło dalej funkcjonować w naszej małej ojczyźnie. COVID 19 to cichy i skryty zabójca, nie tylko dla nas, naszych rodzin i bliskich, ale w dalszej perspektywie dla naszej gospodarki i poczucia bezpieczeństwa. Dlatego właśnie solidaryzujemy się ze wszystkimi ludźmi dobrej woli, dla których ważne są troski i problemy naszych mieszkańców.
Panie Burmistrzu i Drodzy Radni w tym trudnym dla nas WSZYSTKICH czasie przyjmijcie to wyzwanie i pomóżcie brzeskim przedsiębiorcom, abyśmy po wszystkim mieli kurę, która dalej będzie znosić jajka. Wierzymy w Waszą dobrą wolę i odpowiedzialność za NASZE MIASTO BRZEG.
Zarząd TRZB

Wsparcie dla Ratownictwa Medycznego BCM w Brzegu.
Zarząd TRZB informuje, że środki uzyskane w trakcie 20tego Balu Charytatywnego w wysokości 5000,00zł.pierwotnie miały być przekazane na inny cel dla BCM w Brzegu, ale sytuacja jaka zaskoczyła nas wszystkich i to co się wydarzyło, spowodowało, że z inicjatywy naszego członka TRZB Mariusza Barana, zostały one przekazane dla Brzeskiego Ratownictwa Medycznego przy Brzeskim Centrum Medycznym na zakup najpotrzebniejszych środków ochrony dla pracowników ratownictwa medycznego w Brzegu. To Pracownicy Medyczni znaleźli się na pierwszej linii w walce z COVID 19 i to właśnie Oni są zagrożeni niosąc pomoc nam, potrzebującym. Niech to z naszej strony będzie mały gest, kropla w
morzu potrzeb, a może kropla na dobry początek,albo kropla zachęty dla innych. Tym gestem chcemy jednocześnie złożyć wyraz naszego uznania i podziękowania dla codziennej pracy wszystkich pracowników służby zdrowia, jakże w tym szczególnym czasie trudnej i wymagającej odwagi.
Przyjmijcie ten drobny dar z serc naszych płynący i naszą solidarność z Wami, a mieszkańcom życzymy dużo , dużo zdrowia.
GKP

Klub Historyczny “Grota”

X lat Klubu Historycznego im. gen. Stefana Roweckiego “Grota”

 O klubie
 Klub zainaugurował swoją działalność na Opolszczyźnie 10 listopada 2007 r. otwarciem wystawy „Żołnierze Polski Walczącej”. Klub zajmuje się odkłamywaniem najnowszej historii Polski. Organizuje wystawy, prezentacje filmów dokumentalnych i spotkania z historykami, zajmującymi się badaniami naukowymi.

Na wernisaż przyjechali wówczas z Opola członkowie Zarządu Okręgu Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej pani prezes Wanda Nowak i prezes opolskiego koła ŚZŻAK Krzysztof Werner, oraz inicjatorzy opolskiego pomnika poświęconego żołnierzom zbrojnego podziemia antykomunistycznego po 1945 roku Regina Mac i Adam Zbiegieni.
Obecny na uroczystości naczelnik Delegatury IPN w Opolu prof. dr hab. Krzysztof Kawalec przypomniał jak wielkie znaczenie ma data 11 listopada w historii Polski, a także podzielił się refleksjami o niepodległości odzyskanej w 1918 roku.

Ówczesna wystawa została przygotowana z inicjatywy prezesa brzeskiego koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej mjr inż. Tadeusza Czajkowskiego, Wiktora Krzewickiego historyka, pracownika Biura Edukacji Publicznej Delegatury IPN w Opolu, Tomasza Fronckiewicza, artystę plastyka we współpracy z lokalnym środowiskiem nauczycieli historii.

W tym roku z okazji Święta Niepodległości otwarto wystawę pt.

„A kto chce być wolnym, a kto chce być sługą…”.

To cytat z wiersza napisanego przez jednego z Ĺźołnierzy wyklętych Zdzisława Brońskiego pseudonim „Uskok”. Narodowy Dzień Pamięci Ĺťołnierzy Wyklętych obchodzony jest 1 marca, bowiem tego dnia w 1951 r. w więzieniu mokotowskim wykonano wyrok śmierci na 7 członkach IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”.

„A kto chce być wolnym, a kto chce być sługą…” -  Ĺťołnierze Wyklęci na OpolszczyĹşnie – to wystawa, ktĂłra przypomina sylwetki Ĺźołnierzy, odkrywając szerszej publiczności mało znane lub zupełnie nie znane fakty. MoĹźna na niej odnaleźć sylwetki takĹźe brzeĹźan.  Jej autorem jest Bolesław Bezeg, dziennikarz Radia Opole, dyr. Muzeum Ziemi Kozielskiej i Wiktor Krzewicki, dziennikarz Radia Opole, członek nadzwyczajny Opolskiego Oddziału Światowego Związku Ĺťołnierzy Armii Krajowej  przygotowana we współpracy z Radiem Opole.  Była ona juĹź prezentowana na opolskim Rynku.

 

 

WiN. Wolność i Niezawisłość. Ostatnia nadzieja

– film dokumentalny w reĹźyserii Sławomira GĂłrskiego opowiada historię  antykomunistycznej organizacji cywilnej, ktĂłrej członkowie padli ofiarami prześladowań ze strony bezpieki. Przeciwko partyzantom z WiN-u komunistyczny aparat skierował regularne wojsko, ktĂłre miało rozbić leśne bojĂłwki. Wolni i Niezawiśli ginęli od kul w regularnych bitwach. Ci z nich, ktĂłrzy wpadali w ręce UB, zanim dołączyli do poległych towarzyszy broni byli poddawani bestialskiemu śledztwu i torturom. Nieliczni zachowali Ĺźycie, ale spędzali kilkadziesiąt lat za kratami. PrzywĂłdcy PRL tak bardzo obawiali się legendy Ĺźołnierzy wyklętych, Ĺźe ukrywali miejsce pochĂłwku ciał zabitych więźniĂłw. W filmie kulisy śmierci członkĂłw WiN-u, wspomnienia ich rodzin i bliskich, a takĹźe wyniki analiz materiału genetycznego, ktĂłre mają pomĂłc w ustaleniu grobĂłw pomordowanych.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz