KURIER PLUS

magazyn historyczno – kulturalny z terenu powiatu brzeskiego

Felieton – Nowa codzienność, stara samotność

Rysunek pióro z kleksem - logo felietonu

Izolacja społeczna związana z ograniczeniami epidemicznymi nie zmieniła jedynie naszych przyzwyczajeń. Zmieniła się nasza codzienność i to znacząco. Zmienił się sposób, w jaki patrzymy na ludzi, na własną samodzielność i na świat, który coraz szybciej przenosi się do systemów, aplikacji i ekranów. W tej nowej rzeczywistości wygoda miesza się z lękiem, a postęp z pytaniem o to, kto zostanie na marginesie.

Bez wątpienia żyjemy w czasach, które jeszcze niedawno wydawałyby się literacką przesadą.  Lockdown  stał się doświadczeniem, które osiada w psychice, porządkuje plany na nowo i zmusza do zadawania pytań o przyszłość. Staramy się żyć normalnie, ale coraz wyraźniej czujemy, że do dawnej zwyczajności nie ma już prostego powrotu.

Nasze relacje skurczyły się do najbliższego kręgu. Spotkania towarzyskie przenieśliśmy do sieci, pracę przenieśliśmy do sieci, a często również codzienne obowiązki próbujemy załatwiać przez ekran. Świat, do którego przywykliśmy, nie tyle się zmienia, ile przyspiesza w sposób, za którym nie każdy potrafi nadążyć. I chyba właśnie to tempo bywa dziś najbardziej dotkliwe.

Łatwo powiedzieć, że zmiana jest naturalna, że postęp jest nieunikniony, że trzeba się po prostu dostosować. Tyle że za tymi ogólnymi hasłami stoją konkretni ludzie: starsi, chorzy, samotni, wykluczeni komunikacyjnie, zagubieni technologicznie. Dla nich nowoczesność nie zawsze oznacza wygodę. Czasem oznacza bezradność. Czasem ciche wypchnięcie poza główny nurt życia społecznego.

Widać to choćby w zwykłych zakupach. Dla jednych kasy samoobsługowe są symbolem sprawności i niezależności. Dla innych stają się kolejną barierą, którą trzeba pokonać bez pomocy i bez poczucia bezpieczeństwa. Drobny sklep osiedlowy, tak łatwo uznawany za relikt minionej epoki, dla wielu osób wciąż jest namiastką normalności. To nie tylko miejsce handlu, ale przestrzeń dostępna, ludzka, oswojona.

A jednak nie sposób udawać, że technologia nie niesie ulgi. Sama dostrzegam jej wygodę. Możliwość samodzielnego załatwienia sprawy, spokojnego zapłacenia, uniknięcia pośpiechu czy napięcia bywa po prostu komfortem. Problem zaczyna się wtedy, gdy wygoda przestaje być wyborem, a staje się obowiązkiem. Gdy system jest tak szczelny, że życie poza nim wydaje się niemożliwe. Wtedy pytanie nie brzmi już, czy nowoczesność jest przydatna, ale czy pozostawia jeszcze miejsce dla człowieka, który nie mieści się w jej tempie.

W tej codziennej przemianie odsłania się jeszcze coś innego: jakość naszych relacji. Zadziwiająco często brakuje nam zwykłej życzliwości. W sklepach, na ulicy, w urzędach, w krótkich spotkaniach między obcymi ludźmi częściej natrafiamy na zniecierpliwienie niż na uprzejmość. Jakby wszyscy nosili w sobie nadmiar napięcia, którego nie potrafią już ukryć. Jakby zmęczenie stało się społecznym językiem.

Nie chodzi nawet o spektakularne konflikty. Bardziej o drobne gesty, których nie ma. O obojętność, która stała się wygodną formą samoobrony. O podejrzliwość, zazdrość i chłód, jakie coraz częściej wchodzą w miejsce zwyczajnej ludzkiej serdeczności. Być może zbyt długo żyliśmy w napięciu, by nie zapłacić za to sposobem bycia wobec innych.

Nie jesteśmy dziś wspólnotą szczególnie uważną na cudze troski. Łatwiej nam współodczuwać na pokaz niż naprawdę zatrzymać się przy czyimś bólu. A przecież ostatnie lata zostawiły po sobie wiele pęknięć: utratę bezpieczeństwa, rozpad więzi, lęk o pracę, zdrowie i sens dalszego wysiłku. Nic dziwnego, że tyle frustracji wylewa się do codzienności. Media tylko ten stan wzmacniają, karmiąc nas sporem, gniewem i nieustannym alarmem.

A może właśnie dlatego ten czas, choć tak trudny, ma w sobie również wymiar bolesnego odsłonięcia prawdy. Pokazuje, jak kruche są nasze przyzwyczajenia, jak nietrwałe bywają systemy, którym ufamy, i jak łatwo gubimy to, co naprawdę ważne. Bo życie nie składa się wyłącznie z wygody, sprawności i dostosowania do kolejnych rozwiązań. Ostatecznie liczy się to, czy potrafimy ocalić w sobie uważność, współczucie i pokorę wobec tego, co większe od naszych planów. Być może dopiero wtedy, gdy świat odbiera nam złudzenie pełnej kontroli, zaczynamy naprawdę widzieć, co stanowi istotę życia.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *