Bez wątpienia żyjemy w ciekawych czasach, bo mamy właśnie nowy look down. Jak to wpływa na nasze samopoczucie, na naszą kondycję psychiczną, plany i perspektywę życia Raczej średnio. Staramy się normalnie żyć, ale jednak tak jak było już nie będzie, a jak będzie to tylko przeczuwamy, zastanawiając się czy te zmiany, które nas dotykają każdego dnia, nie niosą ze sobą na końcu katastrofy.
Ograniczamy nasze kontakty do minimum, do najbliższego grona rodzinnego. Przenieśliśmy się z życiem towarzyskim do sieci, przynosimy się z życiem zawodowym do sieci, uczymy się pracy zdalnej. Świat, do jakiego przywykliśmy zmienia się i to w szybkim tempie.
To jest oczywistą oczywistością, że nie wszyscy nadążą za zachodzącymi zmianami. Chociaż ciągle pozostają wartości i rzeczy uniwersalne i ponadczasowe, ale nasza zwykła codzienność, do której przyzwyczailiśmy się, zmienia się, choć bardzo tego nie chcemy.
Dziś robimy zakupy jeszcze tradycyjnie, ale już z dnia na dzień zmiany stają u drzwi. Musimy przyzwyczaić się, że w marketach będziemy sami siebie obsługiwać, że trzeba bardzo być uważnym, sprostać wielu wymaganiom. Ci, którzy mają kłopoty z pracą, chorobą, ułomnościami i nie nadążają za nowymi technologiami, które obsługują i tworzą nową, wirtualną rzeczywistością, będą spychani siłą rzeczy na peryferie społeczne.
Kiedy idziemy do marketu i robimy zakupy, bo jest tam nieco taniej, ale przede wszystkim wygodniej, to dopasowujemy się do zachodzących zmian. Jednak drobne sklepy osiedlowe dostępne dla ludzi starszych i bez samochodu są dla nich błogosławieństwem. Ten drobny handel jest oznaką normalności, dający poczucie wolności.
Kiedy spotykamy nowości technologiczne, trzeba je zaadoptować do naszego życia. Możemy się sami rozliczyć w realu czy w internecie – pod jednym warunkiem, że dysponujemy elektronicznym kontem, że mamy do dyspozycji nowoczesny telefon komórkowy – smartfon z dostępem do internetu, że przychodzi nam wypłata regularnie na konto, że mamy karty płatnicze, że możemy rozliczać się telefonem, wchodzimy w system, w którym wszystko jest już jakby z góry zaplanowane. Musimy tylko odgrywać pewną rolę, musimy się do tego systemu dopasować. Z jednej strony wygodniej się żyje. Mamy więcej czasu na bardziej wymagające zajęcia. Możemy być bardziej twórczy i kreatywni. Mamy na to czas, który nie musimy spędzać na mozolnych czynnościach. Może i tak – system tworzy poczucie wygody, oby nie był pułapką, że poza systemem nie da się żyć.
Wygląda na to, że zmiany jednak odpowiadają zapotrzebowaniu. Szczerze mówiąc np. kasy samoobsługowe w marketach przyjęłam z zainteresowaniem i z ulgą. Osobiście wolę samodzielnie obsłużyć się i zapłacić, bo robię to bez nerwowego pośpiechu, zajmuje mi to tyle czasu, ile akurat potrzebuje. Nie muszę patrzeć na cudze emocje, no rzecz jasna złe emocje, bo zmęczone ekspedientki często nie są w stanie się uśmiechnąć. Czasem można spotkać jakąś życzliwą, ale z reguły widać, że są zmęczone, sfrustrowane i generalnie mało uprzejme. Już przestałam się temu zjawisku dziwić. W Polsce już od dawna jest zwyczaj, że kupujący są intruzami dla sprzedawców. Brzmi to paradoksalnie, ale to się po prostu wszędzie odczuwa. Dlaczego w sklepach na co dzień jest tak dużo nieuprzejmości wbrew ekonomicznej logice, bo przecież uśmiechnięty sprzedawca więcej może osiągnąć niż sfrustrowany Ale może się mylę, może tak nie jest w ogóle, tylko tak mi się trafia. A może nie lubimy, jak nas się miło obsługuje Może właśnie tak się z tym dobrze czujemy, jak nikt nam nie nadskakuje. To jest taki nasz polski fenomen, że jak się przychodzi do sklepu z własnymi pieniędzmi, to jeszcze ci sprzedawca łaskę robi, że coś sprzeda. Tak się dzieje, bo jego zarobek nie zależy od dobrego humoru kupującego.
Powszechna nieżyczliwość jest cechą polskiej ulicy. Jeżeli ktoś zachowa się uczciwie, wielkodusznie czy po prostu elegancko, to wywołuje zdziwienie i zaskoczenie. Bo normalnie, to trzeba liczyć się na każdym kroku po pierwsze z cwaniactwem, potem złodziejstwem, czasem zwykłym ordynarnym chamstwem, a w najlepszym wypadku opryskliwą nieżyczliwością.
Ludzie obcy sobie, przypadkowo spotkani czasem bywają życzliwi, ale z reguły, kiedy nie potrzebują być życzliwi, tą zimną obojętność manifestują. Egoizm stał się cnotą. Owszem, ludzie interesują się sobą wzajemnie, ale wszystko podszyte jest podejrzliwością, zazdrością i chęcią podporządkowania sobie innych dla własnych celów. Czasem bardzo ordynarne żądania, by inni realizowali interesy tych wybrańców losu, stają się wręcz groteskowe.
Nie jesteśmy społeczeństwem szczególnie otwartym na wzajemne potrzeby, problemy i troski. Lubimy robić rzeczy na pokaz, ale kiedy nie ma widowni, to nie jesteśmy w stanie nikomu w niczym pomóc. Tylu ludzi w tych nieodległych latach potraciło majątki, stabilne życie, rozpadały się więzy rodzinne, odbierali sobie życie, tracili zdrowie, życiowe dramaty. Dlatego złe emocje rządzą ulicą. W mediach agresja, walka, spór. Staramy się nie brnąć w krąg zainteresowań, które nic pozytywnego poza frustracją nie wnoszą do życia. Żyjemy pracą, coraz bardziej momentami jałową, ale jednak pracą, bo to jest życie.
A życie dla niektórych ludzi zaczyna być interesujące wtedy, gdy nagle dowiadują się, że to już koniec. I nie ma już nic prócz Boga Sprawiedliwego. Że wszystko, za czym całe życie biegamy, trzeba zostawić i spotkać się z Nim. I to jest ten najważniejszy moment w życiu.









Leave a Reply