
Przemówienie Paderewskiego przy pomniku Grunwaldzkim (15 lipca 1910)
“Dzieło, na które patrzymy, nie powstało z nienawiści. Zrodziła je miłość głęboka Ojczyzny – nie tylko w jej minionej wielkości i dzisiejszej niemocy, lecz i w jej jasnej, silniejszej przyszłości.
Twórcy pomnika i wszyscy, co mu przy pracy byli pomocni, składają hołd ten dziękczynny świętej praojców pamięci. Składają go na ołtarzu Ojczyzny jako votum pobożne, błagając te wysokie, świetlane duchy ? od wieków już z Bogiem złączone ? by wszystkie dzieci tej ziemi natchnęły miłością i zgodą, by rozszerzyły serca nasze, by wyprosiły dla nas i wiary moc, i nadziei pogodę, rozwagę, cierpliwość i tę dobrą wolę, bez której nie ma ani cnót cichych, ani sławnych czynów. Niech więc naród, w osobie najwyższego wszystkich ziem polskich dostojnika, tę ofiarę serc naszych miłościwie przyjąć raczy.
Pragniemy gorąco, by każdy Polak i Litwin ? każdy z dawnych dzielnic Ojczyzny, czy z za oceanu ? spoglądali na ten pomnik jako na znak wspólnej przeszłości, świadectwo wspólnej chwały i zapowiedź lepszych czasów; jako na cząstkę własnej, wiarą silnej duszy?
Prastarej, ukochanej stolicy naszej oddajemy to dzieło we władanie wieczyste. Do prześwietnej Rady stołecznego grodu, do jej dzielnego, zasłużonego prezydenta dr Juliusza Leo, gorącą i usilną zanosimy prośbę, by nad tym pomnikiem zechcieli życzliwą i troskliwą rozciągnąć opiekę.”
Ignacy Jan Paderewski, Kraków, 15 lipca 1910 (przemówienie przy przekazaniu miastu pomnika Grunwaldzkiego)
Tłumy na placu Matejki i dwa dni święta
Cisza zapadła na rozległym placu Matejki. Tego dnia ? 15 lipca 1910 roku ? stał się on miejscem spotkania wielotysięcznych rzesz: reprezentantów różnych stanów i zawodów, związków i organizacji społecznych. Przyjechali do Krakowa z najodleglejszych stron ziem dawnej Rzeczypospolitej, a nawet zza oceanu. Wszyscy patrzyli w stronę trybuny, na której stał wielki artysta.
W tej uroczystej chwili trudno było nie zrozumieć intencji Paderewskiego. Krótkie, ale niezwykle treściwe przemówienie ? natchnione bezgranicznym przywiązaniem do wszystkiego, co polskie ? poruszyło szczególnie nas, młodych, stojących nieopodal w gimnazjalnych mundurkach i wsłuchanych w melodyjny głos mistrza.
Gdy padło ostatnie słowo, wybuchła burza oklasków. On ? jak zawsze skromny ? skłaniał głowę okoloną aureolą jasnych włosów i w milczeniu dziękował za spontaniczny hołd, który tego dnia składała mu właściwie cała Polska. Przez kolejne dwa dni uroczystości rocznicy grunwaldzkiej Paderewski pozostawał w centrum uwagi: uroczyste posiedzenie rady miasta, raut w salach Starego Teatru, olbrzymi zlot sokolstwa na Błoniach, pochód na Wawel ? a także każde jego pojawienie się na ulicach. To była droga triumfalna, na której ścieliły się nie tylko kwiaty, ale i serca, składane w darze Paderewskiemu ? wielkiemu artyście i patriocie.
Trzy lata później: koncert mistrza w Starym Teatrze
Trzy lata później Kraków zelektryzowała wiadomość o wielkim koncercie mistrza. Na długo przed tym wieczorem wszystkie bilety były już wykupione, a Stary Teatr wypełnił się elitą społeczeństwa dawnego zaboru austriackiego.
Siedząc z mamą w pierwszym rzędzie, rozglądałem się po sali. Tuż obok zasiadł Henryk Sienkiewicz z małżonką ? matka przedstawiła mnie pisarzowi. Dalej widać było przedstawicieli najwyższych władz z delegatem namiestnika Galicji na czele, a także członków wielu polskich rodzin arystokratycznych. Panie zwracały uwagę urodą, strojami i drogocenną biżuterią. Atmosfera podniecenia i oczekiwania unosiła się nad salą ?wypełnioną po brzegi? ? nawet po obu stronach estrady ustawiono krzesła.
Wreszcie w drzwiach pokoju artystów ukazała się postać Paderewskiego. Kiedy stanął na estradzie, wszyscy podnieśli się z miejsc, witając mistrza jak udzielnego monarchę. Dla mnie ? młodego ? było w tym coś zaskakującego. Ale wystarczyły pierwsze dźwięki: melodia dobrze znana, a jednak ?inna?, czarowna, zdolna poruszyć nawet serce wykute z kamienia. Po pierwszej części koncertu publiczność zgotowała mu spontaniczną owację.
Podczas przerwy mama, dotrzymując obietnicy, zabrała mnie do pokoju artystów. Po raz drugi w życiu stanąłem przed wielkim pianistą. Trudno mi dziś nazwać tamte uczucia; wiem tylko, że byłem szczęśliwy i dumny. Później stało się to niemałą sensacją wśród moich kolegów z konserwatorium muzycznego.
Następnego dnia, gdy pojawiłem się w klasie znakomitego profesora ? dyrektora Władysława Żeleńskiego ? czekający na lekcje uczniowie, a wśród nich późniejszy uczeń Paderewskiego, pianista Zygmunt Dygat, oraz jego siostra, pani Gromnicka (znana artystka dramatyczna), przyjęli mnie jeszcze serdeczniej niż zwykle, wypytując o szczegóły wielkiego wieczoru.
Źródło: fragment relacji Juliusza Stanisława Leo (juniora) z tygodnika ?As? (1935).
Polski Słownik Biograficzny, t. 17, s. 70: LEO Juliusz Stanisław (1901?1962) ? dziennikarz, kompozytor.
Kim był Juliusz Leo?
W 1914 roku Juliusz Leo współtworzył Naczelny Komitet Narodowy i został jego pierwszym prezesem. Był też jednym ze współinicjatorów utworzenia Legionów Polskich. Z jego wniosku Rada Miasta przegłosowała darowiznę w wysokości 1 miliona koron z kasy miasta na wsparcie Legionów.
Zdjęcie: Public Domain (źródło: Wikimedia Commons; identyfikator: 2070232).
Zapisz















Leave a Reply