20 lat po powodzi

W 20 lat po powodzi chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, ktĂłre wĂłwczas na gorąco uchwycili reporterzy „Kuriera Brzeskiego”. Publicystyczny wydĹşwięk reportaĹźu Andrzeja Ogonka, dziennikarza i działacza samorządowego, związanego z brzeską „Solidarnością” – nie przesłania jednak jego walorĂłw dokumentacyjnych i historycznych. Liczni świadkowie tamtych dramatycznych wydarzeń opowiadają swoje historie. ReportaĹź jest ciekawym świadectwem wydarzeń i niesie w sobie pewną tezę… warto się nad nią pochylić, a na pewno poznać.   Dzisiaj nasze emocje związane z tamtymi wydarzeniami są rĂłwnie poruszające jak niegdyś. Dla młodszego pokolenia z całą pewnością ma ta opowieść charakter poznawczy.

Wyrwa  w wale w Stobrawie, gm. Popielów zdjęcie z  archiwum Kuriera Brzeskiego

Zamysł napisania tej opowieści dojrzewał w mojej głowie dość długo. Przełom nastąpił w dniu 25 lutego 1998 roku, gdy dowiedziałem się, Ĺźe zostałem przez Kierownika Urzędu Rejonowego w Brzegu wytypowany do otrzymania jakiegoś odznaczenia za wkład w pokonywanie lipcowej powodzi 1997 roku. Ten zaskakujący mnie fakt, tak jak nieco wcześniejszy, gdy dowiedziałem się, Ĺźe odznaczony ma zostać takĹźe wydawca “Kuriera Brzeskiego” Wiktor Krzewicki, spowodował, Ĺźe zacząłem o napisaniu książki myśleć serio. Ĺťadną bowiem miarą mierząc, nie potrafiłem określić, jakie niby zasługi na tym polu miałyby zostać przeze mnie połoĹźone.

No, chyba Ĺźe uznać, iĹź pisząc na ten temat i stawiając hipotezę, Ĺźe zalanie doliny Lubszy w znacznej części spowodowane zostało działaniami człowieka, a przyroda za ten fakt odpowiada tylko w takiej części, w jakiej prĂłba okiełznania wody za pomocą wałów, zbiornikĂłw przeciwpowodziowych i polderĂłw została spaprana, trafiłem w sedno tej sprawy…. – pisze Andrzej Ogonek

czytaj więcej – reportaĹź o powodzi

zdjęcia w Galerii pochodzą z archiwum Kuriera Brzeskiego, wykonane zostały przez dziennikarzy i fotoreporterów: Piotra Mazurka, Bogdana Kościńskiego, Wiktora Krzewickiego i inne osoby.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Gdzie dziewczęta z tamtych lat?

Wspomnienie o Annie Bełkowskiej – Tomali

Janusz JakubĂłw

 

Bez sztandarów wojskowych, bez salw honorowych w dniu 24 czerwca br. odprowadziliśmy na miejsce wiecznego spoczynku jedną z najbardziej zasłużonych i zarazem represjonowanych działaczek na rzecz niepodległości Ojczyzny, Damę Orderu Polonia Restituta – Panią Annę Bełkowską – Tomala.

Była jedną z najdzielniejszych brzeskich dziewcząt. Urodziła się 20 lipca 1925 r. w Kielcach, gdzie od wielu pokoleń zamieszkiwała jej rodzina pochodząca z tamtejszej szlachty. Ojca nie zdołała poznać, a matka jej zmarła w 1929 r., gdy miała ona zaledwie cztery lata. Wychowywała się u swych krewnych w Kielcach, Radomiu i Warszawie, gdzie przebywała w okresie okupacji niemieckiej. Tam też ukończyła gimnazjum, a następnie kurs krawiecki oraz pisania na maszynie. Sieroctwo, trudne warunki materialne i ciężka praca musiały zahartować jej dziewczęce serce i charakter. Patriotyczne tradycje pielęgnowane w jej rodzinie ukształtowały na tyle jej serce i umysł,  że uczyniły odporną na propagandę komunistyczną w okresie powojennym.

Po upadku powstania warszawskiego i ewakuacji z Warszawy zamieszkała na powrót w Radomiu. W lipcu 1949 r. podczas pobytu na urlopie w Zagnańsku (koło Kielc) u swej koleżanki Barbary Bruszewskiej spotkała swego dawnego znajomego Andrzeja Wronę, który ujawnił, że jest sierżantem AK i należy do oddziału działającego wciąż w okolicznych lasach Gór Świętokrzyskich. Poinformował ją też, że oddział ten jest podporządkowany Rządowi Polskiemu w Londynie i gen. Władysławowi Andersowi jako p.o. Naczelnego Wodza. Anna zwierzyła się jemu, że chce się do nich przyłączyć. Wrona zaproponował więc, by założyła placówkę oddziału na ziemiach zachodnich. Początkowe próby założenia placówki w Strzelinie nie zakończyły się powodzeniem, w związku z tym w 1950 r. Anna Bełkowska przeniosła się do Brzegu, gdzie zamieszkała jako sublokatorka w mieszkaniu rodziny Odachowskich przy ul. Jerzego II Piasta 10/5 i podjęła pracę jako maszynistka w Zarządzie Powiatowym ZMP. Tutaj też po nawiązaniu znajomości z różnymi osobami ze środowiska młodzieży postanowiła założyć organizację pod nazwą „Trzy Kotwice”. Pozyskała do niej córkę swoich gospodarzy Alicję Odachowską i jej kolegę Zbigniewa Biszkowieckiego, którzy w obecności  Bełkowskiej trzymającej w ręku obraz Matki Boskiej złożyli przysięgę i obrali sobie pseudonimy: Odachowska – „Błyskawica”, a Biszkowiecki – „Groźny”. Anna Bełkowska obrała sobie pseudonim „Zryw”. Wszyscy zobowiązali się składać co miesiąc po 100 zł. na cele organizacyjne. Planowali też zdobycie broni i większych środków pieniężnych dla prowadzenia akcji propagandowej, której celem było po prostu odzyskanie pełnej niepodległości. Była to typowa dla tamtych czasów antykomunistyczna podziemna organizacja młodzieżowa, w której wielkość ideałów i celów była niewspółmiernie duża do posiadanych środków i możliwości. Większość celów nie została zresztą zrealizowana właśnie z braku możliwości. Jedyną zrealizowaną sprawą, było rozkolportowania pewnej ilości ulotek na terenie Brzegu o polityce ZSRR wobec Polski i zajęcie na potrzeby organizacji kasy brzeskiej ZMP z gotówką w wysokości 12 tys. zł. Ale w ponurej stalinowskiej rzeczywistości nawet zamiary stanowiły wystarczające uzasadnienie do represji. Nachalna komunistyczna propaganda, powszechny terror i strach przed represjami ze strony UB zaowocowały rozplenieniem się na wzór sowiecki donosicielstwa, które było najlepszym instrumentem zniewalania społeczeństwa i panowania komunistycznego ustroju. Ofiarę jego stali się również młodzi brzescy konspiratorzy.

Do dekonspiracji „Trzech Kotwic” przyczynił się donos Adama Kupczeka – młodego górnika z kopalni „Dymitrow”. Anna Bełkowska poznała go podczas jego pobytu w Brzegu i starała się pozyskać dla organizacji. Niestety w dniu 11 lipca 1950 r. zgłosił się on na Komisariat MO w Brzegu i o wszystkim powiadomił organy bezpieki. Anna Bełkowska przebywała w tym czasie w Bytomiu. Na wniosek Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Brzegu funkcjonariusze bezpieki w Bytomiu już 13 lipca zatrzymali ja na terenie Bytomia i dwa dni później przetransportowali do Brzegu. Czynności śledcze prowadzili funkcjonariusze PUBP w Brzegu Kazimierz  Wójtowicz i Stanisław Foks, z WUBP w Opolu Henryk Nubert i oficer śledczy z Wojskowej Prokuratury Rejonowej we Wrocławiu Stanisław Michta. Tutaj zaczęła się dla niej gehenna śledztwa. Jak wspominała po latach typową praktyką były przesłuchania nocne i świecenie mocną lampą prosto w oczy, co spowodowało uszkodzenie wzroku w sposób nieodwracalny. Nie chciała wydać swoich kolegów, więc zastosowano środki specjalne. Przesłuchujący ją oficer uderzył ją w twarz tak mocno, że spadła z krzesła na podłogę i straciła od razu kilka zębów. Na przemian bito ją kluczami po głowie i całym ciele i zmuszano do stania na baczność całymi godzinami. Lżono ją wulgarnymi wyrażeniami i prowokowano dając do ręki rewolwer. Zmuszano ją do podpisywania protokołów, których nie dawano jej do odczytania. Jeden z nich Anna Bełkowska potargała i zniszczyła. O jej przeżyciach więziennych świadczą wymownie listy słane w tym okresie do krewnej Zofii Bukowskiej z Warszawy, którą rozpaczliwie prosiła o pomoc w trudnej sytuacji, w jakiej się znalazła. W jednym z nich pisała: „Ratuj mnie moja droga z tego więzienia, ach jakie ciężkie jest życie więźnia, ile razy spojrzę na kraty w oknie mej celi, łzy leją się strumieniami i brak mi sił do życia. Nie mam żadnej podpory, jestem sama sierota bez nikogo. Matka moja już 21 lat jak w grobie spoczywa, dlaczego to ona opuściła ten świat, a nie ja? (…) Ratuj mnie  Ciociu najukochańsza, póki jest jeszcze czas.” Dopiero po trzech tygodniach tortur wymuszono na niej ujawnienie swoich kolegów należących do organizacji. Wojskowy Sąd Rejonowy we Wrocławiu wyrokiem z dnia 11 września 1950 r. skazał ją na 15 lat więzienia i utratę praw publicznych i honorowych na okres 5 lat. W stosunku do pozostałych osób postępowanie umorzono ze względu na ich młodociany wiek i okazanie skruchy.

W ciągu kilku lat odsiadywała ona wyrok w różnych więzieniach: w Brzegu, Opolu, Strzelcach Opolskich, Wronkach i w Gdańsku. Na szczęście dla niej i tysięcy osób, które w okresie stalinowskim za działalność niepodległościową zostały również uwięzione, Stalin zmarł już w marcu 1953 r. a stalinizm wkrótce zaczął się kruszyć. Ucieczka ppłk Józefa Światły na Zachód i jego audycje na falach Radia Wolna Europa o prawdziwym obliczu komunistycznej władzy wstrząsnęły fundamentami reżymu w Polsce. Ujawniono nie tylko straszliwe zbrodnie komunistów, ale również demoralizację i ideową degrengoladę ich elit przywódczych. W 1955 r. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zostało rozwiązane, a jego kierownictwo usunięte ze stanowisk. Odbiło się to również na losach uwięzionych patriotów. 25 maja 1955 r. Sąd Najwyższy zmienił kwalifikację wyroku Anny Bełkowskiej, złagodził karę do 3 lat i 4 miesięcy i zarządził zwolnienie jej z więzienia. Po wyjściu z więzienia zamieszkała w Bytomiu, gdzie wyszła za mąż za Józefa Tomalę. Załamanie się systemu stalinowskiego nie spowodowało jednak trwałych zmian politycznych. Osoby dawniej więzione za działalność niepodległościową nie były dobrze widziane przez komunistyczne władze, które po chwilowych perturbacjach zdołały ustabilizować system. Polityczna przeszłość Anny Bełkowskiej zmuszała ją wielokrotnie do zmiany pracy i miejsca zamieszkania. Po kilku latach wróciła ona na stałe do Brzegu, gdzie wychowała dwie córki i zdołała ustabilizować swe życie rodzinne i zawodowe.

Dopiero u schyłku życia, po upadku komunizmu w 1989 r. mogła uzyskać pełną satysfakcję za swoje cierpienia za sprawę niepodległości Polski. 9 marca 1992 r. Sąd Wojewódzki we Wrocławiu unieważnił wyrok z 1950 r. i dokonał jej pełnej rehabilitacji. 9 grudnia 1992 r. Prezydent Lech Wałęsa odznaczył Annę Bełkowską Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Włączyła się wtedy aktywnie w działalność  w Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego, uzyskała prawa kombatanckie, na które wcześniej nie miała żadnych szans. Chętnie dzieliła się wspomnieniami ze swej działalności w poprzednim okresie. Odeszła do Pana w dniu 22 czerwca 2017 r. dożywszy sędziwego wielu 92 lat i została pochowana na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Starobrzeskiej w Brzegu. Niestety przedstawiciele władz miasta i powiatu brzeskiego nie uczyniły niczego, by ze swej strony uhonorować odpowiednio jej osobę za poświęcenie i cierpienie, jakich doznała w związku ze swą działalnością na rzecz niepodległości Polski. Nie było też żadnego sztandaru, ani reprezentacji wojska.

Rodzina i przyjaciele odprowadzający ją w tej ostatniej drodze pamiętają ją już, jako niezwykle ciepłą, ukochaną babcię. Ale trzeba też pamiętać, że dawno temu była to wspaniała, piękna dziewczyna, która swą młodość ofiarowała sprawie Ojczyzny i zapłaciła za to bardzo wysoką cenę, jak wiele jej koleżanek, o których tak pięknie opowiadają słowa utworu „Gdzie są kwiaty z tamtych lat”. Niech te słowa i jej zdjęcie z młodych lat towarzyszą pamięci o Annie Bełkowskiej, która tu w Brzegu odważyła się rzucić rękawicę  imperium zła. Niech dobry Bóg odda jej w niebie zasłużony laur zwycięstwa.

 

Ĺťycie jest najwaĹźniejsze

Już po raz piąty wyruszył z placu Polonii Amerykańskiej w Brzegu Marsz dla Życia i Rodziny.

Po mszy św w intencji brzeskich rodzin odprawionej w Kościele Św. Mikołaja uczestnicy marszu przeszli ulicą Długą ,wkoło Rynku, Zamkową do brzeskiego zamku. Wśród uczestników były rodziny z małymi dziećmi, ale także harcerze z Czarnej Trzynastki, którzy pomagali w organizacji tegorocznego marszu. Setki brzeżan przeszły ulicami miasta do parku w sąsiedztwie Zamku Piastów Śląskich, gdzie odbył się piknik rodzinny.

Marsze są manifestacją przywiązania do wartości rodzinnych i szacunku dla życia ludzkiego, ale  to przede wszystkim święto rodzin, stanowiące okazję do tego, by publicznie manifestować radość z posiadania rodziny. To również sposobność, by spotkać osoby, z którymi dzielimy te same wartości. Uczestniczą w nich przede wszystkim młode rodziny z dziećmi, ale także różnego rodzaju ruchy i stowarzyszenia. W minionych latach  w wydarzeniu brały udział znane i cenione osoby, m. in.: Marzena Nykiel, prof. Jan Żaryn, Przemysław Babiarz czy Krzysztof Ziemiec czytamy na stronie marsz. org.

Dziękujemy młodzieĹźy II LO, Brzeskiemu Centrum Kultury, Bibliotece ze Skarbimierza  dyrekcji Muzeum PiastĂłw Śląskich  w Brzegu oraz władzom samorządowym i wszelkim słuĹźbom porządkowym za pomoc w przygotowaniu marszu – powiedział nam Łukasz Fomicz główny inicjator brzeskiego marszu dla Ĺťycia i Rodziny.

Warto też przypomnieć, że pierwszy taki marsz przeszedł ulicami Warszawy w czerwcu 2006 roku. Potem inicjatywa rozszerzyła się na wiele miast w kraju. W tym roku marsze przeszły ulicami 140 polskich miast. Wśród uczestników są  młodych ludzi, rodziny i przedstawicieli organizacji pozarządowych .W Brzegu od pięciu lat  marsz organizuje małżeństwo Barbary i Łukasza Fomiczów. Oboje są związani z Grupą Inicjatywną Wolność i Miłość, która była już inicjatorem wielu lokalnych chrześcijańskich inicjatyw.

Rysunki Krzysztofa Rozpondka

prof. Krzysztof Rozpondek

Urodzony w 1961 r. w Brzegu. W 1987 r. ukończył studia na Wydziale Ceramiki i Szkła PWSSP we Wrocławiu, uzyskując dyplom w pracowni prof. Krystyny Cybińskiej.
Od 1996 roku kieruje Pracownią Podstaw Projektowania Ceramiki we wrocławskiej ASP.

Publikowane rysunki pochodzą z archiwum Kuriera Brzeskiego

Hołd żołnierzom legendarnego „Bartka”

       Wciąż trwa identyfikacja szczątkĂłw około 30 partyzantĂłw ze Zgrupowania kapitana Henryka Flamego “Bartka”. Tymczasem miejsce gdzie zostali zamordowani partyzanci Narodowych Sił Zbrojnych  od 3 września 2016 jest Miejscem Pamięci Narodowej. W przyszłości ma tutaj stanąć pomnik.

Wiosną ubiegłego roku ekipa archeologów, lekarzy medycyny sądowej, historyków IPN-i żołnierzy z brzeskiej jednostki i wolontariuszy pod kierownictwem dr hab. Krzysztofa Szwagrzyka odkryła  szczątki ludzkie, ale także orzełki, ryngrafy,  krzyż harcerski a nawet pistolet. Według historyków IPN-u tu właśnie zostali zamordowani partyzanci  „Bartka”.

W kwietniu minie rok od czasu, kiedy po raz pierwszy przyjechały na miejsce ubeckiej zbrodni rodziny pomordowanych partyzantĂłw. Wtedy w Chróścinie Nyskiej odprawiona została  uroczysta Msza św. w asyście pocztĂłw sztandarowych m. in. Narodowych Sił Zbrojnych z Podbeskidzia, harcerzy Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej z Opolszczyzny. Przedstawiciele rodzin, historycy, pasjonaci historii  i przedstawiciele mediĂłw udali się na polanę śmierci, gdzie jeszcze trwały ekshumacje. Widok był poraĹźający w dołach było pełno ludzkich kości, fragmenty szkieletĂłw, czaszki. Potem była modlitwa za poległych. Zapłonęły świece i znicze, a pod leśnym pniem złoĹźono wiązanki biało – czerwonych kwiatĂłw.

Jesienią 2016 roku kilkaset osób z całej Polski przybyłych na poniemieckie lotnisko w obecności kompanii honorowej 1 Pułku Saperów im. T. Kościuszki z Brzegu, kilkudziesięciu harcerzy z  Brzegu i Grodkowa, strzelców i grup rekonstrukcyjnych NSZ-u uczcili zamordowanych we wrześniu 1946 przez komunistyczną bezpiekę i NKWD 30 partyzantów z oddziału kpt. Henryka Flamego ”Bartka”.

Uroczystości z 3 września 2016 roku odbyły się pod patronatem honorowym prezydenta RP i Wojewody Opolskiego . Organizatorami były władze samorządowe Grodkowa i Skoroszyc.  Wśród zaproszonych gości byli przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej, Ordynariatu Polowego, Marszałka Województwa Opolskiego samorządowcy, ale przede wszystkim mieszkańcy Śląska, Podbeskidzia i Śląska Cieszyńskiego, gdzie zaraz po II wojnie aktywnie działał oddział ”Bartka”.

Po mszy św. i apelu w intencji pomordowanych żołnierzy NSZ-u  i AK uczestnicy  z licznymi pocztami sztandarowymi przeszli na polanę śmierci. Tam pod krzyżem   delegacje złożyły wieńce i wiązanki kwiatów. Wśród zebranych była rodzina Golców. Łukasz Golec zagrał na trąbce ”Ciszę”, którą poświęcił zamordowanej prawdopodobnie właśnie tu jego cioci Stanisławie Golec ”Guście” wówczas osiemnastoletniej dziewczynie.

Wcześniej żołnierze z brzeskiej jednostki oddali 3 salwy honorowe. W niebo odleciało 30 gołębi, które symbolizowały zamordowanych  partyzantów kpt. „Bartka”. Na polu śmierci które pokrywała wielka biało czerwona flaga z palących się zniczy pod brzozowymi krzyżami przedstawiciele rodzin położyli zdjęcia z wizerunkami bliskich wówczas zabitych o świcie.

Wiosną ubiegłego roku ekipa archeologów, lekarzy medycyny sądowej, historyków IPN-i żołnierzy z brzeskiej jednostki i wolontariuszy pod kierownictwem dr hab. Krzysztofa Szwagrzyka odkryła  szczątki ludzkie, ale także orzełki, ryngrafy,  krzyż harcerski a nawet pistolet. Według historyków IPN-u tu właśnie zostali zamordowani partyzanci  „Bartka”. Instytutu Pamięci Narodowej zapewnia , że poszukiwania będą trwały nadal, aż do czasu, kiedy będzie można zorganizować uroczysty pochówek  niezłomnych ze zgrupowania  „Bartka”.

Przypomnijmy

Masowe represje wobec Akowców i NSZ-owców doprowadziły do masowych ucieczek  do lasu, do partyzantki. Wiosną 1945 roku oddziały NSZ-u zaktywizowały się na Podbeskidziu. Wśród nich był legendarny oddział „Bartka”. W skład podbeskidzkiego  zgrupowania NSZ-u wchodziło kilkanaście działających grup zbrojnych. Służyło w nich około 400 żołnierzy. W latach 1945-1947 grupy te stoczyły ponad dwieście walk i potyczek z UB, MO i KBW oraz przeprowadziły wiele udanych akcji likwidacyjnych najaktywniejszych funkcjonariuszy komunistycznych władz bezpieczeństwa.

We wrześniu 1946 partyzanci od Bartka dowiedzieli się, że mogą zostać przerzuceni  z Podbeskidzia na Zachód do amerykańskiej strefy, aby tam rozpocząć nowe życie. Zorganizowane zostały 3 transporty. Do dzisiaj nie udało się dokładnie ustalić ilu partyzantów w czasie tej akcji trafiło na Opolszczyznę. Badacze z IPN-u uważają, że mogło to być nawet 200 osób. Tomasz Greniuch, autor książki „Król Podbeskidzia. Biografia kpt. Henryka Flame „Bartka”  uważa, że wyjechały  3 transporty między 5 a 25 września 1946 roku zabierając ponad 200 ludzi.

Zamiast na Zachód Europy trafili na początku września na poniemieckie lotnisko w pobliżu Starego Grodkowa, gdzie zostali wymordowani. Ostatnią noc spędzili w baraku na lotnisku, który został nad ranem wysadzony w powietrze, a tych, którzy przeżyli funkcjonariusze UB i NKWD zastrzelili. Akcja okazała się ubecką prowokacją wymierzoną przeciwko Narodowym Siłom Zbrojnym.

Oddział  Instytut Pamięci Narodowej w Katowicach ustalił, że 69 żołnierzy z formacji „Bartka” miało zostać zastrzelonych strzałem w tył głowy w jednej  z miejscowości Opolszczyzny, której dotychczas nie udało się ustalić. Następnych co najmniej 30-40 żołnierzy miało zostać wysadzonych w powietrze w zaminowanym baraku na terenie starego lotniska w Starym Grodkowie. Innych kilkudziesięciu partyzantów  zostało wysadzonych w powietrze w zaminowanej oborze na terenie miejscowości Barut. Niestety dopóki nie  zakończą się badania genetyczne trudno określić kto faktycznie w którym miejscu zginął. Na razie są to tylko przypuszczenia, aczkolwiek bardzo prawdopodobne.

W powojennej konspiracji niepodległościowej działało nawet do 200 tysięcy osób.

Około 20 tysięcy uczestnikĂłw tej konspiracji walczyło w oddziałach partyzanckich. NajwaĹźniejszymi organizacjami podziemnymi były Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość” wywodzące się z Armii Krajowej oraz Narodowe Zjednoczenie Wojskowe i Narodowe Siły Zbrojne, ale takĹźe Konspiracyjne Wojsko Polskie. W związku z zakrojonymi na bardzo szeroką skalę represjami i potajemnymi egzekucjami tylko niewielu Ĺźołnierzy II konspiracji doĹźyło do pazdziernika 1956 roku a ostatni Ĺźołnierz JĂłzef Franczak ps.”Lalek” został zabity przez bezpiekę w 1963 roku.

Pamięć o “Ĺťołnierzach Wyklętych” zaczęto przywracać  juĹź 2002 roku, dzięki inicjatywie Opolskiego Klubu Myśli Konserwatywnej im. Stanisława Cata Mackiewicza i ludziom skupionym wokół Klubu, czyli Arkadiuszowi Karbowiakowi, Tomaszowi Kwiatkowi i Januszowi Kowalskiemu organizatorowi pierwszej wystawy poświęconej Ĺźołnierzom II konspiracji. JuĹź wtedy w okolicznościowym wydawnictwie związanym z wystawą dotyczącą antykomunistycznego podziemia zbrojnego po1944 roku ukazał się jeden z pierwszych artykułów poświęcony zbrodni dokonaj na partyzantach ze zgrupowania “Bartka” autorstwa historyka A. Karbowiaka obecnie odpowiedzialnemu za budowę Muzeum Ĺťołnierzy Wyklętych w Warszawie.

W otwarciu wystawy w Jezuickim Ośrodku Formacji i Kultury “Xaverianum” uczestniczyli partyzanci AK-WiN Tadeusz Czajkowski ps. “Kotwica” oraz Regina Mac oboje działali w oddziale legendarnego majora Mariana Bernaciaka “Orlika”.

Sejm Rzeczypospolitej uhonorował Żołnierzy Wyklętych ustanawiając 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. W tym dniu w 1951 roku wykonano wyroki śmierci na siedmiu członkach IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość z jego dowódcą ppłk. Łukaszem Cieplińskim.

Warto pamiętać, Ĺźe  inicjatywa ogĂłlnopolskiego święta wyszła właśnie z Opolszczyzny od Ăłwczesnego wiceprezydenta Opola Arkadiusza Karbowiaka,  ale takĹźe m.in. od nie Ĺźyjących juĹź Ĺźołnierza AK-WiN Tadeusza Czajkowskiego ps. “Kotwica” i NSZ-u Mariana Bobolewskiego ps. “GĂłral” mieszkańcĂłw Brzegu.

Wiktor Krzewicki

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Ambasador Historii

Karolina Lanckorońska (1898-2002), jej sylwetka i patriotyczna działalność  na emigracji w Rzymie po II wojnie światowej była tematem spotkania z biskupem profesorem Janem Kopcem historykiem kościoła, stypendystą Lanckorońskich.

W wypełnionej po brzegi sali konferencyjnej Miejskiej Biblioteki Publicznej w Opolu biskup J. Kopiec przypomniał życie i walkę w czasie okupacji oraz działalność naukową i charytatywną na rzecz niepodległej Polski hrabiny Karoliny Lanckorońskiej, żołnierza ZWZ-AK, odznaczonej w 1942 roku Krzyżem Walecznych.

Prowadzący spotkanie Andrzej Koziar z Delegatury IPN w Opolu przypomniał sylwetkę niedawno zmarłego 23 kwietnia tego roku akowca i łagiernika majora Krzysztofa Wernera ”Kmicica”, prezesa opolskiego koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, jak powiedział jednego z inicjatorów tego spotkania. Zebrani chwilą ciszy uczcili pamięć majora Wernera

Córka hr. Lanckorońskiego

Karolina Maria Adelajda Franciszka Ksawera Małgorzata Edina  urodziła się w 1898 r. w  Buchbergu w Austrii w rodzinie arystokratycznej jako córka Karola hr. Lanckorońskiego i jego trzeciej żony Małgorzaty z domu Lichnowsky. Pochodziła z rodu, którego korzenie sięgały czasów Władysława Łokietka.

W Galicji ograniczona liczba rodzin polskich senatorĂłw została włączona w szeregi szlachty rycerstwa cesarstwa austriackiego obok takich rodĂłw jak: Tarnowscy, Potoccy, Czartoryscy, Lubomirscy czy Gołuchowscy znaleĹşli się teĹź Lanckorońscy. Zachowały one dawne przywileje aĹź do końca XIX w. – pisał w „BoĹźym Igrzysku” Norman Davies.

Pod koniec XIX wieku rodzina Lichnowsky znajdowała się w grupie arystokracji przemysłowej Prus obok takich rodów jak Donnersmackowie, Hohenlohe czy Schaffgotschowie.

Zdaniem brytyjskiego historyka N. Daviesa do czasu, kiedy siła armii i administracji oraz przemysłowców były skupione w prowincjach wschodnich na Pomorzu, w Prusach Wschodnich i na Śląsku, dopóty wpływy lojalistycznej arystokracji  stanowiły potężny hamulec dla aspiracji Polaków. W takiej atmosferze młoda Karolina spędziła na wiedeńskim dworze lata dzieciństwa. Jednak pałac przy Jacquingasse 18, w którym mieszkali Lanckorońscy,  odwiedzało wielu wybitnych polityków i dyplomatów,  wśród których byli sam cesarz Franciszek Józef I, ambasador Władysław Skrzyński oraz przyjaciel ojca Karoliny znany malarz Jacek Malczewski, do którego obrazów zresztą pozowała, a także wysocy dostojnicy kościoła katolickiego z nuncjuszem Watykanu w okresie międzywojennym  Achillesem Rattim. W drodze do Watykanu zatrzymywał się tam arcybiskup Adam Stefan Sapiecha przyjaciel rodziny, którego poznała jeszcze jako mała dziewczynka, a później  w czasie okupacji, kiedy była w ZWZ-AK, otrzymała rozkaz uczestniczenia w pracach Rady Głównej Opiekuńczej, gdzie ponownie spotykała się z arcybiskupem A. Sapiechą.

Konspiracja na Kresach

Za działalność konspiracyjną na Kresach w czasie, kiedy prĂłbowała zorganizować filę Rady Głównej Opiekuńczej w wojewĂłdztwie stanisławowskim została aresztowana przez Gestapo i skazana na śmierć. Jednak dzięki interwencjom dyplomatycznym Roffreda Caetaniego z Rzymu, pozostającego w bliskich stosunkach z sabaudzką rodzina krĂłlewską uniknęła śmierci. Mimo to trafiła do obozu w Ravensbruck (nr obozowy 16076). Doczekała tam jednak zwolnienia po osobistej interwencji prezesa Międzynarodowego Czerwonego KrzyĹźa Carla J. Burkckhardta – mĂłwił biskup Kopiec w czasie prelekcji w MBP w Opolu 23 maja 2013 roku.

Więzień obozu

Ostatecznie hrabina Lanckorońska została  przewieziona najpierw do Berlina a stamtąd trafiła do obozu w Ravensbruck, gdzie przebywała do 5 kwietnia 1945 roku. Po wojnie została na emigracji, bo – jak mĂłwiła – to nie była juĹź jej Rzeczpospolita. Jednak nigdy nie zapominała o Polakach i historii swojego kraju.

Na emigracji

 Z Rzymu i Londynu wspierała historyków w kraju i działała społecznie wspierając Polaków, którzy nie chcieli lub nie mogli powrócić do Polski funkcjonującej w nowych komunistycznych realiach.

Po II wojnie światowej pozostała na emigracji, gdzie włączyła się w organizację studiów dla zdemobilizowanych żołnierzy 2 Korpusu Polskiego im. gen. Andersa, jako wybitny historyk sztuki, znawca włoskiego baroku,  twórczości Leonarda da Vinci, Michała Anioła czy Rafaela. Prowadziła zajęcia połączone ze zwiedzaniem zabytków.

Dla przyszłych pokoleń

Największym osiągnięciem jest jednak wsparcie powołanego 10 listopada 1945 przez ks. Waleriana Meysztowicza Polskiego Instytutu Historycznego i założenie ku pamięci ojca Funduszu im. Karola Lanckorońskiego, który od 1967 r przyjął nazwę Fundacji Lanckorońskich z Brzezia.  Profesor K. Lanckorońska brała również udział w pracach Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie, a także Biblioteka Polska w Paryżu.

Spotkanie odbyło się w ramach działającego w Opolu Klubu Historycznego im. gen Stefana Roweckiego – Grota i zostało przygotowane  przez Delegaturę IPN w Opolu przy współpracy z  Miejską Biblioteką Publiczną.

Wykład w marcu 2017 r. wygłosił biskup Jan Kopiec (1993-2011) biskup pomocniczy diecezji opolskiej, od 2012 biskup diecezjalny gliwicki.