W gondoli Zeppelina nad Atlantykiem

Właściwie dziś jeszcze nie wiem jak to się stało, ze pewnego popołudnia znalazłem się na pokładzie największego sterowca świata, który startował do lotu przez Atlantyk. Mój przyjaciel, z którym byłem tego dnia na śniadaniu, dawno już planował tę podróż i wiele sobie po niej obiecywał, choćby ze względu na nowe możliwości wykorzystania swych niepospolitych umiejętności fotografowania rzeczy wyjątkowo ciekawych. Na kliszach i filmach, które przesuwały się za obiektywem jego świetnego aparatu zdołał on już pochwycić niejeden sensacyjny fragment  współczesnego życia różnych narodów, a do każdego zdjęcia podchodził z pietyzmem człowieka przepojonego na wskroś ideą swej wysokowartościowej sztuki i przygotowującego się do przeżywania coraz to innych wrażeń, które w sobie tylko właściwy sposób umiał następnie utrwalać i innym przekazywać.

ToteĹź jego plan “skoku przez Atlantyk” ani przez chwilę nie wzbudzał we mnie wątpliwości co do rodzaju i rozmiarĂłw emocji. Był w dzisiejszych czasach czymś tak naturalnym jak jeszcze przed kilku laty przelot w aeroplanie z miasta do miasta. Zawsze jednak figurował w mej myśli pod rubryką rzeczy wyjątkowych, ktĂłre swym odbiorcom zjednywały u ludzi przeciętnych miano ryzykantĂłw, jeĹźeli juĹź nie wprost bohaterĂłw.

Tymczasem zaraz pierwsze kroku na pokładzie olbrzyma powietrznego  upewniły mnie, Ĺźe przyjaciel mĂłj bynajmniej nie przesadził zapewniając mnie jeszcze na ziemi o uczuciu zupełnego bezpieczeństwa, jakie opanowuje pasaĹźera, ktĂłry zagospodarowuje się w luksusowych wnętrzach Zeppelina. Kto nie przekroczył stalowych progĂłw statku i nie zajrzał bodaj na chwilę do środka ten nie moĹźe zdać sobie sprawy z warunkĂłw w jakich dziś odbywa się czterodniowa powietrzna podróş przez Atlantyk. Wszystko, co tylko moĹźe wymyśleć najbardziej wyrafinowany sybarytyzm – zostało tu wykorzystane w całej rozciągłości. Niewielka stosunkowo garstka podróşnych rozkoszuje się wyjątkową pomysłowością konstruktorĂłw, ktĂłra niemal wyprzedza najbardziej wyszukane Ĺźyczenia pasaĹźera. Urządzenia Zepelina przypominają pod niejednym względem automat, ograniczający do minimum wysiłek naszych mięśni – coś jak owa maszyna do karmienia robotnikĂłw z filmu Chaplina “Modern Times”. Na ekranie historia robota kończy się smutnie – wynalazca nie moĹźe dać sobie rady ze strajkującą maszyną, ktĂłra ulega zniszczeniu. Na Zeppelinie dzieje się zgoła inaczej. Tu decyduje wyłącznie i zawsze wola konstruktora genialnego dr Eckenera, ktĂłrej ulega chętnie nie tylko załoga, ale kaĹźdy najmniejszy nawet tryb całej maszynerii potężnego sterowca.

Gondola statku przypomina kilku w szeregu ustawionych pullmanów troskliwie odizolowanych od czterech kabin  motorów, zawieszonych po dwie z każdej strony balonu. Hermetycznie zamykane drzwi i okna nie dopuszczają do uszu pasażerów huku potężnych maszyn , których ruchem kieruje kapitan statku z kabiny umieszczonej na przodzie gondoli. Urządzenie jej analogicznie przypomina wnętrze łodzi podwodnej, tylko że zamiast okularów peryskopu widnieją tu imponujące precyzją lunety badające w dzień i w nocy horyzont.

Nasz start odbył się tak gładko, Ĺźe ani się nie spostrzegłem, jak ziemia – matka zapadła się w paręsetmetrową głębie pod nami. Domy, miasta nad ktĂłrymi szybowaliśmy w kierunku południowo – zachodnim wyglądały jak dziecinne zabawki. Przypomniał mi się mĂłj pierwszy start na samolocie. WĂłwczas niebo i ziemia wirowały przed naszymi oczami w jakimś szalonym tańcu- cały aparat drgał od tysięcznych uderzeń tłokĂłw wyjącego motoru, a potężny prąd powietrza zapierał dech i wzmagał  bicie serca.

Na pokładzie Zeppelina to pierwsza moja napowietrzna podróş musiała wyglądać jak jakiś upiorny sen. Taj nic jej tu nie przypominało  mimo woli nasuwało mi się porĂłwnanie z pasaĹźerem, ktĂłry podróşuje przedtem na małym stateczku przez wzburzone wody, znalazł się nagle na transatlantyckim olbrzymie imponujący swym olimpijskim spokojem, o ktĂłrego burty odbijają się w bezsile najpotężniejsze fale oceanu. Trasa przelotu Zeppelina z Niemiec do Brazylii przez lata badana i ustalana  omija troskliwie strefy burz i orkanĂłw  takĹźe spotkanie na niej niebezpiecznych dla statku zaburzeń atmosferycznych naleĹźy do rzadkości.  W takich warunkach podróş przez Atlantyk pozbawiona jest właściwie silniejszych emocji. KaĹźdemu imponować musi czas przelotu. Cztery dni, ktĂłre potrzebuj Zeppelin na przebycie  olbrzymiej trasy, to wprawdzie jeszcze nie rekord “Verne’a” , ale juĹź wyczyn w obliczu ktĂłrego bledną wszystkie dotychczasowe sukcesy lotniczego świata. Jeszcze nie tak dawno temu powiedzenie, Ĺźe się będzie na cztery dni jadło obiad w Rio de Janerio – wyglądać musiało niepowaĹźnie. Dziś nie zdziwi nas twierdzenie, Ĺźe następnym weekendem ludzkości będzie jazda na… księżyc.

Już po półgodzinie lotu mój przyjaciel zorientował się, że robienie zdjęć z gondoli natrafi na poważne trudności. Jeśli na reportaż fotograficzny nie mia się doczekać kompletnego fiaska, trzeba było obmyśleć jakiś sposób na  albo na otworzenie bodaj jednego okna, co jednak sprzeciwiało się surowemu regulaminowi, jaki obowiązywał na pokładzie statku (wentylacja odbywa się mechanicznie) albo na przedostanie się w gondoli do jednej z kabin motorowych ponieważ tam już można było z większą swobodą operować aparatem.

Pismo ministerstwa propagandy III Rzeszy skłaniało kapitana do wydania odpowiednich zarządzeń, które pozwalały nam na ulokowanie się na stalowych podstawach jednego z motorów. Przez szeroki otwór wału korbowego, na końcu którego szumiały śmigła w tysięcznych obrotach spostrzegłem imponujący kadłub balonu srebrzący się w promieniach zachodzącego słońca, a przed nim  gładką tafle oceanu widoczną poprzez rzadką tkaninę chmur rozerwanych podmuchami północnego wiatru.

Był to ostatni z szeregu obrazĂłw, ktĂłre utrwaliły się w mej pamięci z pierwszego dnia podróşy Zeppelinem przez Atlantyk. Następne dni minęły “jak z bicza trzasnął”. Monotonią widoku morza z lotu ptaka przerywał przepływający pod nami od czasu do czasu parowiec lub na horyzoncie przesuwający się ląd jakiejś wyspy. Czwartego dnia padła wiadomość – “Ziemia przed nami” Poprzedzani przez mechanika pomknęliśmy wąskim korytarzykiem do kabiny motoru; na niespokojnych wodach zatoki brazylijskiej kładła się długi cień sterowca, ktĂłry tymczasem obniĹźył znacznie lot, umoĹźliwiając nam ciekawa obserwację lądu. W dali gnało coraz bardziej Pernambuco. Poprzednio stacja końcowa podróşy  Zeppelina na amerykańskim kontynencie – a wyrazu zaczęła nabierać okolica zwana Rio de Janerio.

przedruk fragmentu za “AS” 1935 rok

35 rocznica śmierci ks. Jerzego Popiełuszki

Ks. Jerzy Popiełuszko został uprowadzony 19 paĹşdziernika 1984 roku. Ciało księdza Popiełuszki wyłowiono z Wisły 30 paĹşdziernika na tamie koło Włocławka. Był męczony i torturowany. Mimo, Ĺźe w słynnym procesie toruńskim osądzono i skazano 4 funkcjonariuszy SB, do dziś nie udało się oficjalnie ustalić, kto był zleceniodawcą zbrodni. Istnieją w tej sprawie jedynie teorie, ktĂłre jednak nie mogą znaleźć swojego potwierdzenia w dowodach. System, w ktĂłrym Ĺźyliśmy skutecznie zadziałał, Ĺźe nie wiemy dziś na pewno, kto wydał wyrok na błogosławionego ks Jerzego Popiełuszkę.   “Jest czas, ktĂłry ludzi niszczy lub kształtuje na zawsze. I są sprawy, o ktĂłrych wiedzieć za duĹźo nie naleĹźy. Opłacić tę wiedzę moĹźna utratą wiarygodności, wolności, a jeśli ktoś posunie się naprawdę daleko – takĹźe Ĺźycia… – to początek książki Wojciecha Sumlińskiego “LOBOTOMIA 3.0 30 lat holokaustu prawdy o jego śmierci.” wydanej w 2015 r., w ktĂłrej stara się odsłonić mechanizmy zacierania śladĂłw.

19 października 2019 r. o godzinie 18:00 w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie odbędzie się uroczysta Msza Święta z modlitwą o kanonizację Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki.

PoniĹźej znalezione w sieci jego ostatnie kazanie wygłoszone podczas Mszy Świętej za Ojczyznę.  Jego treść nie pozostawia Ĺźadnych wątpliwości, jak wielką był postacią – jak ogromny miał wpływ na pokolenie ludzi “Solidarności” i na ludzi wprzęgniętych w tryby komunistycznego systemu.

W Brzegu pod pomnikiem przy placu Zamkowym brzeĹźanie co roku składają kwiaty, palą znicze. Pozostaje w pamięci ludzi, ktĂłrzy czują się częścią brzeskiej “Solidarności”, bo był jej wielkim autorytetem. Ludzie z Brzegu organizowali pielgrzymki na grĂłb ks. Jerzego, brali udział w Mszach Świętych za Ojczyznę tam w Warszawie i w brzeskich parafiach przez całą dekadę lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych i później – moĹźe juĹź nie tak licznie i tłumnie, ale zawsze z wierną pamięcią.

Babcine przepisy – stare receptury

 

 

Likier pomarańczowy

Dużą ciemną pomarańczę obiera się noĹźem tak, aby zdjąć tyko cienką warstwę skĂłrki,  bez białej dolnej warstwy (bo jest gorzka). Pomarańczę najpierw trzeba koniecznie sparzyć – nie ma pewności, czy nie była spryskana. SkĂłrkę kraje się drobno i wrzuca do butelki, ktĂłrą zalewa się 1/2 litra spirytusu. Odstawia się butelkę w ciemne miejsce na 6-8 dni.

Potem trzeba przygotować syrop. 25 dkg cukru wsypać do 0,5 litra wody. Całość gotować 7-8 minut. Syrop musi być “sperlony”, bo inaczej będzie mętny.  Wystudzić. Zlać spirytus i połączyć z syropem. Jeśli zajdzie taka potrzeba, bo nie chcemy, by w nalewce były drobinki z pomarańczy  moĹźna całość przelać przez papierowy filter lub bibułkę ewentualnie przez watę.

Dżem pomarańczowy

Pomarańcze wyszorować. Z 6 pomarańcz obrać skórki, pokroić i gotować na niewielkim ogniu w wodzie przez 2 godziny, w międzyczasie dwukrotnie zmieniając wodę i dolewając w razie potrzeby, aż będą miękkie. Po czym należy oddzielić białą cześć skórki od zewnętrznej. Biała jest gorzka, dlatego wykorzystuje się tylko cześć zewnętrzną. Skórkę trzeba drobno pokroić.

Trzeba wycisnąć sok z 6 pomarańczy, dodać do niego pokrojone i ugotowane części skórki. Następnie wszystko zważyć i dodać tyle samo cukru ile waży sok ze skórkami, razem wymieszać i pozostawić na kilkanaście godzin, aż cukier rozpuści się w soku. Potem wszystko razem zagotować i trzymać na ogniu pół godziny lekko mieszając, żeby się nie przypaliło. Na kuchence indukcyjnej gotować na poziomie 4-5. Wlać do słoika gorące i zakręcić.

RYBY

Ryba w majonezie z chrzanem

Rybę sprawić, oczyścić z ości, umyć, natrzeć sokiem z cytryny. Przygotować wywar jarzynowy. Marchewkę, seler, pietruszkę i cebulkę ugotować z dodatkiem soli, pieprzu i łyżki octu. Wody powinno być tyle, by odpowiadała ilości ryby.

Przygotowaną rybę włożyć do wywaru z jarzyn i gotować na małym ogniu, aż ryba będzie ugotowana, co poznać po tym, że płetwa łatwo odchodzi od reszty.

Wyjąć rybę i ułożyć na półmisek, polać masłem. Podawać z tartym chrzanem ze śmietaną

lub z majonezem. Majonez można przygotować w następujący sposób: trzy żółtka utrzeć z 4 łyżkami oliwy, dodać sok z 2 cytryn, łyżeczkę musztardy, sól, cukier do smaku. Majonez uciera się na parze w kąpieli wodnej, a po zgęstnieniu odstawia do wystudzenia.

Kąpiel wodna: na garnek z gotująca się woda wkłada się miskę, w której uciera się składniki na majonez.

Sztuczny kawior

Trzy łyĹźki stołowe tapioki (białe kuleczki z manioku) moĹźna kupić w sklepach z azjatycką Ĺźywnością. Tapioka jest sprowadzana jako przetworzony maniok – jako potrawa dla ludzi na diecie bezglutenowej lub mających problemy Ĺźołądkowe.  Gotuje się ją aĹź kuleczki będą bezbarwne. Odcedza na sicie i przelewa zimną wodą dla jędrności, tak by kuleczki nie kleiły się.

Sprawionego śledzia bez ości z zaprawy przetrzeć przez stalowe sitko. Przetartego śledzia wymieszać ze startą cebulą, łyżką oliwy i sokiem z cytryny. Wymieszać z ugotowanym tapiokiem i dodać jako barwnik: węgiel drzewny (który można nabyć w aptece), który sprawi, że kuleczki będą ciemne jak prawdziwy kawior.

Ciasteczka, torciki


Kruche precelki

Ciasto zagniata się z: 

21 dkg mąki, 

14 dkg masła, 

6 dkg cukru, 

1 żółtko, trochę soli, 

skórka cytrynowa lub wanilia dla zapachu. 


Ciasto powinno być twarde, od ciepłej ręki mięknie. Powinno się je odstawić do lodĂłwki aby stężało. Po czym kraje się je na małe kawałki. MoĹźna foremką nadać kształt, moĹźna zrobić roĹźki. KaĹźdy kawałek posmarować rozkłóconym jajkiem. Piec w piekarniku na rumiano. Czas pieczenia krĂłtki – trzeba kontrolować. Po wyjęciu posypać cukrem waniliowym.

Suflet ponczowy

6 żółtek i 9 dkg cukru 

dobrze utrzeć. Dodać sok z jednej cytryny i otartą skórkę. Sok z dużej pomarańczy i 2 łyżki rumu. Upić pianę z 6 białek z cukrem. Dodać dwie łyżki tartych biszkoptów i wszystko delikatnie wymieszać. Wlać do formy i piec w piekarniku. Podaje się w formie, w której się piecze.

Bezy

Z reguły jest tak, że do ciasta drożdżowego potrzebne jest duża ilość żółtek. Pozostają więc białka, z którymi nie wiadomo co zrobić. Można je przy okazji wykorzystać i zrobić znakomite bezy.

Przyjmuje się, że

na jedno białko bierze się

 5 dkg cukru pudru.

Białka naleĹźy ubić na sztywną pianę dodając szczyptę soli i cukier puder. Na blaszkę wyłoĹźoną papierem do pieczenia moĹźna nakładać łyĹźką małe kupki lub wyciskać aparatem z ozdobna krawędzią, dając wzorzystą kupkę. Wstawia się do piekarnika i piecze na średnich poziomach – do uzyskania lekko brązowo zrumienionych krawędzi bezy. Najlepiej jednak suszy się gorącym powietrzem w piekarniku z termoobiegiem.

Bezy mogą być wykorzystywane jako wykwintny deser podawany razem z bitą śmietaną i musem malinowym, udekorowanym całymi dojrzałymi malinami i listkiem mięty.

Bezy można podawać także z bitą śmietaną z kawałkami gorzkiej czekolady, udekorowane posypką czekoladową.

Można także upiec w okrągłej foremce jako spód do tortu bezowego.

Dają się bardzo dobrze  przechowywać w blaszanym pudełku, jako dodatek do różnych deserów i tortów.

Deser pomarańczowy

Kładziemy do szerokiej szklanki lub salaterki jako spód biszkopt. Można wykorzystać czerstwą babkę piaskową, którą kroimy na centymetrowej szerokości  kostki. Przygotowujemy poncz. Sok z dużej pomarańczy mieszamy z kieliszkiem rumu i dodajemy łyżeczkę cukru. Można zmienić proporcje mniej cukru  i więcej rumu, ale nieznacznie. Ponczem nasączamy obficie  biszkopt, tak aby stał się miękki. Układamy płatkami pomarańczy drugą warstwę, a na wierzch dajemy bitą śmietanę i dekorujemy kawałkami kandyzowanej skórki pomarańczowej lub skórkami z dżemu.

Pianka na winie

Ubija się pianę z 

2 jajek i łyżki cukru, 

dodaje zapach cytrynowy,  1/4 l wina (może być domowe owocowe) słodkie lub musujące.

Dalej ubija się nad parą w gorącej kąpieli. Pianka znacznie rośnie i powiększa swoją objętość. Podaje się ją do deserów np z ciastem biszkoptowym, babką cytrynową.

Ciastka “murzynki” 


Ciasto

5 jajek,

8 dkg cukru

12 dkg mąki

Ubija się białka z cukrem na sztywną pianę. Po czym dodaje się kolejno po 1 żółtku, następnie po jednej łyżce mąkę delikatnie mieszając. Pieczemy na blaszce wyłożonej papierem. Ciasto nakładamy do papierowej tutki, by na blaszkę wyciskać małe kupki- foremki.  Pieczemy aż nabierze złotawo-brązowego koloru.

Glazura czekoladowa: 

10 dag gorzkiej czekolady,

łyżka masła,

8 dag cukru.

1 op. galaretki morelowej.

Ugotować syrop z cukru dodając rozmiękczoną czekoladę i masło.

Upieczone w foremkach babeczki naciska się od spodu tak, by powstało zagłębienie.

Smaruje się je galaretką morelową i polewa czekoladową glazurą. (można to robić na ruszcie.

Przed podaniem – kiedy polewa juĹź stwardnieje – nadziewa się foremkę w zagłębieniu bitą śmietaną i  składa dwie razem, u gĂłry jedna z polewą, a u dołu bez polewy.

Owocowy przysmak na francuskim cieście

Ciasto francuskie: ciasto kruchych płatków.

500 g mąki

50 g masła miękkiego

1 łyżeczkę soli

3/8 l wody

3 łyżki octu

500 g masła zimnego

Żeby przy rozwałkowywania ciasta nie było kłopotu, trzeba, by miało miękką, gładką i dającą się formować konsystencję. Najlepiej rozprowadza się to ciasto na powierzchni zimnej np. marmurowym blacie.

Przesypać mąkę przez sito do miski. Dodać 50 g masła miękkiego (powinno być w temperaturze pokojowej. Mąkę z masłem połączyć  rozgniatając rękami w grudki. Posypać całość solą. Dodać kroplami ocet. Powoli wlewać wodę, aby nie od razu wszystko wlać. Wszystko razem dobrze wymieszać zagniatając rękami zwarte ciasto. Uformować z ciasta kulę, owinąć w folie spożywczą i wstawić do lodówki dla schłodzenia.

Zimne masło włoĹźyć między arkusze foli. Rozwałkować masło na prostokąt oraz ciasto na prostokąt tyle Ĺźe dwa razy większy od prostokąta zrobionego z masła. Masło połoĹźyć na połówkę ciasta i przykryć je  drugą połówką. Tak, jakby włoĹźyć masło do kieszeni z ciasta. Ciasto dookoła masła skleić. Rozwałkować ciasto na cienko i wzdłuĹźnie. Ciasto składać na trzy i ponownie rozwałkować na cienki prostokąt. ZnĂłw złoĹźyć rozwałkowane ciasto potrĂłjnie. Obsypać maka i ponownie rozwałkować w formie prostokąta. ZnĂłw poskładać na trzy. OprĂłszone mąką ciasto rozwałkować po raz kolejny na grubość 2-4 mm. W rogach unieść do gĂłry, aby ciasto straciło nieco napięcie. Ciastem wyłoĹźyć foremkę – okrągłą jeśli chcemy mieć spĂłd jak dla tortu. To, co wystaje poza formę, obciąć.

Blaszkę do pieczenia posmarować wodą. Przycięte ciasto położyć na blaszkę. Ciasto ponakłuwać widelcem, aby miało powietrze. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 225 stopni C. Piec 15 min. aż zarumieni się na złocistobrązowy kolor. Wyjąć z pieca i pozostawić do wystygnięcia.

Tak przygotowane ciasto nadaje się na spód do torcików i deserów.

Torcik truskawkowy


200 g ciasta francuskiego

500 g świeżych truskawek

350 g galaretki porzeczkowej.

1 łyżka cukru

Na upieczony i wystudzony spód z ciasta francuskiego nakładamy świeże lecz osuszone truskawki.

Przygotować galaretkę porzeczkową: świeże porzeczki włożyć do garnka zagotować, dodać łyżkę cukru, przetrzeć przez sito. Do musu dodać żelatynę (w plastrach lub granulowaną). Pozostawić do wystygnięcia. Kiedy będzie na pół ścięta posmarować grubo galaretką przy pomocy silikonowego pędzla  wyłożone na cieście truskawki.

Galaretkę można przygotować dużo wcześniej, by potem jak będzie gotowe ciasto z truskawkami ją bardzo krótko 1 min. podgrzać, tak aby się dała rozsmarować na poukładanych truskawkach.

Wariacje owocowe na francuskim cieście

Można na spodzie z ciasta francuskiego robić rozmaite owocowe wariacje, stosując metodę z galaretką lub z bitą śmietaną lub z waniliowym sosem, kremem lub z lodami owocowymi.

Na zdjęciu: ciasto francuskie z owocowym nadzieniem z czarnych czereśni  posypane cukrem pudrem, wyśmienicie smakuje podane z bitą śmietaną

Ceramika jako sztuka tworzenia

SUBSTANTIA nawiązuje do pojmowania ceramiki jako sztuki tworzywa. O artyzmie obiektĂłw ceramicznych rozstrzyga osobowość i umiejętności autora, ktĂłry, niezaleĹźnie od swojego indywidualizmu, czerpie z istoty materiału. Posługuje się językiem gliny – substancji wykorzystywanej w sztuce od czasĂłw jej początku i wciąż atrakcyjnej dla współczesnych twĂłrcĂłw.  Potencjał tkwiący w glinie pobudza, wręcz prowokuje do podjęcia prĂłb kreacji. Inspiruje dzieci, amatorĂłw, stanowi nieustanne wyzwanie dla profesjonalistĂłw. Wyjątkowa plastyczność mas ceramicznych, ich róşnorodna struktura i barwa oraz moĹźliwość nieodwracalnego utwardzenia w procesie wypału rozstrzygają o atrakcyjności dyscypliny.  Dodatkowym walorem jest niebywała trwałość i odporność chemiczna, przy jednoczesnej fizycznej delikatności wyrobĂłw lub dzieł, ktĂłra zmusza do pietyzmu i uwagi w kontakcie z nimi. Potwierdzeniem powyĹźszych stwierdzeń jest wybĂłr eksponowanych  prac, ktĂłrych autorzy związani są z Akademią Sztuk Pięknych im. E. Gepperta we Wrocławiu, jedyną uczelnią w Polsce kształcącą specjalistĂłw w zakresie sztuki i projektowania ceramiki. Zaproszeni do udziału młodzi artyści są  doktorantami lub stypendystami Programu Narodowego Centrum Kultury finansowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Łączy ich  to, Ĺźe zdecydowali się na realizację swoich programĂłw w Pracowni Podstaw Projektowania Ceramiki kierowanej przez prof.  Krzysztofa Rozpondka i prof. ucz. Macieja Kasperskiego. W wystawie uczestniczą: Hanna Ambrosava i Rozalina Busel z Białorusi, Janina Myronova i Natalia Zuban z Ukrainy, Magdalena Łysiak z Polski i Mingda Du z Chin. Wszyscy stawiają sobie ambitne cele, dążą do przekazania treści i wyraĹźania emocji  w  oparciu o nowatorskie rozwiązania formalne i technologiczne. Hanna Ambrosava bada granice moĹźliwości tworzywa, szukając jednocześnie harmonii bryły. Rozalina Busel prowokuje ekspresją geometrycznych form haptycznych, w ktĂłrych  zestawia statyczne korpusy z dynamicznymi elementami osadzonymi na ich powierzchniach. Magdalena Łysiak buduje modularne układy, zawierające odniesienia do problemĂłw ekologii. Odlewy jakie wykonuje z mas barwionych mają charakter industrialny, ale dzięki multiplikacji nabierają cech organicznych. Janina Myronova jest autorką form antropomorficznych, jej figury są dalekie od naturalizmu, a przy tym niezwykle sugestywne, wydaje się, Ĺźe ich bezruch jest  pozorny i po chwili powrĂłcą do zawieszonej aktywności. Natalia Zuban tworzy lapidarne cienkościenne rzeĹşby, ktĂłrych kształty skoordynowane z urozmaiconą fakturą sprawiają wraĹźenie samorodnych tworĂłw natury. Mingda Du balansuje między spontanicznością a dyscypliną, bazując na intuicji prowadzi dialog z materią, ktĂłra kieruje jego dłońmi. Łącząc tradycję  i kulturę Wschodu z doświadczeniem Zachodu odnajduje własną definicję współczesności. Jestem pewien, Ĺźe przedstawiona róşnorodność postaw i rezultaty jakie osiągnęli autorzy zainteresują  odbiorcĂłw, dlatego gorąco zachęcam do obejrzenia ekspozycji. Wystawa jest jednym z wielu wydarzeń wpisujących się w jubileusz siedemdziesięciolecia obecności ceramiki i szkła we wrocławskiej akademii, zorganizowana została w ramach programu współpracy uczelni z brzeską galerią, ktĂłrego koordynatorem jest dr Krzysztof Wałaszek,

prof. Krzysztof Rozpondek

 

Przeboje starego kina

Śladem starych przebojĂłw i szlagierĂłw – natrafiłam na 

piosenkę Władysława Dana do filmu:  “Dodek na froncie” 1936 r.

– “A u mnie siup, a u mnie cyk!”  w  wykonaniu  Adolfa Dymszy

Ja nie wiem co to rzecz jest niemoĹźliwa, to u mnie nie bywa

Z niczego można zrobić beczkę piwa jak olej w głowie masz

NaleĹźy teĹź załapać dryg – to znaczy, jak podejść, zahaczyć

Na pozór się wydaje wykluczone, że to stracony czas

A u mnie siup, a u mnie cyk, proszę zauważyć i zrobione w mig

A u mnie siup i raz i dwa, i to co człowiek chciał to zaraz ma …

Popularne tango skomponowane takĹźe przez Władysława Dana – nuty tak chętnie publikowała przedwojenna prasa. To pochodzi z tygodnika ilustronanego “AS” z 1936 r. 

Kompozytor Władysław Dan, syn znakomitego pisarza, Gustawa Daniłowskiego, zaczął jak sam opowiada komponować mając lat 5. Pierwszy utwĂłr pięcioletniego kompozytora matka Pani  Daniłowska przechowywała jako rodzinna pamiątkę. Władysław Dan – Daniłowski był autorem wielu popularnych przebojĂłw muzycznych, stał się znanym kompozytorem.

Absolwent wydziału prawnego uniwersytetu warszawskiego a później przez kilka lat urzędnik ministerstwa spraw zagranicznych porzucił wszystkie zajęcia aby mógł się poświęcić komponowaniu. Poprowadził słynny „Chór Dana”.

“ChĂłr Dana” oficjalnie zadebiutował 18 maja 1929 r. na scenie “Qui pro Quo”, odnosząc wielki sukces.

Występował w Niemczech, Rosji, Holandii, Paryżu i Londynie i krajach bałtyckich.