Skarpety na zamówienie wracają do gry 

Od niedocenianego dodatku do nośnika wizerunku 

Są rzeczy, o których zwykle się nie mówi, dopóki nie zaczynają naprawdę mieć znaczenia. Skarpety długo należały właśnie do tej kategorii: ukryte pod nogawką, traktowane użytkowo, kupowane szybko i bez większego namysłu. Tymczasem w ostatnich latach przeszły zaskakującą przemianę. Z elementu czysto praktycznego stały się częścią identyfikacji wizualnej, dodatkiem modowym, nośnikiem symboli, a nawet narzędziem promocyjnym. Dziś produkcja skarpet na zamówienie to nie nisza, lecz segment, który rozwija się na styku tekstyliów, marketingu i wzornictwa. 

Krótka historia skarpet i ich roli w kulturze 

Warto zacząć od prostego faktu: skarpety towarzyszą człowiekowi od bardzo dawna. Ich przodków można szukać już w starożytności, gdy stopy owijano tkaniną lub wkładano do prymitywnych osłon przypominających miękkie skarpety. Przez wieki pełniły funkcję ochronną, ale też społeczną. W różnych epokach materiał, długość czy sposób wykonania mówiły wiele o pozycji właściciela. To, co dziś wydaje się drobnym detalem garderoby, dawniej potrafiło być oznaką statusu. Historia ubioru ma zresztą tę ciekawą cechę, że najciekawsze opowieści często kryją się właśnie w rzeczach pozornie niepozornych. 

Dlaczego skarpety idealnie nadają się do personalizacji 

Skarpety zmieniały się razem z modą, technologią i stylem życia. Od grubych wyrobów chroniących przed zimnem, przez eleganckie modele noszone do strojów oficjalnych, po współczesne wersje sportowe, reklamowe i codzienne. Dziś są jednym z najbardziej wdzięcznych produktów do personalizacji. Z jednej strony pozostają praktyczne, a z drugiej dają projektantom i zamawiającym zaskakująco duże pole manewru: kolor, układ pasów, napis, symbol, wzór powtarzalny, a przede wszystkim logo. 

Własny wzór to coś więcej niż gadżet 

To właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część współczesnej historii skarpet. Bo własny projekt nie oznacza już wyłącznie zabawnego dodatku na prezent. Coraz częściej chodzi o produkt, który ma spinać wizerunek grupy, budować rozpoznawalność i po prostu dobrze wyglądać. Produkcja skarpet z własnym wzorem pozwala połączyć użyteczność z komunikatem. Ulotkę łatwo wyrzucić. Plakat wisi chwilę. Dobrze wykonane skarpety zostają z użytkownikiem na długo. 

Promocja bez nachalności: skarpety jako dyskretna reklama 

W realiach, w których niemal każda marka walczy o uwagę, personalizowane skarpety mają jedną istotną przewagę: nie są nachalne. Nie krzyczą reklamą, ale dyskretnie ją niosą. Można je wręczyć klientom, zespołowi, uczestnikom wydarzenia albo partnerom. Mogą być eleganckie, sportowe, zabawne albo minimalistyczne. To produkt, który nie próbuje na siłę sprzedawać. Raczej zaprasza do kontaktu z marką w codziennym życiu. 

Gdzie sprawdzają się skarpety z logo 

Własne skarpety z logo szczególnie dobrze sprawdzają się tam, gdzie liczy się wspólnota i rozpoznawalny znak. Firma może wykorzystać je jako element pakietu powitalnego dla pracowników, upominek targowy lub część firmowego dress code’u w mniej formalnym wydaniu. Klub sportowy może przygotować serię dla zawodników, trenerów, kibiców i sponsorów. Stowarzyszenie, fundacja czy grupa nieformalna może potraktować je jako element identyfikacji podczas wydarzeń, wyjazdów i akcji społecznych. Szkoła, drużyna harcerska, koło studenckie czy zespół muzyczny również zyskują na takim drobiazgu więcej, niż mogłoby się wydawać. 

Dobór modelu: sportowe, codzienne, techniczne i eleganckie 

W praktyce liczy się też różnorodność samych modeli. Inne potrzeby ma firma szukająca klasycznych skarpet do codziennego użytku, inne klub biegowy, a jeszcze inne organizator letniego festiwalu. Skarpety sportowe lepiej sprawdzą się tam, gdzie ważna jest aktywność, przewiewność i stabilność na stopie. Modele codzienne, za kostkę lub dłuższe, pasują do zastosowań firmowych i promocyjnych. Skarpety frotte lub techniczne znajdą miejsce w sporcie, turystyce i eventach terenowych. Z kolei bardziej eleganckie modele mogą być ciekawym dodatkiem dla branż, które chcą połączyć profesjonalny wizerunek z odrobiną charakteru. 

Jakość wykonania ma znaczenie 

Nie bez znaczenia pozostaje sama technologia wykonania. Dobre skarpety na zamówienie nie powinny być traktowane jak tani nośnik nadruku. Liczy się jakość przędzy, wygoda noszenia, trwałość wzoru i precyzja wykończenia. To właśnie od tych elementów zależy, czy odbiorca uzna produkt za wartościowy, czy odłoży go do szuflady. W przypadku zamówień firmowych i organizacyjnych detal ma znaczenie większe, niż zwykle się zakłada. Logo może być małe, ale jeśli całość jest dobrze zaprojektowana, efekt wizerunkowy bywa zaskakująco mocny. 

Dlaczego to działa: użyteczny przedmiot zamiast jednorazowej reklamy 

Jest w tym coś paradoksalnie prostego. Im bardziej rynek przesycony jest jednorazową reklamą, tym większą siłę mają przedmioty codzienne, dobrze zaprojektowane i autentycznie użyteczne. Własne skarpety z logo wpisują się w ten trend idealnie. Nie próbują udawać czegoś, czym nie są. Pozostają częścią garderoby, ale jednocześnie stają się nośnikiem historii o marce, grupie albo środowisku, które chcą być widoczne nie tylko od święta. 

Od ciekawostki do narzędzia budowania marki 

Dlatego produkcja skarpet na zamówienie przestała być ciekawostką z pogranicza gadżetów reklamowych. Dziś to pełnoprawne narzędzie budowania wizerunku. Dla jednych będzie to sposób na wyróżnienie firmy. Dla innych znak przynależności do klubu, zespołu lub społeczności. A dla jeszcze innych po prostu pomysł na produkt, który łączy estetykę, funkcję i odrobinę charakteru. W czasach masowości właśnie takie przedmioty zyskują największą wartość. 

Dla kogo to rozwiązanie i kiedy warto je rozważyć 

Jeżeli reprezentuje się firmę, klub, drużynę, fundację, szkołę, grupę biegową, organizatora wydarzeń czy nawet niewielką lokalną społeczność, własne skarpety z logo mogą okazać się rozwiązaniem bardziej trafionym niż kolejny standardowy gadżet. Są praktyczne, noszone regularnie i łatwe do dopasowania do konkretnego stylu. A przy tym pozwalają pokazać, że nawet drobny element ubioru może mieć znaczenie większe, niż podpowiada przyzwyczajenie. 

Materiał przygotowany przy współpracy z serwisem Skarpety.co

skarpety z logo
Własny projekt – dlaczego nie?

Koncert Andrzej Kołakowski

JuĹź jutro w Opolu bard Ĺťołnierzy Wyklętych z Gdańska z koncertem “oskarĹźeni o wierność” w Studenckim Centrum Kultury

Przy okazji jutrzejszego koncertu warto też przypomnieć płytę nagraną przy współpracy z Radiem Opole. Płyta jest związana z koncertem Andrzeja Kołakowskiego w Studiu im SBB w opolskiej rozgłośni Polskiego Radia Opole kilka lat temu.

Video

W Ĺźyciu niewątpliwie waĹźne są chwile. Byliśmy  w Starym Grodkowie,  gdzie  we wrześniu 1946 roku zostali zamordowani przez komunistyczny aparat bezpieki partyzanci  NSZ-u ze zgrupowania  legendarnego “Bartka”.

Migawki z koncertu Norberta Smoły Smolińskiego w 40 rocznicę międzyszkolnego komitetu oporu 1985-2025 – 21.06.2025 – Centrum Historii Zajezdnia Wrocław

W koncercie uczestniczyli też osoby związane ze stowarzyszeniem Solidarność Walcząca, gdyż w tym samym dniu odbywało się Walne zgromadzenie stowarzyszenia

Jubileusz Pani Heleny Kamerskiej, ps “Hala”, sanitariuszki zgrupowania “Chrobry II” batalionu Lecha Grzybowskiego w Powstaniu Warszawskim

25.03.2025, Opole

12.06.2025, Opole

Migawka z Regionalnego Zjazdu Kresowian w Opolu 12.06.2025

Fragment Przedstawienia Poświęconego poezji związanego ze Lwowem Mariana Hemara

Droga KrzyĹźowa Brzeg, ul. Zamkowa 16.04.2025

Koncert uczniĂłw, absolwentĂłw i nauczycieli Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia im. JĂłzefa Elsnera w Brzegu w czasie spotkania poświęconego rodzinie UlmĂłw w  zamku w Brzegu. Wykład wygłosił dr Mateusz Szpytma, wiceprezes IPN i współtwĂłrca Muzeum PolakĂłw Ratujących ĹťydĂłw podczas II wojny światowej im. Rodziny UlmĂłw w Markowej. – 26.03.2025

Komentarz, z dnia 26.08.2024, Wiktora Krzewickiego do Wystawy poświęconej “KadrĂłwce” czyli marszowi Szlakiem Pierwszej Kompanii Kadrowej JĂłzefa Piłsudskiego. Nawiązuje on do wymarszu kompanii kadrowej 6.08.1914 z krakowskich OleandrĂłw. Odbywał się juĹź w czasach PRLu, mimo zakazu władz, a jego uczestnicy byli szykanowani przez Ăłwczesne władze.

80lecie Pułku Saperów w Brzegu, defilada przy ratuszu, 02.08.2024

Migawki z koncertu spotkania w Pałacu w Łosiowie towarzystwa śpiewaczego 24.06.2024

Monika Szczypior

Alicja Lewandowska

Jan Grajewski

Fragment koncertu Beaty Kozidrak, wraz z zespołem Bajm, Dni Księstwa Brzeskiego 2.06.2024, Amfiteatr Brzeg

Spotkanie z pisarzem i redaktorem Tadeuszem PłuĹźańskim poświęcone Rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu – Brzeg 14.04.2024

 

Migawki z 30 Festiwalu Piosenki Angielskiej 23.09.2023

Wystrzał z armaty Stary Grodków 15.07.2023

Nad Nysą Kłodzką Wieczorem 5.5.2023

Komentarz do wystawy My Polacy o Polskości Śląska, przygotowanej przez Towarzystwo Projektów Edukacyjnych 9.02.2023

V Polonijny Festiwal Polskiej Piosenki 12.08.2022

II Opolski Festiwal Pamięci “Zawołać po imieniu” 20.08.2022

Obchody święta Wojska Polskiego na dziedzińcu Zamku Piastów Śląskich w Brzegu 15.08.2021

IV Polonijny Festiwal Polskiej Piosenki – Zamek w Brzegu 2.07.2019

Koncerty w Zamku Piastów Śląskich w Brzegu 20.01.2019

 

Opór społeczny wobec reżimu

W rocznicę wypadków majowych 1966 r. w Brzegu

Kiedy 26 maja 1966 r. księża katoliccy  wbrew nakazom komunistycznych władz  nie wynieśli swoich rzeczy z budynku, w którym dotąd mieszkali, z tzw. wikarówki, na Placu Zamkowym w Brzegu, ówczesne władze partyjne komunistycznego reżimu postanowiły wykwaterować ich siłą  i zademonstrować swoją władzę wobec lokalnej społeczności. Spodziewano się oporu społecznego wobec akcji  szykanowania księży katolickich. Władza postawiła na pokaz siły i konfrontację. Wobec ponad 3 tysięcy zgromadzonych wiernych, którzy na dźwięk dzwonu przybyli przed wikarówkę, pod kościołem Podwyższenia Krzyża Świętego dowództwo Zmechanizowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej zdecydowało o użyciu gazów łzawiących i przemocy fizycznej w postaci bicia pałkami  do rozproszenia zgromadzonych wiernych. Wierni, którzy ufnie gromadzili się przy świątyni z okazji Dnia Matki na modlitwie nie brali pod uwagę, że władza bądź co bądź przecież polska  użyje środków przemocy wobec własnego społeczeństwa. Pomimo faktu, że w tłumie były dzieci, kobiety i starsi, bo społeczeństwo Brzegu nie spodziewało się otwartej agresji ze strony komunistycznej władzy, jednak doszło do pobić, ulicznych zamieszek, walk i aresztowań oraz późniejszych szykan.

Przeszło 40 lat później po raz pierwszy 10 i 11 czerwca w 2006 r. brzeżanie obchodzili szczególnie uroczyście rocznicę tamtej otwartej demonstracji przywiązania społeczeństwa do kościoła katolickiego i oporu społecznego wobec komunistów upamiętniając oficjalnie tamte tragiczne wydarzenia.

W 10 i 11 czerwca 2006 r. uroczystości kościelne poprzedziła pierwsza konferencja naukowa poświęcona wydarzeniom brzeskim z 26 maja 1966 roku w kontekście: opozycja – kościół – komunistyczna bezpieka. Konferencję zorganizował wrocławski oddział Instytutu Pamięci Narodowej.

Mieszkańcy Brzegu mogli poznać nieznane lub mało znane fakty na zorganizowanej wĂłwczas wystawie pt.: Nieznane karty historii miasta – Brzeg w tajnych dokumentach komunistycznej bezpieki 1945-1966 i obejrzeć premierowy pokaz filmu dokumentalnego o tamtych wydarzeniach przygotowywanego wspĂłlnie przez Andrzeja Baworowskiego reĹźysera i producenta telewizyjnego z Wrocławia i brzeskiego historyka Janusza Jakubowa, autora wydanej takĹźe z tej okazji książki: “Pacyfikacja wystąpień w obronie Kościoła w Brzegu 25 -26 maja 1966 roku”.

W tamtą czerwcową niedzielę uroczystej Mszy Świętej przewodniczył Ăłwczesny kardynał Henryk Gulbinowicz z archidiecezji wrocławskiej, kazanie wygłosił jeden z najaktywniejszych w kryzysowych wydarzeniach księży – Kazimierz Nawrotek. Przybyli takĹźe pozostali wikarzy. W czasie tamtego spotkania Ăłwczesny ks. proboszcz parafii PodwyĹźszenia KrzyĹźa Świętego Bolesław Robaczek mĂłwił:

Cieszę się bardzo, że w Brzegu narodziła się taka inicjatywa nawiązania do wydarzeń brzeskich, mało znanego wydarzenia z historii Polski, ale jednocześnie bardzo ważnego. Trudno by było o tym mówić, gdyby nie materiały uzyskane w Instytucie Pamięci Narodowej. Najważniejsze w tego typu spotkaniach jest połączenie materiałów archiwalnych z lokalną inicjatywą. Było tu tak wiele osób starszych pamiętających tamte wydatrzenia sprzed 40 lat, ale jednocześnie młodych ludzi.

To budzi nadzieję na to, że edukacja historyczna młodego pokolenia będzie przebiegała już we właściwym kierunku. Oczywiście dużą rolę do odegrania mają nauczyciele historycy – mówił do licznie zgromadzonych brzeżan w brzeskim zamku naczelnik Biura Edukacji Publicznejj IPN we Wrocławiu dr Krzysztof Szwagrzyk.

 

Brzeskie wydarzenia

Przypomnijmy: Do przymusowego wykwaterowania i przeprowadzki wikarych: Stanisława Bieni, Kazimierza Nawrotka, Tadeusza GadĹźały i Witolda Sidora – Pidorskiego władze partyjne obawiały się uĹźyć lokalnych sił MO, aby nie zaogniać napiętej w mieście od miesiąca atmosfery. Do akcji władze partyjne wykorzystały aktyw robotniczy z Opola.

Tamtego dnia 26 maja księża wcześniej przeszli do kościoła. Aktywiści partyjni, którzy się pojawili w budynku wyrzucali tylko ich rzeczy i meble, a wikarówka przy placu Zamkowym 2 została odgrodzona płotem. Wypędzeni z budynku kapłani mieli teraz zamieszkać z proboszczem na plebanii przy placu Zamkowym 10, po drugiej stronie ulicy naprzeciw kościoła.

W budynku wikarówki, poza salką do nauki religii mieszkało 5 księży, organista i dwie inne rodziny. Wszyscy dostali nakaz opuszczenia budynku już 25 kwietnia 1966 roku. Jednocześnie dano lokale zastępcze, ale księża mieli przenieść się do budynku plebanii. W imieniu wikarych odwoływał się od tej decyzji ks Kazimierz Nawrotek, który prowadził rozmowy z władzami. Jednak te zakończyły się fiaskiem.

Kolektyw d/s kleru przy Komitecie Wojewódzkim PZPR w Opolu, na posiedzeniu wyjazdowym w Brzegu podjął decyzję o egzekucji i 17 maja została ona wręczona wszystkim lokatorom wikarówki. Decyzję przekazano także ks. dziekanowi Kazimierzowi Makarskiemu.

Oba budynki były własnością rządu ale zostały oddane do użytkowania kościołowi, który przed wojną nie posiadał na tym terenie nieruchomości.

Po przeniesieniu księży władze w wikarówce zrobiły przychodnię.

Kościól zajmując opuszczone przez Niemców świątynie, kaplice i budynki kościelne występował jako prawny właściciel tych nieruchomości i od 1945 r nikt tego prawa nie kwestionował. W wykazie nieruchomości należącym do brzeskiej parafii sporządzonym w 1949 r. znajdują się m.in. budynki umieszczone na pl. Zamkowym 2, 4 i 10 w Brzegu.

Jednak 23 kwietnia 1959 roku Minister Gospodarki Komunalnej wydał okólnik, w którym wszystkie nieruchomości kościelne na Ziemiach Zachodnich ogłoszono mieniem poniemieckim i uznane zostały jako własność państwa. Państwo podważylo w ten sposób materialne podstawy bytu kościoła polskiego na Ziemiach Odzyskanych. Już w kwietniu 1966 roku wydział kwaterunkowy wydał nakaz opuszczenia budynku przy kaplicy Św. Jadwigi do 25 maja. Tydzien przed wyczuwało się w mieście napięcie. Okolice kościoła patrolowała milicja, a domu wikarych strzegły straże społeczne wybrane spośród parafian.

Przygotowując się do gwałtownych rozstrzygnieć uchwałą wojewódzkiej Rady Narodowej w Opolu na terenie całego województwa został wprowadzony tryb przyspieszonego postępowania przed kolegiami do spraw wykroczeń.

Do ich sprowokowania posłużyły władzom żadania grupy brzeżan z 10 maja 1965 roku, którzy domagali się usytuowania w śródmieściu przychodni rejonowej, władzom wydawalo się, że najlepiej pasuje na ten obiekt wikarówka, przylegajaca do Kaplicy św. Jadwigi w pobliżu kościoła. Cala akcja była najprawdopodobniej prowokacją.

Czarny czwartek

To był dzień matki. Mieszkańcy Brzegu stanęli w obronie represjonowanych kapłanów.

O godz. 6.15 – jak wspominał ks. Kazimierz Nawrotek Ăłwczesny wikariusz w parafii PodwyĹźszenia KrzyĹźa Świętego – było odsłonięcie obrazu Matki Boskiej. Ksiądz Stanisław Bienia, ktĂłry odprawiał Mszę Św. pobiegł na dzwonnicę. Na gĂłrze było kilka kobiet. Byli teĹź esbecy. Jeden z nich kopnął kobietę – p. Korzeniowską w klatkę piersiową i połamał jej Ĺźebra – wspominała świadek zdarzeń Anna Kalusińska.

W czwartek 26 maja doszło do rozruchów, które rano objęły plac Zamkowy w okolicach wikarówki i kościoła Podwyższenia Krzyża Śwętego, a po południu przeniosły się w inne rejony miasta.

– Ja, podobnie jak wielu innych brzeĹźan, zostałem spałowany na ul. Zamkowej. Pamiętam teĹź, Ĺźe karetki, wozy straĹźackie i samochody milicyjne miały zaklejone tablice rejestracje – wspominał wypadki majowe śp. Jan Milun brzeĹźanin, emigrant mieszkajacy w Bostonie (USA).

–

Tymczasem lokalne władze partyjne organizowały w miejscowych zakładach pracy masĂłwki potępiajace wydarzenia. Jednak nie wszyscy robotnicy reagowali po myśli władz i tak np. w “Olejarni” wznoszono okrzyki antykomunistyczne i zaintonowano pieśni religijne, a w Fabryce SiewnikĂłw (dzisiaj) Agromecie działacze zakładowej organizacji PZPR musieli uciekać przed wyrzuconym przez robotnikĂłw w ich kierunku gradem podkładek i metalowych nakrętek – wspomina wĂłwczas pracownik biura konstrukcyjnego w fabryce Zbigniew Oliwa.

Tymczasem sztab dowodzący akcją z Komitetu Miejskiego PZPR poza pacyfikacją dokonaną przez ZOMO rozmieścił na terenie brzeskich zakładów agenturę, a w punktach handlowych pracowników operacyjnych SB, aby uspokoić atmosferę.

Pomimo to w godzinach popołudniowych doszło do walk demnostrantów z ZOMO aż w siedmiu punktach miasta. Na ul. Polskiej zostal zniszczony radiowóz.

Kiedy ludzie wychodzili z kościoła wieczorem po naboĹźeństwie majowym, plac był obstawiony przez milicję. W pewnym momencie doszło do eskalacji – funkcjonariusze wyciągnęli ze stojącego tłumu dwĂłch młodych ludzi, bili ich i siłą zaciągnęli do milicyjnego wozu.

Młodzież zbulwersowana brutalnym działaniem MO rozpoczęła regularną bitwę z siłami porządkowymi. W odpowiedzi na milicyjne petardy z bruku były wyrywane bazaltowe “brukówki”, które leciały w stronę kolumny. Milicjanci się pochowali pod samochodami. Wezwali posiłki, ale rozruchy przeniosły się na pobliskie ulice Oławską i Rataje.

Następnego dnia na murach pojawiły się napisy: Komuniści i milicja ręce precz od Kościoła. Napięta atmosfera trwała jeszcze przez tydzień, a przez kilka dni miasto było kompletnie zagazowane wspominają świadkowie zdarzeń.

Zdaniem Stanisława Bogaczewicza, historyka z wrocławskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej specjalizujacego się w sprawach Kościoła na Dolnym Śląsku, decyzje zapadały na szczeblu komitetĂłw wojewĂłdzkich PZPR i w przypadku Brzegu odpowiedzialność za pacyfikacje ponosiły władze Ăłwczesnego komitetu wojewĂłdzkiego PZPR w Opolu. Znając strukturę działania i walki z Kościołem w okresie lat 60-tych odpowiedzialność niewątpliwie spada na te organa decyzyjne. To właśnie w komitetach wojewĂłdzkich zapadały wszelkie wiążące decyzje. Najpierw wytyczne wychodziły z komitetĂłw wojewĂłdzkich a potem trafiały do słuĹźby bezpieczeństwa. MoĹźna tutaj mĂłwić o koordynacji działań z SB – dodaje S. Bogaczewicz. Poza tym wiadomo, Ĺźe funkcjonariusze

Służby Bezpieczeństwa zdobywali materiały, które później tworzyły procedury. To było sprzężenie zwrotne. Nie wykluczone, że w przypadku Brzegu ze względu na rozmiar rozruchów takie decyje mogły zapadać w Warszawie.

Do tłumienia rozruchów lokalne władze ściągnęły Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej z Wrocławia, Opola i Katowic ok. 700 funkcjonariuszy. Jak się później miało okazać była to jedna z największych akcji ZOMO w kraju między 1956 a 1968 rokiem.

W czasie zajść ulicznych w maju wielu uczestników wydarzeń w tym kobiet i dzieci, w tym zupełnie przypadkowych mieszkańców zostało dotkliwie pobitych. Milicja zatrzymała ponad 300 osób. Sześćdziesiąt spośród nich stanęło przed kolegiami do spraw wykroczeń, niektórzy przed sądem. Zapadły wyroki kilkuletniego więzienia. Odpowiedzialni za tej zajścia funkcjonariusze nie ponieśli do dzisiaj żadnej kary. Pobici przez milicję i ORMO próbowali dochodzić swych praw nawet u władz najwyższych. Nikt jednak żadnej odpowiedzi nie otrzymał, za to przez wiele jeszcze lat trwały szykany i represje wobec uczestników zdarzeń. Odpowiedzialni za te zajścia partyjni funkcjonariusze z Opola i Warszawy nie ponieśli do dzisiaj żadnej odpowiedzialności.

Wiktor Krzewicki

O wydarzeniach brzeskich pisaliśmy na łamach Kuriera Brzeskiego w 2006 r. Zdjęcia pochodzą z tamtej pierwszej uroczystości.

Prawdy rolnicze

KrĂłtki katechizm rolniczy

Mało kto dziś pamięta, jak głęboko zakorzenione były niegdyś bardzo podstawowe zasady etyczne i moralne w świadomości ludzi na wsi. Tę etykę cechowało przywiązanie do tradycji chrześcijańskiej, katolickiej i proste rozumienie dobra i zła, prawdy i fałszu. Na takich zasadach wychowywali się nasi dziadowie i ojcowie. Dziś zmienił się język i realia nie tylko na wsi, ale i poza nią, jednak wartości mają to do siebie, że są uniwersalne i ponadczasowe. Pozostają solą ziemi.

Śliczną tę pracę, której autorem jest Franciszek Dunajski ze Świecia z początku ubiegłego wieku bardzo polecamy uwadze.

Czasopismo „Kłosy” nr 27 1909 r.

 

Każdy rolnik, jeżeli chce jakikolwiek zysk mieć z uprawy roli, powinien znać prawdy rolnicze.

Te prawdy rolnicze zebrałem z różnych ksiąg i gazet rolniczych; składają się one z zapytań i odpowiedzi, również w wierszach ułożone dla wiejskiej młodzieży, a dobrze by było, aby młodzież wiejska tego katechizmu rolniczego na pamięć się nauczyła, a odniesie stąd korzyść na całe życie. Wpływać na młodzież, jest świętym obowiązkiem każdego ojca rolnika, bo ta młodzież ma kiedyś uprawiać naszą ziemię ojczystą.

Musimy się starać o oświatę w rolnictwie dla naszej młodzieży, czy to w domu przez czytanie gazet rolniczych, kalendarzy rolniczych, książek rolniczych lub regularne odwiedzanie posiedzeń Kółek rolniczych, czy też przez odwiedzanie szkoły, jakiej zimowej rolniczej.

Najlepiej można wyuczyć się gospodarstwa na wzorowym gospodarstwie, w każdym razie jedyna nadzieja polepszenia smutnej naszej doli spoczywa w młodzieży, a kto chce skutecznie podźwignąć rolnictwo, ten koniecznie o młodym pokoleniu pamiętać i nad jego ukształceniem pracować powinien.

Rolników starszych, zrosłych w zastarzałych przesądach i ciemnocie, nie poprawią i najlepsze towarzystwa rolnicze i książki rolnicze. Ale jednak są prawdy prastare, a zawsze nowe. Te prawdy gospodarskie, przez starych gospodarzy na pytania i odpowiedzi ułożone, są na to, aby młodzi tak robili, jak to starzy uradzili:

 

1. Co to jest gospodarstwo wiejskie?

Jest to obrządzenie się koło roli i dobytku, ażeby praca szła Bogu na chwałę, a człowiekowi na pożytek.

2. Czy praca koło roli jest zasługą przed Bogiem?

Jest to zasługą, bo jest według przykazania Boskiego. W Piśmie Świętem mówi Bóg do człowieka:

„w pocie (czoła) oblicza twego będziesz pożywał chleba”.

Z Bożej to woli człek patrzy roli.

 

3. Co powinien czynić dobry gospodarz i dobry sługa?

Bogu cześć oddawać, ludziom poczciwość, roli pracę od rana do zmroku.

Próżniactwa i Boskiej obrazy unikać jakby zarazy.

  1. Czy dobry gospodarz tylko dla siebie samego pracuje?

Nikt na świecie dla samego siebie nie pracuje, ale owszem z każdej pracy, czy w rzemiośle, czy w czym innym, musi być przecież pożytek i dla drugich? To samo i gospodarz nie tylko dla siebie pracuje, ale i dla wszystkich, którzy ziemi nie mają, a jeść potrzebują.

Kęska chleba wszystkim trzeba.

Więc kto ludziom chleba sporzy, łaskę Boga sobie mnoży.

  1. Kto jest złym gospodarzem?

Ten, co kościół omija, karczmę ma za dom, dom za łóżko, a łóżko za pracę, pracę za dopust Boży, a ręce zawsze w zanadrzu.

Co w święta, w niedzielę, nie bywa w kościele;

Co przy pracy chucha, przy jedzeniu dmucha;

Ochotny do szkody, jak ryba do w ody;

Komu karczma swat, kaĹźdy hultaj brat.

  1. Kto jest złym sługą?

Co w pracy niedbały, w mówieniu zuchwały

Co kłamie i kręci, na cudze się nęci;

Przy robocie łazi, niby mucha w mazi.

Bydlątka nieboże, wygłodzi, zniemoże;

Co rok służbę zmienia i jest bez sumienia.

  1. Czy niedbały gospodarz i zły sługa Pana Boga obraża?

Bardzo obraża; bo Pan Bóg przykazał żyć poczciwie i pracowicie.

Kto próżniak, niedbalec, niepoczciwie służy,

Ten duszę piekłu na mieszkanie dłuży.

8. Czy w gospodarce zawsze tylko starego zwyczaju pilnować, czy się też i czego nowego imać godzi? 

Starego się trzymać kiedy dobre; nowego się imać kiedy lepsze; ludzi na świecie przybywa, ale ziemi nie przybywa, więc trzeba do tego starania przykładać, żeby ziemia coraz lepiej rodziła i dobytku coraz więcej przybywało.

9. Kiedy oranie jest dobre?

Kiedy skiby na głębokość, ma szerokość i na prostość składają się jak pod miarę.

Wtedy orce rola rada, gdy się w równe skiby składa.

  1. Kiedy radlenie jest dobre? Kiedy cała rola raz koło razu radłem się poruszy.
  2. Bronowanie jest dobre? Kiedy bryły rozbite, a rola spulchniona, Czysta bez chwastu niby wypielona.
  3. Czy w każdym czasie można w roli robić? W mokrej roli nigdy nie robić ani pługiem, ani radłem, ani broną; dla tego starzy uczą: Kiedy mokre role, nie chodź z pługiem w pole.
  4. Czy trzeba rolą pogłębiać? Kto pogłębia role, to powiększa pole. Ale trzeba pogłębiać zwolna, najlepiej pod zimę i tam, gdzie gnój przypada. Gdy masz w polu złożyć gnój, puszczaj z głębia pług i krój.
  5. Czy gospodarz powinien dbać o gnój? Najwięcej dbać powinien, bo gnój to wielki dobrodziej; Bez niego rola nie rodzi.
  6. Czym się gospodarz najwięcej bogaci? Dobytkiem: bo gdzie wiele bydła, tam wiele gnoju, a gdzie wiele gnoju, tam i dobry plon. Powiadają też starzy:

Gdzie pełno w oborze, Tam pełno w komorze.

16. Jak gospodarz powinien paść swój dobytek?

Ażeby z niego miał i gnój dobry, i robotę sporą i pożytek wszelaki, i przychówku dosyć. Więc nie samą słomę i plewy bydełku dawać, ale siano albo koniczynę i wykę, ziemniaki albo inne warzywo. Gdzie karma w samych plewach. Tam chudzizna w chlewach.

  1. Co jeszcze gospodarz winien mieć na baczeniu w obrządzaniu się swym koło dobytku? Żeby koń, bydlę, owca i trzoda, miały pod sobą sucho, na sobie czysto, przed sobą w żłobach i korytach porządnie i schludnie. Dozór, czystość, suche słanie, Za pół karmy bydła stanie.
  2. A czy może być dobry gnój bez dobrej paszy? W żaden sposób być nie może. Jak z samej wody nie nawarzysz piwa. Tak z lichej paszy tłusty gnój nie bywa.
  3. Jaki nawóz trzeba w pole wywozić? Słomiasty w piaszczystym gruncie suszy rolę, a przegniły nie rozkrusza gliny; więc powiadają starzy:

Na ścisły, gliniasty dobry gnój słomiasty, a na piaszczysty przegniły mazisty.

Jak należy gnojowisko urządzać? Obrać na to miejsce suche, osłonięte od południa budynkiem albo drzewiną, a dla wody deszczowej porobić odcieki, żeby do gnojowiska nie zachodziła; gnój . z obory za każdym wyrzuceniem równo układać.

Co się jeszcze gospodarzowi na gnój przydać może? Wszystko coby inaczej zmarniało: błoto i śmiecie z podwórza, popiół z ogniska, kępiny i rumowiska. Spłuczyny i domowe śmiecie, Na nawóz zdadzą się przecie.

Jak się gospodarz powinien obchodzić z gnojem wywiezionym w pole? Zaraz rozrzucić, niebawem brać pod skibę, osobliwie przegniły, bo marnieje bez przyorywki. Dlatego powiadają: Jak pokryjesz gnojem rolę, Ładuj potem pługi w pole.

Czy dobrze jest trzymać na polu gnój długo na kupkach? Bardzo źle, bo go słońce i wiatry wysuszają. Gnoju w polu nie przybywa, Lecz co pacierz to ubywa.

Czy gospodarz powinien się starać o osuszenie gruntu mokrego? Powinien: bo mokra rola chleba nie da. I pracy człeka tam szkoda, Gdzie na roli stoi woda. Ale i to też wielkie marnowanie, kiedy kawał ziemi dla mokrości nic człowiekowi nie przynosi; a dałby dobry urodzaj, byle go jak należy osuszyć.

Czy gospodarz powinien, choćby mu nic złego nie przyszło, pomóc sąsiadowi do odprowadzenia wody? Powinien, bo zasłania ludzi, bliźnich swoich od straty; z takim też będzie błogosławieństwo Boże? Kto od szkody chroni braci, Temu stokroć Pan Bóg płaci.

Jakie ziarno powinno się brać do siewu? Celne, zdrowe i czyste, czyli sucho zebrane, zdrowo przechowane, dobrze oczyszczone.

Jak gospodarz powinien uprawę ugoru prowadzić? Podorywki nie opóźniać; dalszej orki nie przynaglać; ale z pługiem i radłem iść w pole, kiedy chwasty zaczną puszczać. Jak już zobaczysz rolę zieloną. Dopiero ruszaj z pługiem i broną.

W jakim gruncie siać należy pszenicą? W żyznym i dobrze uprawnym od dawien dawna, a nigdy w chudym i zaniedbanym. Pszenny kołacz lepiej smakuje i więcej ma sytości od żytniego chleba; ale też mówi stare przysłowie:

Bez pracy — Nie będzie kołaczy.

Na co gospodarz zważać powinien w zasiewie oziminy? Żeby przedtem rola już doprawiona, dobrze się odleżała.

Rola, co się odleży, daje plon, jak należy.

Co gospodarz po zasiewie oziminy zrobić jeszcze powinien? Bruzdy przeorać, przegon przepędzić, aby się woda nigdzie zatrzymywać nie mogła.

Kiedy najlepiej siać żyto? Ile możności w porze suchej; dla tego mówią: Kiedy się przy siewie za broną kurzy, To przede żniwy żyto się burzy.

A czy z wiosennym siewem naglić trzeba? A osobliwie też z wiosennym, póki rola z wilgoci nie obeschła, mówią też starzy? Kto siew owsa spieszy Ten się plonem cieszy.

Które zboże z wiosny naprzód się zasiewa? Jare żyto, bo jarka do siewu szparka.

Jak się gospodarz obrządzać powinien z sianiem jęczmienia? Siać go powinien już w rolę dobrze ogrzaną od słońca; dlatego starzy powiadają?

Gdy brzoza pęka, a słonko grzeje, wtedy się jęczmień najlepiej sieje.

  1. Jak często można jedno miejsce grochem obsiewać? Najwięcej co sześć lat; tak też się i mówi: Grunt grochowi rad, Ledwo co sześć lat.
  2. Co gospodarz powinien mieć na baczeniu kiedy sadzi ziemniaki? Żeby grunt był gnojny i dobrze uprawiony: Grunt jałowy lada jaki, Liche wydaje ziemniaki.
  3. Co gospodarz dobry oprócz zboża i ziemniaków powinien na gruncie zasiewać ?

Koniczynę, wikę, trawy i wszystko, co na siano przydatne; boć ze słomy podściółka dobra, ale pasza chuda, a z koniczyny i innych traw, pasza najprzedniejsza, a przy dobrej paszy to i większa korzyść z dobytku i tłusty gnój.

Kto sieje trawy pastewne, to się dobrze ma na pewne,

Już tam i lepszy dobytek, i z roli większy pożytek.

  1. Iloraka bywa koniczyna? Dwojaka: biała i czerwona; biała na pastwisko, czerwona na siano.
  2. Kiedy trzeba siać koniczynę? Na wiosnę w gruncie żyznym i dobrze uprawionym, w jęczmieniu, w owsie a nawet i w życie.
  3. Czy można koniczynę w pierwszym roku przed zimą kosić lub spasać? Nie można; bo jak zima nastąpi ostra, to koniczynę wymrozi. Na zimę z koniczyny, Jak z dzieciny, Nie zdejmuj pierzyny.
  4. Jak często można jedno miejsce koniczyną obsiewać? Nigdy prędzej jak co sześć lat, tak samo jak i groch.
  5. Jak długo można koniczynę w roli utrzymywać? Najdłużej lat dwa; bo się zaczyna przerzedzać, więc z niej już mało pożytku, a rola się zachwaszcza.
  6. Kiedy się zbiera pierwszy pokos czerwonej koniczyny? Chcesz ziarna przedniego, więc skoro się kwiat nieco zaczerwieni, wtedy koniczynę koś, a nie dopuszczaj, żeby w nasienie poszła.
  7. Co jeszcze więcej gospodarz zasiewać powinien? Len. Jak bielizny pełna chata, Toć chędoga i bogata!
  8. A prócz tego dobytku z czego jeszcze gospodarz pożytek i korzyść nie lada mieć może? Z drobiu, pszczół i sadu. Z sadu za trud, Jest owoc i chłód, Dla miodu z pszczoły Nie trzeba stodoły, A z drobiu choć szkody, To więcej wygody.
  9. Jak gospodarz się obrządzać powinien z łąkami? Mokre rowami obsuszać, suche zwilżać, kretowiska rozrzucać, krzaki karczować, rowy odnawiać, bydłem z wiosny nie tratować. Mokra łąka zaniedbana, Nie da ci dobrego siana; A stratujesz ją o wiośnie, Pewnie bujnie nie porośnie.
  10. Kiedy trzeba łąki kosić? Jak tylko trawy na nich zakwitną; bo żyzności ubywa.

Tylko niedbalcy i lenie, puszczają trawy w nasienie.

  1. Jak się łąka kosić powinna? Jak najniżej: prawie przy samej ziemi, a równo. Gdy łodyżka wczas usycha Potraw wcześniej się wypycha.
  2. Czy gospodarz dobrze robi, kiedy słomę i siano sprzedaje, zamiast spasać dobytkiem na gruncie?

Bardzo źle robi, bo i bydełko to nęci i rolę niszczy.

Siano i słoma wywożona z doma,  dla roli rabunek, dla głowy frasunek.

  1. Czy godzi się bydło katować i nad nim pastwić? Nie godzi się:

Boć bydlątko, stworzenie Boże, nawet zapłakać nie może.

  1. Czy dobrze to ludzie we wsi robią, kiedy drzewka łamią, albo z kory odzierają? Bardzo źle robią: Boć to ludzka praca Za drzew łamanie, Marnie się zatraca; Za korę zdartą, Nie będzie cienia Oj dobrym kijem Ni pożywienia; Szkodnika warto.
  2. Czy rozmyślne szkody w łąkach i w zbożu są obrazą siódmego przykazania?

Są wielką obrazą, boć to nie co innego, tylko kradzież. Pamiętajże: co tobie nie miło, drugiemu nie masz czynić. Cudza praca — nie zbogaca, A z cudzej krzywdy toć pomstowanie; Ludzka nieprzyjaźń, Boskie karanie.

  1. Czy pijaństwo jest wielkim grzechem? Jest grzechem ciężkim, bo człowiek zabija w sobie rozum, największy dar Boży, dawno to już ludzie wiedzą: Od wódki rozum krótki, Człek marnieje I grzech sieje.
  2. Jakie są skutki pijaństwa? W domu bieda i obraza Boska; za domem poterka i pośmiewisko ludzkie; za życia nędza i choroba, po śmierci kara Boża, Pijak podobny do zwierza: Ni roboty ni pacierza.
  3. Czy gospodarz powinien być dbałym o swoje budynki? Bardzo powinien; bo najgorzej raz budynki zapuścić, to potem trzeba siła pracy i pieniędzy, aby je podźwignąć, a bez budynków bieda gospodarzowi.

—1 Budynek sam sobie nie poradzi bez gospodarza, niby dziecko bez matki.

Co dzieciom matuś. To budynkom tatuś.

  1. Jakie powinno być u gospodarza i wszelkiego robotnika narządzie do każdej roboty?

Powinno być dobre, ostre i dobrze wyszykowane, żeby robotę sporzyło a pracy ulżyło.

Wielka to dla ręki męka, gdy człek nad narzędziom stęka,

bo choć ręka pracy rada, po dwa dni na jeden składa.

  1. Czy gospodarz dobrze robi, kiedy z byle ćwiartką zboża jeździ na targi albo jarmarki?

Bardzo źle robi, bo i grosz po próżnicy szasta i czas mitręży. Jest o teraz taka gadka między ludźmi. Kto często jarmarczy, temu na sól nie starczy.

  1. Czy gospodarz sam sobie powinien radzić, nie oglądając sią na cudzą pomoc?

Taki już widać nie na gospodarza stworzony, który sobie zaradzić nie umie; bo kto z łaski Boga ma kawałek roli i ręce do pracy, o tym powinien myśleć, aby i sam miał co jeść i drugim co udzielić.

Kto rachuje i oszczędza, nie zajrzy mu w oczy nędza;

I sam się powoli wzmoże i drugiemu dopomoże.

  1. Czym tędy ma sobie zaradzić gospodarz, Ĺźeby się nie potrzebował oglądać na zapomogi i poĹźyczki. Oszczędnością i rachunkiem: Ĺťeby dobrze wyrachował wszystko co ma – wszystko co mu potrzeba, Ĺźeby sprzedawał to tylko, co od potrzeby domowej zbywa, Ĺźeby dobrze grosz obejrzał nim go wyda, a o zapasie zawsze pamiętał.

Stare przysłowie mówi: Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka; A do grosza grosz, to się napcha trzos.

  1. Czy dobrze gospodarz robi, kiedy na jesieni spieszy ze sprzedażą zboża, jakby go kto gonił?

Bardzo źle robi; boć wiosna chlebowi rada, równo jak jesień. Gęba nie próżnuje, cały rok chleb żuje.

A kto jesienią wyprawia zapusty, u tego wiosną będzie spichlerz pusty.

  1. A czy to poczciwie i po sąsiedzku łamać cudze płoty i wyciągać słupy i kołki na ogień?

Strasznie niepoczciwie; bo to już początek złodziejstwa.

Od kołeczka do snopeczka.

Od snopeczka do komory,

Od komory do obory,

Od obory do koniczka,

A na końcu i do stryczka.

  1. Na co gospodarz w chałupie swej baczyć powinien?

Żeby w niej nie było obrazy Boskiej. Więc się wystrzegać swarów, łajania, przekleństwa, i wszelkiego zgorszenia. Uczciwie ma być i cicho; a choć ubogo byle chędogo. Dzieci i czeladź niech się ze samego patrzenia uczą trzeźwości, poszanowania starszych. — A jeszcze i na to baczyć ma gospodarz, żeby we wszystkim był ład i skład; każda rzecz stała na swoim miejscu, a robota robocie nie zawadzała

 

  1. Jakim gospodarz powinien być dla sąsiadów?

Zgodnym, rzetelnym i życzliwym. — Języka pilnować, żeby nie plótł wszystkiego, co oczy widzą, a uszy słyszą, bo stąd obmowa, kłótnia i obraza Boska; sąsiedniego dobra nie tykać ani odrobiny; owszem strzeż w przypadku jakby swego; być zawdy z rękoma gotowymi do pomocy i poratunku.

Zagroda przy zagrodzie w poczciwości i zgodzie żyją sobie sąsiedzi;

Nigdy obmĂłw ni zwady,

 Szkody sobie nie broją;

Wzajem za siebie stoją;

W biedzie pomoc serdeczna,

Zawdy rada stateczna.

Tak to ludziom być trzeba,

Żeby łaskę mieć z nieba.

Za to istnie utrapienie i prawie, że piekło doczesne ze złym sąsiadem: o czym taka jest gadka:

Zły sąsiad — w gardle kością, — w chlebie ością, — pniem na drodze, — cierniem w nodze, solą w oku — kolką w boku.

  1. Co się od dzieci starym rodzicom należy?

Poszanowanie, opieka, i wszędzie — czy w chałupie, czy na dworze, czy przy misce, czy na wozie, — pierwsze miejsce przed wszystkiemu:

Bo jak czcisz rodzice swoje, Tak cię uczczą dzieci twoje.

Dlatego sam Bóg w przykazaniu 4-tym powiedział: Czcij ojca twego i matkę twoją, jeżeli chcesz długo żyć na świecie.

  1. Czy powinny dzieci chodzić do ochronki albo szkółki, gdzie tylko jest? Powinny, bo się tam świętej religii i obyczajności, czytania i pisania i innych rzeczy pożytecznych nauczą, żeby wyjść na uczciwych i rozumnych ludzi.

Z uczciwością, przy rozumie, — A niech jeszcze czytać umie: — To człek biedy się nie boi, Siła rzeczy w książkach stoi.

Kulinarne przepisy jeszcze sprzed wojny

Był zwyczaj wycinania z czasopism przepisów i takie gromadziliśmy w zeszytach i książkach kucharskich. Takie skarby z reguły były pieczołowicie przechowywane i przekazywane. Pozostały w rodzinnej tradycji.

Wyciągnięte ze starych czasopism – “AS” 1936 r.

 

Budyń migdałowy z szodonem (sosem) owocowym

 

10 dag masła utrzeć na pianę dodając po jednym z 5 żółtek i po trochę 10 dag mąki cukrowej, sok i utartą skórkę z 1 cytryny, 7 dag parzonych zmielonych migdałów, pianę ubitą z 5 białek i pięciu łóżeczek bułki tartej. Masę nakłada się do formy budyniowej na tarte wysmarowanej masłem i wysypanej grubym cukrem i gotuje na parze przez 3 kwadranse.

Osobno podaje się do budyniu szodon owocowy:

3 żółtka uciera się z 8 dag cukru dodaje pół szklanki soku wyciśniętego z gotowanych żurawin, kieliszek wina lub rumu i ubija się na parze tak długo, aż zacznie się podnosić. Jeśli brakuje surowego soku można użyć soków pasteryzowanych lub konfitur, ale nie dodaje się już cukru, a sok rozrzedza wodą.

 

Tort pomarańczowy

 

14 dag cukru utrzeć z jednym żółtkiem, dodać sok i skórkę startą z jednej pomarańczy, 14 dag mielonych parzonych i obranych  z łupki migdałów, pianę z czterech białek łyżeczkę tartej bułki. Upiec  słabym piecu na dzień przed użyciem. W następnym dniu przeciąć, napełnić kremem  i oblać lukrem pomadkowym i ubrać cząstkami pomarańczy przeciągnięty mi przez gęsty lukier.

Przepis na krem: 12 dag masła utrzeć na pianę z jednym żółtkiem i 8 dag cukru z zapachem skórki pomarańczowej w końcu dodać sok z całej pomarańczy

polewa: sporządza się z 12 dag mąki cukrowej ucieranej z dolewanym po łyżce gorącym sokiem z pomarańczy. Uciera się tak długo aż polewa stanie się gładka przezroczysta i z połyskiem.

 

Jabłka w piance

 

Nieduże jabłka obrać ze skórki, wydrążyć i ugotować w ocukrzonej wodzie uważając, aby się nie rozpadły,  następnie ustawia się je w ogniotrwałej salaterce i wkłada w wydrążenia po troszkę masy migdałowej lub orzechowej sporządzonej z migdałów, cukru i białka. Na wierzch zaś łyżeczkę galaretki morelowej: 5 białek ubija się na pianę z dodatkiem 3 łyżek cukru, pianą tą pokrywa się kopiasto jabłka, posypuje grubym cukrem z mieszanymi, siekanymi migdałami i zapieka szybko w gorącym piecu.

 

Jabłka murzynki

 

Ugotowane w ocukrzonej wodzie, obrane z łupinki i wydrążone jabłka osącza się z wody, ustawia na półmisku, napełnia konfiturą lub marmoladą i oblewa gorącym sosem czekoladowym: sporządzonym z 5 dag pieczonej w cieple czekolady, 5 dag cukru ugotowanego z odrobiną wody na gęsty syrop. Czekoladę uciera się z dolewanym po troszkę syropem i łyżeczką masła deserowego,  polewa się póki masa jest gorąca, bo łatwo sztywnieje.

 

Karnawałowa zakąska do piwa

 

Kawałek kabanosa (cienka twarda kiełbasa) parzy się gorącą wodą wyciera do sucha czystą ściereczką, kraje w 5 centymetrowe kawałki, nakłada w miseczce oblewa łyżką czystego spirytusu i podpala. Po wypaleniu się spirytusu wkłada się osmażone kawałki kiełbasy pomiędzy płatki chleba lub bułki.

Cała procedura odbywa się przy stole wywołując wesoły nastrój, a każdy obsługuje się sam.

 

Barszcz po rumuńsku

 

Pół kilograma obranych i drobno pokrojonych buraków czerwonych gotuje się z dodatkiem pokrojonej cebuli i włoszczyzny oraz z kawałkiem 25 dag tłustego mięsa wołowego. Po dwugodzinnym gotowaniu, kiedy mięso jest już miękkie, wyjmuje się je i kraje w małe kawałki. W wazie uciera się dwa żółtka z łyżeczką cukru, soli i octu lub soku cytrynowego, nalewa na to zupę wraz z wszystkimi jarzynami wkłada pokrojone mięso i kilka pokrojone w talarki ugotowane ziemniaki. Podaje się bardzo gorące sprawdziwszy uprzednio czy zupa dość jest słona i kwaśna, bowiem powinna być pikantna.

 

Surówka z białej kapusty

 

Sparzyć główkę białej kapusty następnie drobno pokroić posolić a po odleżeniu wycisnąć i wymieszać na salaterce z majonezem majonez ubija się na parze z jednego jaja dwóch łyżek oliwy i tyle że octu lub soku cytrynowego odrobinę soli i cukru oraz kminku sos ubija się aż zgęstnieje następnie studzi i dodaje jeszcze dwie łyżki oliwy.

 

Czarny korzeń (Skorzonera)

 

Mało u nas używana jest jarzyna, która w zupełności zasługuje na to, aby była na nasz stół przyjęta smak ma podobny do szparagów lecz dużo łagodniejszy bez goryczy i włókien, jakie często u szparagów spotykamy. Sposób przyrządzania podobny jak u bulw. Przy zakupie pamiętać należy, aby wybierać tylko korzonki równe nie zwężające się ku dołowi, gdyż te są mniej delikatne. Po oczyszczeniu to jest oskrobaniu i opłukaniu wkłada się korzonki do wody z octem, aby jarzyna nie czerniała po przygotowaniu całego zapasu. Na 4 osoby wystarczy 75 dag korzenia. Wrzuca się czarny korzeń do gotującej wody z solą i kostką cukru i gotuje się pół godziny. Podaje się polany rumianem masłem z bułeczką lub z sosem holenderskim.

Przepis na sos holenderski:

10 dag masła, 2 żółtka, 4 łyĹźki rosołu, łyĹźka octu szczypta soli i cukru, białego pieprzu oraz łyĹźeczka mąki – wszystko rozkłócić z miękkim masłem i ubijać na parze aĹź zgęstnieje sos powinien być gęsty, a o ile jednak zgęstniał zanadto dolać odrobinę rosołu.

 

Jarzyny w cieście

 

Różne jarzyny takie jak czarny korzeń,  seler, marchewka, kalafior duże główki brukselki ugotować w słonej wodzie, pokroiwszy wpierw na odpowiednie kawałki. Kiedy jarzyny gotują się, przygotować ciasto winne do oblewania.

Ciasto: 12 dag mąki, pół szklanki białego wina, łyżkę oliwy, dwa żółtka, szczyptę soli ubija się dokładnie z pianą z dwóch białek. Jarzynę osaczoną z wody osusza się jeszcze na czystej ściereczce, następnie macza w cieście i smaży na mieszanym, mocno rozgrzanym tłuszczu. Usmażone kawałki kładzie się na przód do odsączenia z tłuszczu na bibule, następnie układa zgrabnie na półmisku. Osobno podaje się gęsty sos pomidorowy robiony nie na śmietanie, a na zasmażce zalanej zimnym rosołem. Odrobina cynamonu podnosi smak pomidorów.

 

Mleczko cielęce z jarzynami

 

Mleczko odjęte z paru mostków cielęcych (można kupić na wagę) odparza się wrzącą wodą z solą i octem, następnie kraje w plastry i posypujemy mąką. Smażymy na maśle, następnie składa się je w rondelku, zalewa sokiem odgotowanym z patelni, na której się smażyły, przykrywa szczelnie i wstawia do piecyka.

Osobno dusi się na maśle 4 dag pieczarek, zaprawia się je jasną zasmażką z łyżki masła i tyleż mąki zalanej małą filiżanką mleka rozkłóconego z żółtkiem oraz szczyptą soli i cukru. Do sosu tego wkłada się zagotowaną oddzielnie i podzieloną na pojedyncze różyczki główkę kalafiora, małą puszkę groszku zielonego, szparagów z puszki lub ugotowane, na końcu przygotowane poprzednio mleczka. Po sprawdzeniu czy sos jest dość słony dorabia się smak sokiem cytrynowym, ewentualnie szczyptą cukru.

Potrawę pozostawia się na malutkim grzaniu przez 15 minut, by naciągnęła, nie gotuje się jej więcej. Potrawa ta nadaje się też dla rekonwalescentów względnie osób z problemami żołądkowymi po odrzuceniu niektórych jarzyn.

 

Sandacz po francusku

 

Oczyszczonego z łusek i wymytego sandacza rozpłatać przez długość, odciąć głowę wyjąć wszystkie ości i złożyć rybę z powrotem. Obwiązać lub ze spinaczami włożyć do wanienki na ruszczyk (zioła), zalać szklanką białego wina, dodać łyżkę masła i poddusić pod pokrywą. Następnie wyjmuje się na pół gotową rybę, układa na niklowym półmisku i polewa poprzednio przygotowanym sosem pieczarkowym.

Sos pieczarkowy: kilkanaście pieczarek lub grzybków z konserw pokrajane w talarki udusić na łyżce masła, podsypać łyżką mąki, zasmażyć, rozprowadzić rosołem z ryby, dodać smak, w którym się ryba dusiła i małą filiżankę śmietanki. Wymieszać, zagotować i poprawić czterema żółtkami utartymi z łyżeczką masła i solą.  Sosem tym, który powinien być bardzo gęsty, aby nie spływał, pokrywa się rybę, posypuje z wierzchu grubo parmezanem, kropi masłem i wstawia do gorącego pieca na 20 minut. Podaje się na półmisku z krokietami z ziemniaczków, bułką lub z ryżem.

 

Kura w pomidorach

 

Młodą oczyszczoną kurę dzieli się na części, soli i zaprasza mąką, smaży każdy kawałek na oliwie, następnie smaży się w rondelku łyżkę cebuli na maśle, dodaję trochę duszonych pieczarek, łyżkę pasty pomidorowej i kieliszek białego wina, wkłada osmażone kawałki kury i dusi pod pokrywą do miękkości gotową kurę, układa się na półmisku i polewa sosem poprawionym na gęsto z zasmażką z łyżki masła i mąki.

Potrawę dekoruje się połówkami twardych jaj osmażonymi w oliwie z krokietami.

 

Wątróbka na dziko

 

50 dag wątróbki cielęcej kraje się w cienkie plastry osypuje mąką i smaży szybko z obu stron na rozgrzanym tłuszczu o smażoną wątróbkę zdejmuje się z ognia, a na pozostałym tłuszczu zasmażana się łyżkę mąki podlewa ją śmietaną, dodaje kilka potłuczonych ziaren jałowca i szczyptę soli zagotowuje, odstawia i wkłada wątróbkę, aby naciągnęła, nie należy jej więcej gotować, aby nie stwardniała. Jako dodatek podaje się włoski makaron, ryż lub kluski  kładzione.

 

zobacz teĹź pod linkiem

 stare-wykwintne-przepisy-kulinarne 

 

Ĺťywa Korona Maryi

Budziaszek Jan: Żywa Korona Maryi. Rozważania różańcowe. Paulinianum, Częstochowa 2018 r.

 

Pan Jezus mówi do siostry Faustyny, jeżeli Polska będzie posłuszna mojej woli, wywyższę ją w swojej potędze i świętości, a z narodu tego wyjdzie iskra, która przygotuje świat na moje ostateczne przyjście. Nowa cywilizacja wyjdzie z Polski. Jak się to ma do sytuacji, jaką dzisiaj mamy w naszym kraju. Politycy skłóceni, nie ma hut, nie ma kopalń, nie ma stoczni, gospodarka leży. Mamy zablokowaną drogę do morza. Staliśmy się pośmiewiskiem w Europie ze względu na naszą maryjność i pobożność. Kiedy zatem nam przywróci nasze królestwo. Pan Jezus mówi wciąż to samo: Nie wasza to rzecz znać czasy i chwilę, które ojciec mój niebieski przeznaczył swoją władzą, ale gdy zstąpi na was Duch Święty, otrzymacie jego moc i będziecie moimi świadkami aż po krańce ziemi”. To co mamy zrobić, żeby ten Duch Święty zstąpił na ten naród? Panie, co mamy zrobić? A Pan Jezus się pyta: czy wy jesteście chrześcijanami? Czy wy jesteście moimi naśladowcami? Czy czytacie codziennie Pismo Święte? Czy czytacie codziennie Ewangelię, słowo Boga Żywego? Najważniejsza informacja, która pada na kuli ziemskiej, to jest dzisiejsza Ewangelia. Czy w waszym domu na czołowym miejscu jest otwarte Pismo Święte tak, że każdy może przyjść i czytać w każdym momencie. Czytacie codziennie, jaka najważniejsza informacja przyszła dzisiaj do waszej głowy? Czy najważniejszą informacją dla was dzisiaj jest dzisiejsza Ewangelia? Czytacie codziennie Pismo Święte? Poczytajcie sobie w Dziejach Apostolskich po wniebowstąpieniu Pana Jezusa apostołowie dzień i noc trwali na modlitwie z Maryją i po tych dniach kilkunastu facetów, którzy bali się jeszcze przed chwilą szmeru przebiegającej myszy, wychodzi na ulicę i w przeciągu jednego dnia mamy pozyskane kilka tysięcy nowych chrześcijan, a był to dzień Pięćdziesiątnicy. Przyjechało wielu Żydów z różnych krajów, mówili różnymi językami i kiedy ci prości chłopi z Galilei zaczęli przemawiać, to wszyscy, którzy ich słuchali, słyszeli tak, jakby oni mówili w ich własnym języku. O co w tym wszystkim chodzi? Człowiek obdarzony Duchem Świętym mówi takim językiem, że wszyscy, którzy go słuchają, wiedzą, o co mu chodzi. Zwycięstwo nastąpi, nie martwcie się Polacy. Pamiętajcie kardynał Hlond i kardynał Wyszyński mówili: zwycięstwo, jeśli przyjdzie, to przyjdzie przez Maryję, bo nie będzie to nasze zwycięstwo, ale zwycięstwo Maryi. Dopiero wtedy, kiedy całą Polskę otoczymy różańcami, ale to nie będzie tak, że wygra partia z lewej czy prawej strony, tylko ono przyjdzie tak, jak w bitwie pod Lepanto. Przypomnijmy 1571 rok, gdy Wielka Armada turecka zwaliła się na Europę, sułtan turecki Muslim Wspaniały mówił, że zrobi sobie na Watykanie stajnię dla swoich koni. Papież Pius V wyprowadził cały Rzym na ulicę. Obnoszono obraz Matki Bożej Santa Maria Maggiore. Modlono się na różańcu. W Polsce też modliło się dużo ludzi. Garstka okrętów hiszpańskich i weneckich pokonała olbrzymią armadę turecką. Od tego dnia 7 października mamy święto Matki Bożej Różańcowej. Morze okrętów, a oni mieli na sztandarach wypisane: z Maryją zwyciężaj. Admirał, który prowadził tę garstkę okrętów w swojej kabinie miał pierwszą kopię obrazu Matki Boskiej z Guadalupe, do niej się modlił.

Pamiętacie bitwę pod Wiedniem? To jest nasza polska historia. Kiedy islam znowu idzie na Europę, cesarz niemiecki przesyła do Jana III Sobieskiego wielką prośbę: pomóż mi ratować Europę przed zalewem islamu. Byliśmy wtedy największą potęgą w Europie kiedy hymnem Polski była Bogurodzica zawsze mieliśmy na pieńku z Niemcami dlatego Jan III Sobieski powiedział że nie przychodzi list z tą samą prośbą od papieża król znowu odmawia ale ojciec Stanisław Papczyński dzisiaj już święty założyciel białych Marianów osobisty spowiednik Jana III Sobieskiego słyszę od matki bożej powiedz królowi że ma iść pod Wiedeń ratować Europę przed zalewem islamu Jan III Sobieski członek żywego różańca pielgrzymuje do 7 sanktuariów maryjnych zbiera kilkanaście tysięcy młodych chłopaków i idą pod Wiedeń do granic państwa odprowadza ich królowa Marysieńka król z wojskiem idą dalej a ona wraca do Krakowa obnoszą na rynku obraz Matki Bożej łaskawej jest to pierwsza kopia obrazu Matki Bożej łaskawej jest to pierwsza kopia obrazu z Rzymu z 1600 roku która znajduje się u ojców dominikanów cały Kraków modli się na różańcu przychodzi Jan III Sobieski pod Wiedeń czeka na niego 100 000 armia turecka. Rano odprawiane są trzy msze święte do których służy Jan III Sobieski. Potem rozpoczyna się bitwa. Jan III Sobieski leży pod krzyżem, modli się na różańcu. Od tego dnia 12 września obchodzimy jako święto imienia Maryi. To wszystko dzieje się na naszych oczach. A 15 sierpnia 1920 roku – bitwa Warszawska. Bolszewicy mieli wypisane na sztandarach: „po trupie Polski na Europę”. Nuncjusz apostolski, późniejszy papież Pius XI w liście do papieża pisał, że tak żarliwej modlitwy, jak modli się Polacy na placu Zamkowym w Warszawie, nigdy sobie nie wyobrażał. Najmocniejsze świadectwa mamy nie od nas Polaków, tylko bolszewicy opowiadali, jak w popłochu zaczęli uciekać spod Warszawy. Nad tą bitwą widzieli unosząca się postać niewiasty. Wszystkie kule, które wystrzelali w kierunku Polaków odbijały się od płaszcza Maryi i wracały do nich. Byli tak przerażeni, że nawet jeden z nich błagał pewnego gospodarza spod warszawskiej wioski, żeby mu pozwolili się schować w budzie dla psa. Tak byli przerażeni tym widokiem, który unosił się nad polem bitwy. To wszystko dzieje się na naszych oczach. Dlaczego my tego nie widzimy? Nie wiem. Takich przykładów można by przedstawić dużo.

Zwycięstwo, jak przyjdzie, to przyjdzie przez Maryję. Duch Święty wstąpi na naród polski dopiero wtedy, kiedy świadomie  schronimy się pod płaszcz Maryi i całą Polskę otoczymy różańcami. Wtedy, kiedy poseł, który wyjdzie na mównicę, oznajmi: „muszę wam to powiedzieć, ale tylko dlatego, że Jezus jest moim Panem”. Bo tylko człowiek obdarzony Duchem Świętym może powiedzieć, że Panem jest Jezus.

“Widzę niewiastę otoczoną słońcem, księżyc pod jej stopami, nad jej głową wieniec z gwiazd dwunastu”. Ona rozpoczyna wojnę ze smokiem. Tylko ona pokona starodawnego węża.

 

Z okazji Święta Niepodległości

Z OKAZJI ŚWIĘTA NIEPODLEGŁOŚCI PRZESYŁAM SERDECZNE ĹťYCZENIA WYTRWAŁOŚCI ORAZ SUKCESÓW W PRACY I SŁUĹťBIE NAJJAŚNIEJSZEJ RZECZPOSPOLITEJ – prof. Krzysztof Rozpondek – prezes Wrocławskiego Oddziału Związku PiłsudczykĂłw.

Poeci na zamku Piastów Śląskich

Bo tu z każdej cegiełki duch przemawia dawny,

Jakim ten zamek bywał, jak w upadku sławy,

Jak jeszcze kamiennymi świeci ozdobami

i nie traci nadziei za czasów zmianami. 

 

strofa Bogusza Zygmunta Stęczyńskiego zapoĹźyczona z I Najazdu PoetĂłw na Zamek PiastĂłw Śląskich, ktĂłry odbył się w 1989 r. w 2019 r. odbył się XXX – jubileuszowy Najazd – w tym roku 28 sierpnia 2020 odszedł Janusz WĂłjcik – organizator, współpomysłodawca i twĂłrca tej trzydziestoletniej imprezy kulturalnej, ktĂłra swoim zasięgiem i znaczeniem dotknęła nie tylko Brzegu, stała się waĹźnym wydarzeniem na OpolszczyĹşnie skupiając wiele twĂłrczych osobowości: poetĂłw, literatĂłw, dziennikarzy, aktorĂłw, muzykĂłw i plastykĂłw, księży i świeckich, PolakĂłw z kraju i PolonusĂłw, poetĂłw z Litwy, Ukrainy, Zaolzia i Czech, Węgier, Niemiec, Rosji oraz z kręgu kultury wschodu Iraku, polskich TatarĂłw,

Początkowo Janusz WĂłjcik i Robert Gawłowski myśleli o śląskich poetach, potem sięgnęli do korzeni – w stronę polskich KresĂłw, by wreszcie otworzyć się na poetĂłw takĹźe innych nacji. Bowiem – jak sobie zakładali pomysłodawcy – poezji i poety krępować nie wolno. Dlatego wśrĂłd wierszy związanych ze Śląskiem znalazły się i te bardziej osobiste, prywatne. Jednak pomysłodawcy dobierali wiersze tak, by ukazywały choć skrawek owej małej ojczyzny, przestrzeni najbliĹźszej. Ze szczegĂłlnym ciepłem myśleli o całym Śląsku , jako o tej krainie, w ktĂłrej jesteśmy zakorzenieni i z ktĂłrej czerpiemy soki dla toĹźsamości i wyobraĹşni. Niezwykle bliska wydaje nam się Ĺźywa idea pielęgnowania wartości tkwiących w kulturze rodzimej – pisał Robert Gawłowski – współpomysłodawca brzeskich najazdĂłw poetĂłw -  poeta, dziennikarz, polonista.

bo jak powiada Wiliam Blace:

I każdy obszar, który człowiek widzi naokoło domu

Kiedy stoi na swoim dachu albo w sadzie na gĂłrce

Półtora sążnia wysokiej, taki obszar jest jego

Wszechświatem  

W kręgu autorów, których zapraszano i których wiersze prezentowano byli poeci Zaolzia, Górnego Śląska, Opola i Opolszczyzny, aż po Wrocław i kresy Dolnego Śląska.

Nie był to rzecz oczywista zbiĂłr pełny – bo takim być nie mĂłgł – to zaledwie okruchy, ktĂłre w przyszłości powinny się znaleźć w wielkiej antologii poezji śląskiej.

 

Marianna Bocian – Wrocław

Na moście tumskim we Wrocławiu

 

przeminęło

ileż to złego i dobrego wywiał ostrych Wicher

dziadek odszedł w dwa dni wnuk się urodził

czas to potęga – zwykł mawiać – i zarazem złodziej Ĺźycia

ileż było miłości durnych, chmurnych i pogodnych

był pokój w chałupie na siedem osób i było więzienie

była radość pieśni w rodzinie która skończyła się łzami

było się panem na wiecznych pożyczkach

było się tak pewnie jak na pół gwizdka

z domieszką goryczy i szczypty śmieszności

teraz odpływa ten świat jak Arka Noego

nie mówię, że był zwodniczym mirażem

że kto umarł ten umarł

i z grobu nie wstanie

kto wie co w nas skrywa się jeszcze przed nami

z Wiecznego istnienia

 

patrzę jak zabitą rzeką odpływają dwa łabędzie

jakby unosiły moją wiarę i ludzkie milczenie

znów nie wierzę że się nauczyłam tylko rozstawania

dyktowanego ludziom przez ich naturalną śmierć

 

pozwól mi trochę nad tym brzegiem pobyć

nie czuję się wygnańcem ani tułaczem

ani panem czasu ani niewolnikiem

zdążę, gdy zawołasz

jak ongiś matka

przed nocą by zasnąć w szczęśliwym śnie

lubię noc jej niewinną w majestacie ciemność

w niej wszystko jest jasne w istocie stworzenia

ginie dal i bliskość

bycie i przemijanie

wszystko znów jak ma być na ziemi

Prawo oddechu niezmiennie jak u zarania

gdy nie było wczoraj ni jutra

było Jestem i Jesteś

jest czyste teraz

 

Nieznany ląd jest we mnie i z Ciebie

to nie to niebo co nad nami powrotem

życie nie przychodzi wyłącznie z tej ziemi

przeżywane uśmiechem i męczeńskim potem

na moście Tumskim  we Wrocławiu

świętą ciszę nocy rozdziera

krzyk Abla

z tomu “Z czasu jedni” 1990 r. ,

tomik II Najazdu Poetów na Zamek Piastów Śląskich w Brzegu, wrzesień 1991 r.

 

Janusz WĂłjcik

Opisanie świata

Na początku

to tylko mała płaszczyzna

pomiędzy płotem a furtką w ogrodzie

przez która mały brzdąc wychyla głowę

aby uciec nad brzeg strumienia

do królestwa żab, ryb i ślimaków

oraz wszystkich baśniowych stworzeń

wyśnionych przez Celnika Rousseau

dopiero po kilku latach

nauczyciel dodaje trzeci wymiar

ale z czasem staruszek globus

zostaje zamieniony na zieloną piłkę

zatrzymaną przez astronautów

w kolorowym kadrze wszechświata

Starożytnemu mędrcowi

wystarczyło spojrzeć ku gwiazdom i zmierzyć po łuku

czas podróşy kupieckich karawan

nam potrzeba było dwóch tysięcy lat

a dziś

kiedy znamy dokładne sposoby

definiowania i pomiaru świata

okazuje się nagle

Ĺźe najnowsze parametry

stają się bezradne

wobec ślepo wirujących ludzi

z tomiku “Opisanie świata” Wrocław 1991 r.   (ukazał się dzięki pomocy Komitetu Kultury NiezaleĹźnej  we Wrocławiu)

ZaprzyjaĹşnieni z Konfraternią PoetĂłw z Krakowa spotykali się na szlaku słowa – Festiwalu Poezji łączącego Opolszczyznę i KrakĂłw. Odnajdziemy się w muzyce i wierszach, by wraz z Konfraternią PoetĂłw  dalej dążyć Szlakiem Słowa przez następne lata – pisał Jacek Lubart-Krzysica w wydanym w 2005 r.   tomiku poezji “Odnajdziemy się w muzyce”. Były to juş  XX Zaduszki PoetĂłw w Krakowie i XVI Najazd PoetĂłw na Zamek PiastĂłw Śląskich Brzeg – Prudnik – Opole.

W 2019 r. w XXX lecie organizowanych Najazdów Poetów  Janusz Wójcik opowiadał w audycji Radia Opole:

 

– W ramach najazdu odwiedzamy piękne miejsca na OpolszczyĹşnie, pałace, zamki, jesteśmy obecni w instytucjach kultury. Chodzi  takĹźe o to, Ĺźeby ci ludzie, ktĂłrzy do nas przyjeĹźdĹźają z Polski i zza granicy mogli zobaczyć jak piękny kulturowo jest nasz Region, po to by dobrze o nim pamiętali, by opowiadali o nim i zachęcali do odwiedzenia Opolszczyzny, ktĂłra ma w swojej ofercie wiele godnych miejsc do obejrzenia, a nie zawsze są one tak dobrze wyeksponowane na tej mapie turystycznej naszego kraju.

W ramach Najazdu jeĹşdziliśmy wielokrotnie do Krakowa, gdzie odbywały się najazdowe zaduszki poetĂłw, m.in w tej słynnej KossakĂłwce, w Hotelu Europejskim w sercu Krakowa z wielką tradycją literacką, to wyjazdy do miejsc historycznych, gdzie organizowaliśmy wieczory artystyczne – w Muzeum JeńcĂłw Wojennych w Łambinowicach, w Muzeum w Prudniku,  w Zamku w Mosznej, w Kamieniu Śląskim – miejscu urodzenia Jacka Odrowąża, gdzie były biesiady poetyckie na zakończenie. Ta geografia poetycka – literacka tego festiwalu jest bardzo bogata.

Byli u nas najwybitniejsi polscy poeci, wybitni polscy aktorzy. Będę się zawsze tutaj niko się kłaniał pamięci Wojciecha Siemiona – mistrza poetyckiego słowa, tego, ktĂłry najlepiej w polsce potrafił interpretować poezję. Jego wieczory poetyckie, czytanie Jana Kochanowskiego, Adama Mickiewicza – to pozostawiało na słuchaczach wielkie wraĹźenie. Pokazywał jak odszukać w niej wiele ukrytych znaczeń. To były wielkie wydarzenia. RĂłwnieĹź za sprawą Wojciecha Siemiona odwiedzaliśmy Schroniska dla Bezdomnych im. Brata Alberta w Pępicach, w Bielicach u księdza Czesława Nowaka, gdzie odbywały się wieczory poetyckie dla pensjonariuszy schroniska dla bezdomnych.