Prawdy rolnicze

KrĂłtki katechizm rolniczy

Mało kto dziś pamięta, jak głęboko zakorzenione były niegdyś bardzo podstawowe zasady etyczne i moralne w świadomości ludzi na wsi. Tę etykę cechowało przywiązanie do tradycji chrześcijańskiej, katolickiej i proste rozumienie dobra i zła, prawdy i fałszu. Na takich zasadach wychowywali się nasi dziadowie i ojcowie. Dziś zmienił się język i realia nie tylko na wsi, ale i poza nią, jednak wartości mają to do siebie, że są uniwersalne i ponadczasowe. Pozostają solą ziemi.

Śliczną tę pracę, której autorem jest Franciszek Dunajski ze Świecia z początku ubiegłego wieku bardzo polecamy uwadze.

Czasopismo „Kłosy” nr 27 1909 r.

 

Każdy rolnik, jeżeli chce jakikolwiek zysk mieć z uprawy roli, powinien znać prawdy rolnicze.

Te prawdy rolnicze zebrałem z różnych ksiąg i gazet rolniczych; składają się one z zapytań i odpowiedzi, również w wierszach ułożone dla wiejskiej młodzieży, a dobrze by było, aby młodzież wiejska tego katechizmu rolniczego na pamięć się nauczyła, a odniesie stąd korzyść na całe życie. Wpływać na młodzież, jest świętym obowiązkiem każdego ojca rolnika, bo ta młodzież ma kiedyś uprawiać naszą ziemię ojczystą.

Musimy się starać o oświatę w rolnictwie dla naszej młodzieży, czy to w domu przez czytanie gazet rolniczych, kalendarzy rolniczych, książek rolniczych lub regularne odwiedzanie posiedzeń Kółek rolniczych, czy też przez odwiedzanie szkoły, jakiej zimowej rolniczej.

Najlepiej można wyuczyć się gospodarstwa na wzorowym gospodarstwie, w każdym razie jedyna nadzieja polepszenia smutnej naszej doli spoczywa w młodzieży, a kto chce skutecznie podźwignąć rolnictwo, ten koniecznie o młodym pokoleniu pamiętać i nad jego ukształceniem pracować powinien.

Rolników starszych, zrosłych w zastarzałych przesądach i ciemnocie, nie poprawią i najlepsze towarzystwa rolnicze i książki rolnicze. Ale jednak są prawdy prastare, a zawsze nowe. Te prawdy gospodarskie, przez starych gospodarzy na pytania i odpowiedzi ułożone, są na to, aby młodzi tak robili, jak to starzy uradzili:

 

1. Co to jest gospodarstwo wiejskie?

Jest to obrządzenie się koło roli i dobytku, ażeby praca szła Bogu na chwałę, a człowiekowi na pożytek.

2. Czy praca koło roli jest zasługą przed Bogiem?

Jest to zasługą, bo jest według przykazania Boskiego. W Piśmie Świętem mówi Bóg do człowieka:

„w pocie (czoła) oblicza twego będziesz pożywał chleba”.

Z Bożej to woli człek patrzy roli.

 

3. Co powinien czynić dobry gospodarz i dobry sługa?

Bogu cześć oddawać, ludziom poczciwość, roli pracę od rana do zmroku.

Próżniactwa i Boskiej obrazy unikać jakby zarazy.

  1. Czy dobry gospodarz tylko dla siebie samego pracuje?

Nikt na świecie dla samego siebie nie pracuje, ale owszem z każdej pracy, czy w rzemiośle, czy w czym innym, musi być przecież pożytek i dla drugich? To samo i gospodarz nie tylko dla siebie pracuje, ale i dla wszystkich, którzy ziemi nie mają, a jeść potrzebują.

Kęska chleba wszystkim trzeba.

Więc kto ludziom chleba sporzy, łaskę Boga sobie mnoży.

  1. Kto jest złym gospodarzem?

Ten, co kościół omija, karczmę ma za dom, dom za łóżko, a łóżko za pracę, pracę za dopust Boży, a ręce zawsze w zanadrzu.

Co w święta, w niedzielę, nie bywa w kościele;

Co przy pracy chucha, przy jedzeniu dmucha;

Ochotny do szkody, jak ryba do w ody;

Komu karczma swat, kaĹźdy hultaj brat.

  1. Kto jest złym sługą?

Co w pracy niedbały, w mówieniu zuchwały

Co kłamie i kręci, na cudze się nęci;

Przy robocie łazi, niby mucha w mazi.

Bydlątka nieboże, wygłodzi, zniemoże;

Co rok służbę zmienia i jest bez sumienia.

  1. Czy niedbały gospodarz i zły sługa Pana Boga obraża?

Bardzo obraża; bo Pan Bóg przykazał żyć poczciwie i pracowicie.

Kto próżniak, niedbalec, niepoczciwie służy,

Ten duszę piekłu na mieszkanie dłuży.

8. Czy w gospodarce zawsze tylko starego zwyczaju pilnować, czy się też i czego nowego imać godzi? 

Starego się trzymać kiedy dobre; nowego się imać kiedy lepsze; ludzi na świecie przybywa, ale ziemi nie przybywa, więc trzeba do tego starania przykładać, żeby ziemia coraz lepiej rodziła i dobytku coraz więcej przybywało.

9. Kiedy oranie jest dobre?

Kiedy skiby na głębokość, ma szerokość i na prostość składają się jak pod miarę.

Wtedy orce rola rada, gdy się w równe skiby składa.

  1. Kiedy radlenie jest dobre? Kiedy cała rola raz koło razu radłem się poruszy.
  2. Bronowanie jest dobre? Kiedy bryły rozbite, a rola spulchniona, Czysta bez chwastu niby wypielona.
  3. Czy w każdym czasie można w roli robić? W mokrej roli nigdy nie robić ani pługiem, ani radłem, ani broną; dla tego starzy uczą: Kiedy mokre role, nie chodź z pługiem w pole.
  4. Czy trzeba rolą pogłębiać? Kto pogłębia role, to powiększa pole. Ale trzeba pogłębiać zwolna, najlepiej pod zimę i tam, gdzie gnój przypada. Gdy masz w polu złożyć gnój, puszczaj z głębia pług i krój.
  5. Czy gospodarz powinien dbać o gnój? Najwięcej dbać powinien, bo gnój to wielki dobrodziej; Bez niego rola nie rodzi.
  6. Czym się gospodarz najwięcej bogaci? Dobytkiem: bo gdzie wiele bydła, tam wiele gnoju, a gdzie wiele gnoju, tam i dobry plon. Powiadają też starzy:

Gdzie pełno w oborze, Tam pełno w komorze.

16. Jak gospodarz powinien paść swój dobytek?

Ażeby z niego miał i gnój dobry, i robotę sporą i pożytek wszelaki, i przychówku dosyć. Więc nie samą słomę i plewy bydełku dawać, ale siano albo koniczynę i wykę, ziemniaki albo inne warzywo. Gdzie karma w samych plewach. Tam chudzizna w chlewach.

  1. Co jeszcze gospodarz winien mieć na baczeniu w obrządzaniu się swym koło dobytku? Żeby koń, bydlę, owca i trzoda, miały pod sobą sucho, na sobie czysto, przed sobą w żłobach i korytach porządnie i schludnie. Dozór, czystość, suche słanie, Za pół karmy bydła stanie.
  2. A czy może być dobry gnój bez dobrej paszy? W żaden sposób być nie może. Jak z samej wody nie nawarzysz piwa. Tak z lichej paszy tłusty gnój nie bywa.
  3. Jaki nawóz trzeba w pole wywozić? Słomiasty w piaszczystym gruncie suszy rolę, a przegniły nie rozkrusza gliny; więc powiadają starzy:

Na ścisły, gliniasty dobry gnój słomiasty, a na piaszczysty przegniły mazisty.

Jak należy gnojowisko urządzać? Obrać na to miejsce suche, osłonięte od południa budynkiem albo drzewiną, a dla wody deszczowej porobić odcieki, żeby do gnojowiska nie zachodziła; gnój . z obory za każdym wyrzuceniem równo układać.

Co się jeszcze gospodarzowi na gnój przydać może? Wszystko coby inaczej zmarniało: błoto i śmiecie z podwórza, popiół z ogniska, kępiny i rumowiska. Spłuczyny i domowe śmiecie, Na nawóz zdadzą się przecie.

Jak się gospodarz powinien obchodzić z gnojem wywiezionym w pole? Zaraz rozrzucić, niebawem brać pod skibę, osobliwie przegniły, bo marnieje bez przyorywki. Dlatego powiadają: Jak pokryjesz gnojem rolę, Ładuj potem pługi w pole.

Czy dobrze jest trzymać na polu gnój długo na kupkach? Bardzo źle, bo go słońce i wiatry wysuszają. Gnoju w polu nie przybywa, Lecz co pacierz to ubywa.

Czy gospodarz powinien się starać o osuszenie gruntu mokrego? Powinien: bo mokra rola chleba nie da. I pracy człeka tam szkoda, Gdzie na roli stoi woda. Ale i to też wielkie marnowanie, kiedy kawał ziemi dla mokrości nic człowiekowi nie przynosi; a dałby dobry urodzaj, byle go jak należy osuszyć.

Czy gospodarz powinien, choćby mu nic złego nie przyszło, pomóc sąsiadowi do odprowadzenia wody? Powinien, bo zasłania ludzi, bliźnich swoich od straty; z takim też będzie błogosławieństwo Boże? Kto od szkody chroni braci, Temu stokroć Pan Bóg płaci.

Jakie ziarno powinno się brać do siewu? Celne, zdrowe i czyste, czyli sucho zebrane, zdrowo przechowane, dobrze oczyszczone.

Jak gospodarz powinien uprawę ugoru prowadzić? Podorywki nie opóźniać; dalszej orki nie przynaglać; ale z pługiem i radłem iść w pole, kiedy chwasty zaczną puszczać. Jak już zobaczysz rolę zieloną. Dopiero ruszaj z pługiem i broną.

W jakim gruncie siać należy pszenicą? W żyznym i dobrze uprawnym od dawien dawna, a nigdy w chudym i zaniedbanym. Pszenny kołacz lepiej smakuje i więcej ma sytości od żytniego chleba; ale też mówi stare przysłowie:

Bez pracy — Nie będzie kołaczy.

Na co gospodarz zważać powinien w zasiewie oziminy? Żeby przedtem rola już doprawiona, dobrze się odleżała.

Rola, co się odleży, daje plon, jak należy.

Co gospodarz po zasiewie oziminy zrobić jeszcze powinien? Bruzdy przeorać, przegon przepędzić, aby się woda nigdzie zatrzymywać nie mogła.

Kiedy najlepiej siać żyto? Ile możności w porze suchej; dla tego mówią: Kiedy się przy siewie za broną kurzy, To przede żniwy żyto się burzy.

A czy z wiosennym siewem naglić trzeba? A osobliwie też z wiosennym, póki rola z wilgoci nie obeschła, mówią też starzy? Kto siew owsa spieszy Ten się plonem cieszy.

Które zboże z wiosny naprzód się zasiewa? Jare żyto, bo jarka do siewu szparka.

Jak się gospodarz obrządzać powinien z sianiem jęczmienia? Siać go powinien już w rolę dobrze ogrzaną od słońca; dlatego starzy powiadają?

Gdy brzoza pęka, a słonko grzeje, wtedy się jęczmień najlepiej sieje.

  1. Jak często można jedno miejsce grochem obsiewać? Najwięcej co sześć lat; tak też się i mówi: Grunt grochowi rad, Ledwo co sześć lat.
  2. Co gospodarz powinien mieć na baczeniu kiedy sadzi ziemniaki? Żeby grunt był gnojny i dobrze uprawiony: Grunt jałowy lada jaki, Liche wydaje ziemniaki.
  3. Co gospodarz dobry oprócz zboża i ziemniaków powinien na gruncie zasiewać ?

Koniczynę, wikę, trawy i wszystko, co na siano przydatne; boć ze słomy podściółka dobra, ale pasza chuda, a z koniczyny i innych traw, pasza najprzedniejsza, a przy dobrej paszy to i większa korzyść z dobytku i tłusty gnój.

Kto sieje trawy pastewne, to się dobrze ma na pewne,

Już tam i lepszy dobytek, i z roli większy pożytek.

  1. Iloraka bywa koniczyna? Dwojaka: biała i czerwona; biała na pastwisko, czerwona na siano.
  2. Kiedy trzeba siać koniczynę? Na wiosnę w gruncie żyznym i dobrze uprawionym, w jęczmieniu, w owsie a nawet i w życie.
  3. Czy można koniczynę w pierwszym roku przed zimą kosić lub spasać? Nie można; bo jak zima nastąpi ostra, to koniczynę wymrozi. Na zimę z koniczyny, Jak z dzieciny, Nie zdejmuj pierzyny.
  4. Jak często można jedno miejsce koniczyną obsiewać? Nigdy prędzej jak co sześć lat, tak samo jak i groch.
  5. Jak długo można koniczynę w roli utrzymywać? Najdłużej lat dwa; bo się zaczyna przerzedzać, więc z niej już mało pożytku, a rola się zachwaszcza.
  6. Kiedy się zbiera pierwszy pokos czerwonej koniczyny? Chcesz ziarna przedniego, więc skoro się kwiat nieco zaczerwieni, wtedy koniczynę koś, a nie dopuszczaj, żeby w nasienie poszła.
  7. Co jeszcze więcej gospodarz zasiewać powinien? Len. Jak bielizny pełna chata, Toć chędoga i bogata!
  8. A prócz tego dobytku z czego jeszcze gospodarz pożytek i korzyść nie lada mieć może? Z drobiu, pszczół i sadu. Z sadu za trud, Jest owoc i chłód, Dla miodu z pszczoły Nie trzeba stodoły, A z drobiu choć szkody, To więcej wygody.
  9. Jak gospodarz się obrządzać powinien z łąkami? Mokre rowami obsuszać, suche zwilżać, kretowiska rozrzucać, krzaki karczować, rowy odnawiać, bydłem z wiosny nie tratować. Mokra łąka zaniedbana, Nie da ci dobrego siana; A stratujesz ją o wiośnie, Pewnie bujnie nie porośnie.
  10. Kiedy trzeba łąki kosić? Jak tylko trawy na nich zakwitną; bo żyzności ubywa.

Tylko niedbalcy i lenie, puszczają trawy w nasienie.

  1. Jak się łąka kosić powinna? Jak najniżej: prawie przy samej ziemi, a równo. Gdy łodyżka wczas usycha Potraw wcześniej się wypycha.
  2. Czy gospodarz dobrze robi, kiedy słomę i siano sprzedaje, zamiast spasać dobytkiem na gruncie?

Bardzo źle robi, bo i bydełko to nęci i rolę niszczy.

Siano i słoma wywożona z doma,  dla roli rabunek, dla głowy frasunek.

  1. Czy godzi się bydło katować i nad nim pastwić? Nie godzi się:

Boć bydlątko, stworzenie Boże, nawet zapłakać nie może.

  1. Czy dobrze to ludzie we wsi robią, kiedy drzewka łamią, albo z kory odzierają? Bardzo źle robią: Boć to ludzka praca Za drzew łamanie, Marnie się zatraca; Za korę zdartą, Nie będzie cienia Oj dobrym kijem Ni pożywienia; Szkodnika warto.
  2. Czy rozmyślne szkody w łąkach i w zbożu są obrazą siódmego przykazania?

Są wielką obrazą, boć to nie co innego, tylko kradzież. Pamiętajże: co tobie nie miło, drugiemu nie masz czynić. Cudza praca — nie zbogaca, A z cudzej krzywdy toć pomstowanie; Ludzka nieprzyjaźń, Boskie karanie.

  1. Czy pijaństwo jest wielkim grzechem? Jest grzechem ciężkim, bo człowiek zabija w sobie rozum, największy dar Boży, dawno to już ludzie wiedzą: Od wódki rozum krótki, Człek marnieje I grzech sieje.
  2. Jakie są skutki pijaństwa? W domu bieda i obraza Boska; za domem poterka i pośmiewisko ludzkie; za życia nędza i choroba, po śmierci kara Boża, Pijak podobny do zwierza: Ni roboty ni pacierza.
  3. Czy gospodarz powinien być dbałym o swoje budynki? Bardzo powinien; bo najgorzej raz budynki zapuścić, to potem trzeba siła pracy i pieniędzy, aby je podźwignąć, a bez budynków bieda gospodarzowi.

—1 Budynek sam sobie nie poradzi bez gospodarza, niby dziecko bez matki.

Co dzieciom matuś. To budynkom tatuś.

  1. Jakie powinno być u gospodarza i wszelkiego robotnika narządzie do każdej roboty?

Powinno być dobre, ostre i dobrze wyszykowane, żeby robotę sporzyło a pracy ulżyło.

Wielka to dla ręki męka, gdy człek nad narzędziom stęka,

bo choć ręka pracy rada, po dwa dni na jeden składa.

  1. Czy gospodarz dobrze robi, kiedy z byle ćwiartką zboża jeździ na targi albo jarmarki?

Bardzo źle robi, bo i grosz po próżnicy szasta i czas mitręży. Jest o teraz taka gadka między ludźmi. Kto często jarmarczy, temu na sól nie starczy.

  1. Czy gospodarz sam sobie powinien radzić, nie oglądając sią na cudzą pomoc?

Taki już widać nie na gospodarza stworzony, który sobie zaradzić nie umie; bo kto z łaski Boga ma kawałek roli i ręce do pracy, o tym powinien myśleć, aby i sam miał co jeść i drugim co udzielić.

Kto rachuje i oszczędza, nie zajrzy mu w oczy nędza;

I sam się powoli wzmoże i drugiemu dopomoże.

  1. Czym tędy ma sobie zaradzić gospodarz, Ĺźeby się nie potrzebował oglądać na zapomogi i poĹźyczki. Oszczędnością i rachunkiem: Ĺťeby dobrze wyrachował wszystko co ma – wszystko co mu potrzeba, Ĺźeby sprzedawał to tylko, co od potrzeby domowej zbywa, Ĺźeby dobrze grosz obejrzał nim go wyda, a o zapasie zawsze pamiętał.

Stare przysłowie mówi: Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka; A do grosza grosz, to się napcha trzos.

  1. Czy dobrze gospodarz robi, kiedy na jesieni spieszy ze sprzedażą zboża, jakby go kto gonił?

Bardzo źle robi; boć wiosna chlebowi rada, równo jak jesień. Gęba nie próżnuje, cały rok chleb żuje.

A kto jesienią wyprawia zapusty, u tego wiosną będzie spichlerz pusty.

  1. A czy to poczciwie i po sąsiedzku łamać cudze płoty i wyciągać słupy i kołki na ogień?

Strasznie niepoczciwie; bo to już początek złodziejstwa.

Od kołeczka do snopeczka.

Od snopeczka do komory,

Od komory do obory,

Od obory do koniczka,

A na końcu i do stryczka.

  1. Na co gospodarz w chałupie swej baczyć powinien?

Żeby w niej nie było obrazy Boskiej. Więc się wystrzegać swarów, łajania, przekleństwa, i wszelkiego zgorszenia. Uczciwie ma być i cicho; a choć ubogo byle chędogo. Dzieci i czeladź niech się ze samego patrzenia uczą trzeźwości, poszanowania starszych. — A jeszcze i na to baczyć ma gospodarz, żeby we wszystkim był ład i skład; każda rzecz stała na swoim miejscu, a robota robocie nie zawadzała

 

  1. Jakim gospodarz powinien być dla sąsiadów?

Zgodnym, rzetelnym i życzliwym. — Języka pilnować, żeby nie plótł wszystkiego, co oczy widzą, a uszy słyszą, bo stąd obmowa, kłótnia i obraza Boska; sąsiedniego dobra nie tykać ani odrobiny; owszem strzeż w przypadku jakby swego; być zawdy z rękoma gotowymi do pomocy i poratunku.

Zagroda przy zagrodzie w poczciwości i zgodzie żyją sobie sąsiedzi;

Nigdy obmĂłw ni zwady,

 Szkody sobie nie broją;

Wzajem za siebie stoją;

W biedzie pomoc serdeczna,

Zawdy rada stateczna.

Tak to ludziom być trzeba,

Żeby łaskę mieć z nieba.

Za to istnie utrapienie i prawie, że piekło doczesne ze złym sąsiadem: o czym taka jest gadka:

Zły sąsiad — w gardle kością, — w chlebie ością, — pniem na drodze, — cierniem w nodze, solą w oku — kolką w boku.

  1. Co się od dzieci starym rodzicom należy?

Poszanowanie, opieka, i wszędzie — czy w chałupie, czy na dworze, czy przy misce, czy na wozie, — pierwsze miejsce przed wszystkiemu:

Bo jak czcisz rodzice swoje, Tak cię uczczą dzieci twoje.

Dlatego sam Bóg w przykazaniu 4-tym powiedział: Czcij ojca twego i matkę twoją, jeżeli chcesz długo żyć na świecie.

  1. Czy powinny dzieci chodzić do ochronki albo szkółki, gdzie tylko jest? Powinny, bo się tam świętej religii i obyczajności, czytania i pisania i innych rzeczy pożytecznych nauczą, żeby wyjść na uczciwych i rozumnych ludzi.

Z uczciwością, przy rozumie, — A niech jeszcze czytać umie: — To człek biedy się nie boi, Siła rzeczy w książkach stoi.

Włodzimierz Wołyński historia

Najdalej na zachód wysunięte miasto powiatowe przedwojennego woj. wołyńskiego.

 

Włodzimierz Wołyński – historia miasta rejonowego w obwodzie wołyńskim nad rzeką Ług (dopływ Bugu) sięga średniowiecza  i zawiera burzliwe etapy, dramatyczne epizody i wypierane z pamięci fakty. A jednak warto je sobie uświadomić. Miasto dawnych KresĂłw Wschodnich II Reczypospolitej  leĹźy 12 km od przejścia granicznego w Uściługu.  Cieszy się określeniem najstarszej wołyńskiej stolicy za sprawą własnej historii sięgającej średniowiecza. ZałoĹźycielem miasta nazwano Wielkiego Księcia Włodzimierza Kijowskiego, ktĂłry oparłszy swĂłj oręż o Bug w 981 r. podczas wyprawy na Grody Czerwieńskie i załoĹźył tu  zachodnią warownię nazywając ją własnym imieniem. Włodzimierz jest jednym z najstarszych grodĂłw Ruskich i jednym z najwaĹźniejszych w historii Wołynia.

W kronikach węgierskich zachowały się wzmianki, że już w IX- w. była tu duża, bogata i ludna osada, odgrywająca poważną rolę w życiu handlowym tych stron. Pierwsza pisemna wzmianka o mieście jest datowana na rok 988, bowiem w tym roku ulokowano jedno z pierwszych biskupstw obrządku wschodniego.  Włodzimierzem władali synowie, wnukowie i prawnukowie Jarosława Mądrego.

Rywalizacja między książętami ruskim datująca się od czasu podziału państwa ruskiego przez Włodzimierza pomiędzy swoich synów, odbiła się na rozwoju i życiu gospodarczym miasta. Ciągle oblegane i zdobywane stale zmieniało swoich władców.

Położony na pograniczu Włodzimierz wielokrotnie był przyczyną konfliktów zbrojnych, a także walk wewnętrznych pomiędzy książętami ruskimi. W 1015 r. wraz z Grodami Czerwieńskimi został opanowany przez Bolesława Chrobrego, a w 1031 r. powrócił pod władzę kijowskiego księcia Jarosława Mądrego. W 1122 r. Bolesław Krzywousty obległ Włodzimierz, wspierając swego szwagra, Jarosława Świętopełkowicza, wygnanego przez księcia Włodzimierza Monomacha, który osadził w grodzie swego syna Andrzeja. Wyprawa zakończyła się niepowodzeniem, Jarosław zginął podczas oblężenia, a książę Andrzej utrzymał się we Włodzimierzu do 1135 r. W 1154 r., po śmierci księcia włodzimierskiego Izjasława Mścisławowicza, jego dzielnica została podzielona pomiędzy trzech synów: Mścisław otrzymał Włodzimierz, Jarosław — Łuck, a Wsiewołod — Bełz. Ponieważ w tym czasie nastąpiło osłabienie centralnej władzy w Kijowie, części te stały się w istocie odrębnymi księstwami.
W 1188 r. książę włodzimierski Roman, syn Mścisława, zajął przejściowo sąsiednie księstwo halickie, a w 1199 r. opanował je na stałe. Powstał w tej sposób nowy organizm państwowy, zwany Rusią Halicko-Włodzimierska. Przez następne stulecie było to najsilniejsze z ruskich księstw. Włodzimierz pełnił w nim na równi z Haliczem rolę stolicy. Największą potęgę Ruś Halicko-Włodzimierska osiągnęła za czasów księcia Daniela Romanowicza, który rezydował w Haliczu, podczas gdy we Włodzimierzu sprawował rządy jego brat Wasylko.  W 1253 r. Daniel koronował się w Drohiczynie nad Bugiem na pierwszego i jedynego w dziejach króla Rusi, a w rok później zdołał wygnać Mongołów ze swego państwa. Powrócili oni jednak w 1259 r., zmuszając go do ucieczki na Węgry. Na miejscu pozostał Wasylko, który uznał zwierzchność tatarską.  Na rozkaz chana tatarskiego Burondaja w roku 1240 niszczy miasto, a następnie każe je spalić i zupełnie rozkopać.

„Srogi Burondaj ciągnąc z hordą ku Polsce przywołał Wasylkę włodzimierskiego i Lwa, księcia halickiego do Szumska. Tam ujarzmieni książęta otrzymali rozkaz: „Zburzcie wszystkie wasze grody, aby przypadkiem komu chęć opierania się w nich Hordzie nie przyszła”. Wasylko zburzył Łuck i Krzemieniec lecz grodu włodzimierskiego dla jego wielkości nie mĂłgł naprędce zburzyć. Przeto kazał Wasylko „podłoĹźyć ogień i zgorzał cały grĂłd jednej nocy”. Burondaj przyjechał przekonać się czy rozkaz jego został wykonany. Po obiadowaniu i piciu u Wasylki odjechał na noc do Piatydni (parę kilometrĂłw od Włodzimierza). AĹź tu nazajutrz zjeĹźdĹźa Tatarzyn Bajmur do Wasylki i rzecze mu: „Wasylku, przysłał mnie Borondaj z rozkazem rozkopania grodu. A Wasylko pokornie: „Czyń co ci przykazano”. I jął rozkopywać grĂłd na świadectwo niewoli ruskiej.” – Konstanty Potocki: Z historii Włodzimierza,  – Rocznik SPRA, Włodzimierz 1934 r.

 Ziemie wołyńskie przez dłuższy okres pozostawały zależne od groźnej Złotej Ordy. Najazdy Mongołów zdarzały się również w późniejszym okresie. Okres rozkwitu Włodzimierza, który w ХІІІ w. stał się jednym z najpiękniejszych miast Europy cechowały budowle fortyfikacyjne. Rozwijały się tu rzemiosła, architektura, sztuka.  Miasto było ważnym ośrodkiem oświaty i kultury, powstawał tu Latopis Halicko-Wołyński – źródło historii Rusi. Ostatnim ruskim władcą Wołynia był Andrzej Jurlewicz.  W 1321 r. książęta ruscy zostali pokonani nad rzeką Irpień przez litewskiego wielkiego księcia Giedymina, który w wyniku tej wojny zajął Wołyń.

Polski król Kazimierz Wielki w 1349 r. opanował zachodnią część Wołynia z Włodzimierzem  lecz w rok później odebrał mu ją syn Giedymina, książę Lubań. W 1358 r. mianowany został pierwszy łaciński biskup włodzimierski, lecz mógł objąć swą diecezję dopiero w 1366r., kiedy na mocy układu pomiędzy Kazimierzem Wielkim i Lubartem Włodzimierz został przyłączony do Korony. Jeszcze w tym samym roku wzniesiono w mieście katedrę katolicką i rozpoczęto budowę nowego zamku. Jego ukończeniu przeszkodziło ponowne wkroczenie Litwinów w 1370r.

Około 1320 roku z powodu słabnących wpływów Tatarów, Giedymin, książę litewski kolejno podbija kniaziów ruskich. W tym czasie obległ on zamek we Włodzimierzu i w bitwie pod grodem bije Wołyńców i Tatarów prowadzonych przez Włodzimierza, księcia wołyńskiego. By umocnić swą władzę na nowo opanowanych ziemiach, Giedymin chętnie pozwalał na osiedlenie się Litwinów na Rusi. I tak syn jego Lubart porzucił nawet pogaństwo żeniąc się w roku 1319 z Buczą, księżniczką włodzimierską, a po śmierci ojca otrzymał w spadku Wołyń.

Po opanowaniu Halicza Kazimierz Wielki starał się resztę księstwa halicko-włodzimierskiego przyłączyć do Polski. W tym celu wyruszył w 1366 r. z potężnym wojskiem na Wołyń i 28 sierpnia zdobył Włodzimierz. Przy oblężeniu po raz pierwszy w Polsce zastosowano artylerię. Działa bardzo prymitywnej budowy wywierały raczej moralny skutek na nieprzyjaciela. Odpalanie działa odbywało się za pomocą rozpalonego drutu, a kule kamienne lub ołowiane uszczelniane były w lufie szmatami. Na mocy układu zawartego z Kiejstutem Kazimierz Wielki zajął Bełz, Chełm i Włodzimierz. Lubart utrzymał się przy Łucku, a Kiejstut zatrzymał Ziemię brzeską i Podlasie.

Obok starego drewnianego grodu Kazimierz Wielki zaczął budowę murowanego zamku na miejscu zniszczonej katedry greckiej.  Przez dwa lata 300 robotników pracowało pod kierownictwem Wacława z Tęczyna. Budowa kosztowała 3 tys. Grzywien srebra, a przed śmiercią Król przeznaczył jeszcze 600 grzywien na dokończenie i umocnienie murów. Równocześnie z zamkiem powstała w obrębie fortyfikacji katedra łacińska pod wezwaniem N Marii Panny. Pierwszym biskupem był Hynka, Czech z zakonu hermitów św. Augustyna. Rozpoczął on szereg biskupów, którzy w roku 1425 i 28 przenieśli swą rezydencję do Łucka staraniem Witolda, Wielkiego Księcia Litewskiego, tytułując się jednak biskupami łucko – włodzimierskimi.

Obok tych budowli istniała soborna cerkiew Uśpienia Bogarodzicy fundowana przez księcia Mścisława Izasławowicza 1160 r. W 1595 r. Hipacy Pociej przystąpił do Unii i zmarł metropolitą pochowany w katedrze. Pod wpływem przebudowy w 1753 r. sobór utracił swój dawny wygląd, a ostatnia restauracja w 1896 r. przeprowadzona przez rosyjskiego architekta Kotowa zniszczyła jego charakter zewnętrzny. Wewnątrz znajduje się piękny krzyż srebrny, przed którym modlił się św. Jozafat Koncewicz zamordowany przez przeciwników Unii. Jak podanie głosi podczas modlitwy męczennika przed krzyżem ze stóp Chrystusa wytrysły iskry ogniste.  Najstarszym zabytkiem średniowiecznej budowli jest monastyr św. Michała nad Ługiem. Zachowały się z niego resztki fundamentu i ślady pilastrów. W tym właśnie klasztorze książę halicki Lew z pomocą Wasylki podstępem zamordował Czerńca Ks. Wojciełka za to, że mnich odstąpił swe księstwo nie jemu, a bratu swojemu Swarnowi.

Trzecia starodawna cerkiew Włodzimierza tak zwana Wasilewska pw. Św. Bazylego została wystawiona na przełomie XII i XIII wieku. Jest to romanizująca rotunda o rzucie oktokonchoidy, jedyna w swoim rodzaju rotunda na planie ośmioliścia tego typu na obszarze południowo-zachodniej Rusi. Dwa romańskie portale świadczą o jej przynależności do zachodniej sztuki średniowiecza.
Cztery lata panowania Kazimierza Wielkiego zrobiły z Włodzimierza nie tylko potężną twierdzę, lecz i ważny ośrodek kultury polskiej na Rusi. Lecz zaraz po śmierci króla w 1370 r. Lubart z pomocą Kiejstuta obległ niewykończony jeszcze zamek. Litwini zdobyli go łatwo. Według kroniki Jana z Czarnkowa zamek był już tak silny, że „ludzie w nim pozostający nieprzyjaciołom zdobywającym dobrze mogli się bronić. Dowódca załogi Pietrasz Turski przerażony jednak napadem poddał zamek Litwinom, którzy w zupełności go zniszczyli.

Rywalizacja polsko-litewska na terenie Wołynia trwała jeszcze przez kilkadziesiąt lat. jej efektem było min. powstanie w 1404 r. osobnego biskupstwa łacińskiego w niedalekim Łucku. W 1425 r. obie diecezje zostały połączone, w dwa lata później diecezja włodzimierska formalnie przestała istnieć, a siedzibę biskupa i kapituły przeniesiono do Łucka, To zapoczątkowało powolny upadek Włodzimierza, ktĂłry zaczął przegrywać z Łuckiem rywalizację o rolę stolicy’ Wołynia. Przyczyniły się do tego kolejne klęski. W 1431 r. Władysław Jagiełło podczas wyprawy przeciwko Świdrygielle, zdobył i spalił Włodzimierz, po czym oddał go we władanie swemu wnukowi i lennikowi, księciu Fedkowi Niewickiemu. Później, aĹź do Unii Lubelskiej, miasto pozostawało bezpośrednią własnością wielkich książąt litewskich.

Za Kazimierza Jagiellończyka Włodzimierz stał się siedzibą starostwa grodowego, a w końcu XV w. otrzymał magdeburskie prawa miejskie. Siedzibą królewskich starostów stał się odbudowany włodzimierski zamek. W 1497 r. król Aleksander Jagiellończyk ufundował we Włodzimierzu klasztor dominikanów. W 1491 i 1500 r. miasto przeżyło najazdy tatarskie, podczas których zabudowa uległa zniszczeniu, a ludność została wymordowana lub zabrana w jasyr.   Tatarzy pod wodzą Mengi Gireja w 1500 r. doszczętnie je złupili i spalili. W 1509 r. Zygmunt Stary potwierdził prawo magdeburskie i znowu Włodzimierz podnosił się z ruiny. Miasto liczyło wówczas 400 domów miejskich, duchownych i szlacheckich. 25 krawców, 25 szewców, 7 kowali, 3 sidlarzy, 150 rymarzy, 59 karczmarzy (według opisu z 1552 r.)

Rewizja zamku za dzierżawy ks. Wasyla Ostrogskiego daje dokładny jego opis. Zamek budowany był z drzewa dębowego, broniony wałami fosą i pięcioma wieżami. Prócz wieży miejskiej i biskupiej, wieża ziemska i dwie, których nazwy nie są wymieniane potrzebowały gruntownej naprawy. Okoliczne wsie, na których ciążył obowiązek utrzymania budynków zamkowych wymawiał się od roboty. Most do zamku był zwodzony na łańcuchach 15 stóp długich.
Po Unii Lubelskiej Włodzimierz wszedł w skład koronnego województwa wołyńskiego. Aż do rozbiorów miał status miasta królewskiego, starostwa grodowego oraz stolicy powiatu. Kilkakrotnie był miejscem sejmików wojewódzkich (min. w 1593 i 1652 r.). Po utracie przez Rzeczpospolitą Kijowszczyzny i Zadnieprza we Włodzimierzu odbywały się również Sejmiki województw czernihowskiego (min. w 16541 1693r.) i kijowskiego (min. w 16981 1704 r.). Obradowano zazwyczaj w katedralnej cerkwi Uspieńskiej lub w kościele dominikanów.

Zygmunt I Stary, ponawiając prawo magdeburskie, wgląda w sprawy wewnętrzne miasta, określa ściśle powinności starosty, nie pozwala na jakikolwiek ucisk ludności, zaleca staroście grodowemu sprawiedliwość i poszanowanie prawa. W międzyczasie miasto dwukrotnie nawiedził pożar. Zubożała z tego powodu ludność znalazła znowu serdecznego opiekuna w osobie króla Zygmunta Augusta. Król ten zatwierdzając magdeburgie, nadaje miastu dwie pieczęci -   pod jednym herbem ś. Jerzego na koniu.” Uwalnia ludność od sądów starościńskiej pozwala zbudować ratusz, a pod nim sprzedawać miód, piwo domowe, małmazję i wino. Zabrania używać rzemieślników do prac zamkowych, zwalnia ludność na pewien czas od podatków i pozwala brać drzewo z lasów królewskich na odbudowę miasta. Włodzimierz otoczony przez króla tak wielką opieką, szybko goi swe rany i dochodzi do dostatku i dobrobytu.

Królewicz Władysław idąc na wyprawę wojenną, stanął pod miastem obozem w r. 1617. W dniu Wniebowstąpienia wziął udział w nabożeństwie w cerkwi katedralnej. Wojny szwedzkie przyczyniają się do upadku miasta. W r. 1657 wpadli do miasta Węgrzy i Kozacy, zrabowali je i w znacznej części spalili. Nowa ta klęska zdecydowała prawie o przyszłości miasta. Włodzimierz, doprowadzony przez kozaków do ruiny, już się więcej nie podźwignął. Życie gospodarcze miasta doznało zupełnego załamania. W takim stanie zastaje Włodzimierz panowanie króla Augusta III.

Przeprowadzona w r. 1765 lustracja, stwierdza opłakany stan miasta. Wały zamku zniszczone, zamiast fosy — błoto, do zamku prowadzi most drewniany, również zniszczony, a sam zamek rozpadnięty. Z tego powodu akta zamkowe ulokowano u Dominikanów, ziemskie zaś u Fary. W mieście istnieją cechy: kuśnierski, krawiecki, piekarski, szewski, rzeźnicki i kowalski. Miasto bez broni i pieniędzy, bo wielu mieszczan wzbrania się płacenia podatków. August III nadał bazylianom, zajmującym po kasacji Jezuitów gmach tego zakonu, przywilej założenia w mieście szkoły. Poza tym żadnemu duchowieństwu nie wolno było posiadać szkół ani w mieście, ani na pięć mil wokoło.

Ostatni krĂłl polski Stanisław August Poniatowski, ustanowił tu stałe jarmarki, mając na względzie pomoc miastu. W przejeĹşdzie do Wiśniowca przybył tu dnia 13-go paĹşdziernika 1781 r. witany entuzjastycznie przez ludność. Nazajutrz ruszył krĂłl w dalszą podróş. W r. 1786-tym zezwolił bazylianom „aptekę mieć i ludzi kurować”, aĹźeby pomnoĹźyć ich dochody na utrzymanie szkoły.
Odbywając w r. 1787 podróż do Kaniowa, dwukrotnie przejeżdża jeszcze król przez Włodzimierz, zawsze ku radości mieszkańców. Mieszkańcy przedłożyli mu swoje skargi na ubóstwo miasta, prosząc o pomoc. Zamek już w zupełnej ruinie, budynków mieszkalnych w mieście mało i to same drewniane. Miasto liczy zaledwie 117 mieszczan i 85 żydów gospodarzy.

W 1796 r. po trzecim rozbiorze Rzeczypospolitej Włodzimierz Wołyński znalazł się w składzie Imperium Rosyjskiego i został miastem powiatowym w guberni wołyńskiej. W roku 1859 wielki pożar ponownie strawił miasto. Zgorzał również kościół Farny. Władztwo Rosji nad miastem nie zaznaczyło się niczym wyraźnym. Włodzimierz, jako uboga, nadgraniczna mieścina, przetrwał do czasu I wojny światowej, pozbawiony kolei, bruków i żywszego tętna życia kulturalnego i gospodarczego.

Rok 1918. Kończy się I Wojna Światowa. Powstańcy ukraińscy  opanowali Włodzimierz, chcąc go włączyć do mającego powstać na wschodzie państwa ukraińskiego. Mieszkający tu Polacy przystąpili do walki mając nadzieje, że miasto znów znajdzie się w granicach rodzącej się po latach zaborów i niepodległej Rzeczypospolitej. To ważny węzeł komunikacyjny i ośrodek bogaty  średniowieczną tradycją i stolica księstwa wchodzącego w skład  Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Włodzimierz Wołyński historia – parada wojskowa 1924 r. ĹşrĂłdło: https://fotopolska.eu

„Bohaterska obrona Lwowa gorącą nutą odezwała się w sercach rodaków. Zewsząd ruszono na pomoc. Kijowski oddział Polskiej Organizacji Wojskowej  idąc z odsieczą, poniósł klęskę pod Brodami od przeważających sił ukraińskich. Nie załamało to jednak ducha ofiarnych żołnierzy z K. N. 3. Skoncentrowani w okolicach Równego pod dowództwem  por. Jankowskiego, staczając potyczki z drobnymi oddziałami hajdamackiemi, wyruszyli pod Włodzimierz, zdobywając miasto.

Przez trzy miesiące toczyli zwycięskie boje z wojskami ukraińskimi, aż do zupełnego ich wyparcia. W ten sposób powstał Włodzimierski Baon Szturmowy, który przez swoją ofiarę krwi i walkę upartą aż do zapamiętania, zyskał dla Polski ten szmat ziemi. Później wcielono Szturmówkę do oddziału ś. p. pułk. Lisa-Kuli, który idąc zwycięsko pod Łuck dnia 6. marca 1919 roku pod miasteczkiem Torczynem, życie swe młode złożył na ołtarzu Ojczyzny.

PrĂłcz tej jasnej postaci, historia  walk o Włodzimierz zanotowała wiele jeszcze nazwisk ofiarnych obywateli, ktĂłrzy w tych pamiętnych dniach czynną odegrali rolę. Ówczesny starosta pow. Tadeusza KrzyĹźanowski troszczył się o zaopatrzenie walczących oddziałów w Ĺźywność i ekwipunek. Wspomnieć trzeba serdeczną opiekę nad rannymi Kamili Smoleńskiej, ofiarną pracę dla wojska Kazimiery Guklerowej, oraz Ăłwczesnego naczelnika odcinka drogowego P. K. P. Władysława Wysokińskiego, ktĂłry wziął bezpośredni udział w walce o zdobycie miasta, pieczołowitą opieką otaczał mogiły tych, ktĂłrym nie dane było oglądać niepodległą Polskę. Trudno wymienić tu wszystkich, lecz nagrodą dla nich niech będzie to, Ĺźe byli czynni, Ĺźe stanęli do apelu, gdy potrzebowała ich POLSKA” – Franciszek Strzelecki: SzturmĂłwka, Włodzimierz Wołyński, 1934 r.

W gondoli Zeppelina nad Atlantykiem

Właściwie dziś jeszcze nie wiem jak to się stało, ze pewnego popołudnia znalazłem się na pokładzie największego sterowca świata, który startował do lotu przez Atlantyk. Mój przyjaciel, z którym byłem tego dnia na śniadaniu, dawno już planował tę podróż i wiele sobie po niej obiecywał, choćby ze względu na nowe możliwości wykorzystania swych niepospolitych umiejętności fotografowania rzeczy wyjątkowo ciekawych. Na kliszach i filmach, które przesuwały się za obiektywem jego świetnego aparatu zdołał on już pochwycić niejeden sensacyjny fragment  współczesnego życia różnych narodów, a do każdego zdjęcia podchodził z pietyzmem człowieka przepojonego na wskroś ideą swej wysokowartościowej sztuki i przygotowującego się do przeżywania coraz to innych wrażeń, które w sobie tylko właściwy sposób umiał następnie utrwalać i innym przekazywać.

ToteĹź jego plan “skoku przez Atlantyk” ani przez chwilę nie wzbudzał we mnie wątpliwości co do rodzaju i rozmiarĂłw emocji. Był w dzisiejszych czasach czymś tak naturalnym jak jeszcze przed kilku laty przelot w aeroplanie z miasta do miasta. Zawsze jednak figurował w mej myśli pod rubryką rzeczy wyjątkowych, ktĂłre swym odbiorcom zjednywały u ludzi przeciętnych miano ryzykantĂłw, jeĹźeli juĹź nie wprost bohaterĂłw.

Tymczasem zaraz pierwsze kroku na pokładzie olbrzyma powietrznego  upewniły mnie, Ĺźe przyjaciel mĂłj bynajmniej nie przesadził zapewniając mnie jeszcze na ziemi o uczuciu zupełnego bezpieczeństwa, jakie opanowuje pasaĹźera, ktĂłry zagospodarowuje się w luksusowych wnętrzach Zeppelina. Kto nie przekroczył stalowych progĂłw statku i nie zajrzał bodaj na chwilę do środka ten nie moĹźe zdać sobie sprawy z warunkĂłw w jakich dziś odbywa się czterodniowa powietrzna podróş przez Atlantyk. Wszystko, co tylko moĹźe wymyśleć najbardziej wyrafinowany sybarytyzm – zostało tu wykorzystane w całej rozciągłości. Niewielka stosunkowo garstka podróşnych rozkoszuje się wyjątkową pomysłowością konstruktorĂłw, ktĂłra niemal wyprzedza najbardziej wyszukane Ĺźyczenia pasaĹźera. Urządzenia Zepelina przypominają pod niejednym względem automat, ograniczający do minimum wysiłek naszych mięśni – coś jak owa maszyna do karmienia robotnikĂłw z filmu Chaplina “Modern Times”. Na ekranie historia robota kończy się smutnie – wynalazca nie moĹźe dać sobie rady ze strajkującą maszyną, ktĂłra ulega zniszczeniu. Na Zeppelinie dzieje się zgoła inaczej. Tu decyduje wyłącznie i zawsze wola konstruktora genialnego dr Eckenera, ktĂłrej ulega chętnie nie tylko załoga, ale kaĹźdy najmniejszy nawet tryb całej maszynerii potężnego sterowca.

Gondola statku przypomina kilku w szeregu ustawionych pullmanów troskliwie odizolowanych od czterech kabin  motorów, zawieszonych po dwie z każdej strony balonu. Hermetycznie zamykane drzwi i okna nie dopuszczają do uszu pasażerów huku potężnych maszyn , których ruchem kieruje kapitan statku z kabiny umieszczonej na przodzie gondoli. Urządzenie jej analogicznie przypomina wnętrze łodzi podwodnej, tylko że zamiast okularów peryskopu widnieją tu imponujące precyzją lunety badające w dzień i w nocy horyzont.

Nasz start odbył się tak gładko, Ĺźe ani się nie spostrzegłem, jak ziemia – matka zapadła się w paręsetmetrową głębie pod nami. Domy, miasta nad ktĂłrymi szybowaliśmy w kierunku południowo – zachodnim wyglądały jak dziecinne zabawki. Przypomniał mi się mĂłj pierwszy start na samolocie. WĂłwczas niebo i ziemia wirowały przed naszymi oczami w jakimś szalonym tańcu- cały aparat drgał od tysięcznych uderzeń tłokĂłw wyjącego motoru, a potężny prąd powietrza zapierał dech i wzmagał  bicie serca.

Na pokładzie Zeppelina to pierwsza moja napowietrzna podróş musiała wyglądać jak jakiś upiorny sen. Taj nic jej tu nie przypominało  mimo woli nasuwało mi się porĂłwnanie z pasaĹźerem, ktĂłry podróşuje przedtem na małym stateczku przez wzburzone wody, znalazł się nagle na transatlantyckim olbrzymie imponujący swym olimpijskim spokojem, o ktĂłrego burty odbijają się w bezsile najpotężniejsze fale oceanu. Trasa przelotu Zeppelina z Niemiec do Brazylii przez lata badana i ustalana  omija troskliwie strefy burz i orkanĂłw  takĹźe spotkanie na niej niebezpiecznych dla statku zaburzeń atmosferycznych naleĹźy do rzadkości.  W takich warunkach podróş przez Atlantyk pozbawiona jest właściwie silniejszych emocji. KaĹźdemu imponować musi czas przelotu. Cztery dni, ktĂłre potrzebuj Zeppelin na przebycie  olbrzymiej trasy, to wprawdzie jeszcze nie rekord “Verne’a” , ale juĹź wyczyn w obliczu ktĂłrego bledną wszystkie dotychczasowe sukcesy lotniczego świata. Jeszcze nie tak dawno temu powiedzenie, Ĺźe się będzie na cztery dni jadło obiad w Rio de Janerio – wyglądać musiało niepowaĹźnie. Dziś nie zdziwi nas twierdzenie, Ĺźe następnym weekendem ludzkości będzie jazda na… księżyc.

Już po półgodzinie lotu mój przyjaciel zorientował się, że robienie zdjęć z gondoli natrafi na poważne trudności. Jeśli na reportaż fotograficzny nie mia się doczekać kompletnego fiaska, trzeba było obmyśleć jakiś sposób na  albo na otworzenie bodaj jednego okna, co jednak sprzeciwiało się surowemu regulaminowi, jaki obowiązywał na pokładzie statku (wentylacja odbywa się mechanicznie) albo na przedostanie się w gondoli do jednej z kabin motorowych ponieważ tam już można było z większą swobodą operować aparatem.

Pismo ministerstwa propagandy III Rzeszy skłaniało kapitana do wydania odpowiednich zarządzeń, które pozwalały nam na ulokowanie się na stalowych podstawach jednego z motorów. Przez szeroki otwór wału korbowego, na końcu którego szumiały śmigła w tysięcznych obrotach spostrzegłem imponujący kadłub balonu srebrzący się w promieniach zachodzącego słońca, a przed nim  gładką tafle oceanu widoczną poprzez rzadką tkaninę chmur rozerwanych podmuchami północnego wiatru.

Był to ostatni z szeregu obrazĂłw, ktĂłre utrwaliły się w mej pamięci z pierwszego dnia podróşy Zeppelinem przez Atlantyk. Następne dni minęły “jak z bicza trzasnął”. Monotonią widoku morza z lotu ptaka przerywał przepływający pod nami od czasu do czasu parowiec lub na horyzoncie przesuwający się ląd jakiejś wyspy. Czwartego dnia padła wiadomość – “Ziemia przed nami” Poprzedzani przez mechanika pomknęliśmy wąskim korytarzykiem do kabiny motoru; na niespokojnych wodach zatoki brazylijskiej kładła się długi cień sterowca, ktĂłry tymczasem obniĹźył znacznie lot, umoĹźliwiając nam ciekawa obserwację lądu. W dali gnało coraz bardziej Pernambuco. Poprzednio stacja końcowa podróşy  Zeppelina na amerykańskim kontynencie – a wyrazu zaczęła nabierać okolica zwana Rio de Janerio.

przedruk fragmentu za “AS” 1935 rok

Pokaz jazdy kawaleryjskiej

W stulecie obchodów Odzyskania Niepodległości w Brzegu miał miejsce pokaz jazdy kawaleryjskiej, a także fechtunku i skoków.

Ułani  zrzeszeni w  Stowarzyszeniu Pamięci 19 Pułku Ułanów Wołyńskich im. gen. Edmunda Różyckiego w Opolu

Rejestracji Stowarzyszenia 19 Pułku Ułanów Wołyńskich Ryszard Smoczkiewicz dokonał w Zrzeszeniu Kół Pułkowych Kawalerii II RP w Londynie.

zob teĹź:

Witamy na oficjalnej stronie poświęconej 19 Pułkowi Ułanów Wołyńskich im. gen. Edmunda Różyckiego oraz Stowarzyszeniu Pamięci 19 Pułku Ułanów Wołyńskich w Opolu

http://www.ulan-wolynski.org.pl

Miłość ci wszystko wybaczy

Miłość ci wszystko wybaczy,

Smutek zamieni ci w śmiech…

Miłość tak pięknie tłumaczy

Zdradę, i kłamstwo, i grzech.

Choćbyś ja przeklął w rozpaczy,

Że jest okrutna i zła, Miłość ci wszystko wybaczy,

Bo miłość, mĂłj miły, to ja!…

Gdy pokochasz tak mocno, jak ja…

Tak tkliwie, Ĺźarliwie, tak, wiesz,

Do ostatka,do szału, do dna

To zdradzaj mnie wtedy i grzesz.

Miłość ci wszystko wybaczy…

Piosenka z repertuaru Hanki OrdonĂłwny. Muzyka Henryk Wars (1902 – 1977) właściwie Henryk Warszawski, słowa: Julian Tuwim.

Wars jest kompozytorem wielu przebojĂłw: “Czy tutaj mieszka panna Agnieszka”, “Śpij kochanie, “Powroćmy jak za dawnych lat”, “Ach jak przyjemnie”, “Zakochany złodziej”, “Zimny drań” ect. Piosenki Warsa śpiewane były w kabaretach, teatrzykach  i w filmie. W czasie wojny Wars występował w Armii gen. Andersa. Po demobilizacji wyjechał do USA, gdzie jako 49-latek zaczynał swoją karierę od początku. Po wielu  latach dostał pracę w Hoolywood i stał się znanym kompozytorem amerykańskim.

Kawiarniane i kabaretowe

Tango jak wino rozgrzewa do łez

Ponoć – jak pisano  – przed wojną mieliśmy własny styl tanga. MĂłwiło się o “polskim tangu”. NiektĂłrzy jednak twierdzą wprost, Ĺźe to tango na licencji argentyńskiej. Warszawscy kompozytorzy przed wojną komponowali duĹźo czerpiąc inspiracje z dorobku argentyńskiego. Polskiej sympatii do Argentyny i tanga nie da się wytłumaczyć – waĹźne, Ĺźe ona istniała przed wojną a i w obecnych czasach wydaje się ciągle Ĺźywa. Oto bowiem w Brzegu jest spora grupa sympatykĂłw, ktĂłrzy uczynili juĹź bardzo wiele, by tę tradycję podtrzymać. Stąd niebawem będzie moĹźna pooglądać tancerzy i samemu takĹźe potańczyć:

 Z radością zapraszamy  na XI Festiwal Tanga w Brzegu. W tym roku jest jest on pod nazwą „AlegrĂ­a en Brzeg”. Ze względu na komfort tańca OGRANICZAMY ILOŚĆ uczestnikĂłw oraz PILNUJEMY RÓWNOWAGI ilości pań do panĂłw. Serdecznie zapraszamy z początkiem lata (28.06 – 01.07.2018) do Brzegu. 

Organizatorami Festiwalu są: Fundacja Tango-Si – Ewa Maria Sikorska, Andrzej Sikorski, Anna Chojnacka- Komorowska, Urząd Miasta Brzeg oraz Starostwo Powiatowe w Brzegu.

 

A przed wojną

Kawiarnie, restauracje i knajpy rozbrzmiewały przebojami “Pod modrym niebem Argentyny”, “Florida”, “Carissima”, “Carmencida”. 

Dama z różą w zębach – to tak charakterystyczny obrazek dla argentyńskich zauroczeń.

Było takĹźe tango apaszowskie i tango salonowe – “Jesienne róşe, róşe słodkie herbaciane”. 

“Ta ostatnia niedziela” Jerzego Petersburskiego z tekstem niezwykle dramatycznym, ktĂłry napisał  Zenon Friedwald – bywała tłem muzycznym wielu dramatĂłw. Było takĹźe tango rosyjskie “Tamara” i podrabiane tango niemieckie – “Tyrolskie tango”. 

Płyty gramofonowe i patefony – nieodzowny sprzęt i obiekt pożądania tamtego czasu. Przypomnijmy tylko tytuły: “Hanko, Szkoda twoich łez”, “Nie kochać w taką noc, to grzech”. “Nie namawiaj, nie ulegnę”, “Ja mam czas, ja poczekam”, “Nie będziesz ty, to będzie inna”, “Pod samowarem”, “Szczęście trzeba rwać jak świeĹźe wiśnie”, “Nasza jest noc i oprĂłcz niej nie mamy nic”. Do tego ostatniego utworu skomponowanego przez Stefanię GĂłrską tekst napisał Julian Tuwim, aczkolwiek ukrywający się pod pseudonimem “Oldlen” . Zresztą ten znakomity polski poeta pisał wiele tekstĂłw, pod ktĂłrymi nie chciał się podpisywać. Jego jeden z nich to np. Schizo Frenik. Ponoć w obiegu było ich kilknanaście. No cóş, poeta kochał kabaret i piosenki, a rozsadzał go temperament i talen i to z kabaretu utrzymywał powaĹźniejszą twĂłrczość. 

Natomiast Andrzej Włast miał opinię grafomana, ale właśnie spod jego piĂłra wyszły prawdziwe przeboje jak “Francois”, “Ty, miłość i wiosna”, “Jesienne róşe”, “Gdy w ogrodzie botaniczny,” “JuĹź nigdy”, “Szkoda twoich łez”, “Bubliczki, bajadera”, “Przy kominku” . Był zdolnym dziennikarzem i  inteligentnym krytykiem filmowym, Dyrektor “Morskiego Oka” zajmował się impresariatem artystycznym i tworzył liczne programy rewiowe. To właśnie jemu sławę zawdzięczali tacy artyści jak: OrdonĂłwna, Pogorzelska, Ĺťelichowska i Terne, Fogg i Bodo, Sempoliński i Olsza, Ĺťabczyński i Faliszewski.

A współcześnie z jego repertuaru “Całuje twoją dłoń, madame…” w niezapomniany sposĂłb wykonywał  ten utwĂłr Piotr Fronczewski. Andrzej Włast był twĂłrcą niezapomnianego i ponadczasowego “Tanga milonga”, ktĂłre cieszyło się międzynarodową sławą i odniosło absolutny sukces rozrywkowy.

Przytoczę tylko kilka nazwisk przedwojennych kompozytorĂłw takich jak: Wars, Gold, Petersburski, Kataszek, Wiehler, Maciejowski, Lewandowski  czy Katasiński, ktĂłrzy komponowali w róşnym stylu,  modne melodyjne walce, zabawne piosenki skrzące się humorem jak np. “Czy pani Marta jest tego warta”, piosenki o Warszawie. 


Zainteresowanych odsyłam do gawęd i opowieści Zbigniewa Adrjańskiego, dziennikarz i autor piosenek, który znakomicie  zajmował się historią polskiej piosenki i estrady .

Piosenka przypomni ci

Koncert w Muzeum PiatĂłw Śląskich w Brzegu styczeń 2017 r. – walc François w wykonaniu Małgorzaty Kulińskiej.

François – polski walc skomponowany w 1905 roku przez Adama Józefa Karasińskiego. Piosenka pochodziła z repertuaru Toli Mankiewiczówny, która wykonywała ją w teatrze Morskie Oko w Wielkiej Rewii (1934 rok). Utwór śpiewali również m.in. Adam Wysocki, Mieczysław Fogg, Marta Mirska, oraz Irena Santor. źródło

Słynny walc „François”, ktĂłrym na początku XX wieku rozbrzmiewały sale balowe, estrady koncertowe, salony i kawiarnie, był dziełem Adama Karpińskiego (1868-1920) -  kompozytora  nazywanego „polskim krĂłlem walca”, chociaĹź komponował takĹźe polonezy, kadryle, polki i mazury. Adam Karasiński  występował na estradzie z własną orkiestrą, z ktĂłrą koncertował w ParyĹźu, Moskwie, Wiedniu i Budapeszcie – wszędzie wzbudzając zachwyt pięknym walcem „François”. Po jego śmierci  syn Zygmunt Karasiński (1898 – 1973) zinstrumentował ten utwĂłr od nowa wyposaĹźając go rĂłwnieĹź w nowy tekst Andrzeja Własta.

François

W starych nutach babuni
Walc przechował się ten
Pomnę wieczorek u niej,
Widzę go jak przez sen.
Grajek przy fortepianie,
Goście snują się w krąg,
W białych bufach, tiurniurach są panie,
W klapkach panów chryzantem tkwi pąk.

ref.:
Dawnych wspomnień czar,
Wdzięk stylowych par,
Muślin sukien jak mgła
I najnowszy ten walc „François”
Gdyby jeszcze raz wrócił piękny czas,
Gdyby zbudził serca złych ludzi
czar modnego walca „François”.

Uśmiech starych portretów,
Dźwięk przebrzmiałych już nut,
Serca pełne sekretów,
Smutek rozstań i złud
W zapomnianej piosence
W jedną splotły się myśl.
I wracają marzenia dziewczęce

To, co wczoraj minęło, jest dziś.

Dawnych wspomnień czar…

 

Retro prasa donosi….

Gawęda o staropolskim kuligu

Alfred Wierusz Kowalski – Kulig litewska sanna      http://www.agraart.pl/pics/dziela/020_wiesz-F.jpg

 

W ciemnym kącie wozowni, gdzie składano rupiecie, nikomu już niepotrzebne, w którym gnieździły się tylko myszy i plotły sieci swoje jedwabne pająki, pokrowcami nakryte, stały owe sanie czarowne. Lakier ongiś bogato je zdobiący, płatami był poodpadał, jedwabno-wzorzyste poduszki, odkrywały całe naręcza nastroszonego w włosienia, a pięknej postaci, rzeźbionej na dziobie płozów, Wenery, przypadek jakiś dawny utrącił lewe ramię. Boki zaś całe pokrywały ręczne malunki, na tle gobelinowym piękne postaci mitologiczne, które ja wówczas nazywałem „aniołkami”.

Nikt już dawno niemi nie jeździł, nikt nie dbał o nie. Tylko dzieciak mały w głębokiej ich gondoli, w zapomnianym kącie gospodarskiego budynku, szukał schronienia, gdy w pokojach dworu zanosiło się na ojcowską, pedagogiczną egzekucję. Bogaty dar dobrego króla Stanisława, szczodrą ręką ofiarowany pradziadowi, spełniwszy rolę swoją, sań kuligowych w zeszłych stuleciach, by teraz niemodny i niepotrzebny dotrwać swej doli w muzealnym śnie. Tak on jak i jego pobratymcy w salonach muzeów, bądź w wielkich hallach magnackich stajen.

Nie były one jeszcze najbogatsze w formie i kunsztownym zdobieniu. Sanie kuligowe polskie wieku XVIII i XIX , prześcigały się formą oryginalną, budową cudaczną i niekiedy nawet na deskach boków swoich nosiły zdobienia pierwszych pędzli mistrzów palety.

Wedle stawu grobla.

Królowi sam Marcello Bacciarelli rysunek na sanie szlichtadowe kreśli, za królem Mecenasem poszli książęta i wojewodowie, a szlachta nolens volens ich naśladowała.

Życie i forma zewnętrzna kultury dworów, rozkochana w przepychu i bogactwach wschodu, kipiąca trzęsieniami uzbroić i rzędów, fałdzista w kroju kontusza, jakżeż saniom kuligowym by wspaniałości poskąpić mogła.

Były piękne i oryginalne.

Kmicic Oleńkę w saniach o kształcie niedźwiedzia wozi, a król Jan z wozowni wilanowskiej sanie „z turczynem“ najbardziej sobie upodobał. Były one przeważnie dwuosobowe i lekkie w budowie. Na Wasikę tylko i pana brata, gdy pajuk z tyłu, siedzący, a dla wszelkiego wypadku tylko brany, miał wąski stołeczek.

— Kulig w Polsce, zajazd wesoły i bezkrwawy, genealogię swoją z temperamentu towarzyskiego rĂłd swĂłj wywodzi. — JakĹźeĹźby było inaczej; strzemię w strzemię chadzało się na tatarzyna, na sejmikach wspĂłlnie rdzewiejące od gadania gardło się zwilĹźało pro bono Reipublikae, jakĹźeĹź by i w Ĺźyciu poczciwego człowieka wyrzec się „kompanijej”. A Ĺźe to dwĂłr od dworu o czubate mile, Ĺźe okazji innej się nie znajduje, Ĺźe to i śniegi sypnęły na chłopa, więc dalej kuligiem. — Pachołkom Ĺźagwie płonące w garść, by raĹşniej było mościpanom po nocy i by wilkom wstręt od koni dawać i dalej… kuligiem na nieprzygotowanego… Szumnie z janczarami i brzękadłami u uprzęży z pieśnią… i pohukaniem radosnym.

– A dwĂłr sąsiedni śpi i okna na rygle zawarto, a tylko pieskie połajania od folwarku dochodzą. Więc by zbudzić śpiochĂłw, pali się z janczarek i bandolitĂłw na wiwat, aĹź dwĂłr rozbudzony na nogi stanie i oknami zabłyska. — A potem dalej, juĹź w liczniejszym gronie… jazda na sąsiada…

Dzisiejszy kulig, zachowany tradycją po niektórych dworach, niewiele ma wspólnego ze staropolskimi kuligami. Nie dość, że brak mu na barwistości i weselu, jest innym w trwaniu i organizacji.

Kuligi polskie XVII w. trwały nieraz tygodnie, a poczęty, gdzieś pod Sieradzem, na ziemię Podlaską się zapędzał, z wileńskich dworów wyjechawszy, na Podolu konie zawracał.

A co radości tam było przy spotkaniach, co par się skojarzyło i co za intrygi powstawały.

Dwory królewskie pieczołowicie kulig kultywują. Zakochany w swej szlachetnej sarmatczyźnie król Jan kuligi wspaniałe urządza, a jako laufrowie przy królewskich saniach biegną czarni niewolnicy z namiotu Mustafy zabrani, trzymając złote w ręku kagańce.

Nie zawsze chętnym okiem na te zabawy spogląda Jejmość krĂłlowa, bo sanie przez Jana prowadzone nie zawsze biegną na jej oczętach, zawijając niekiedy pod szlacheckie dwory, gdzie kraśniejsze białogłowy się chowają. A juĹź w czasie kuligu w Jaworowie, gdzie piękną kowalĂłwnę krĂłl zobaczy, to i dąsy powaĹźne powstaną. A liści to wszystkim wiadomo, Ĺźe Ĺźony zazdrosne… zdradzających mężów mają.

Więc dalej kuligiem !

JakĹźe inne były sławne kuligi w Łazienkach. — Jak białe figurki z porcelany, rzeĹşbione sanie, zajeĹźdĹźały przed pałacyk na wyspie, z trudem mieszcząc barwiste i wykrynolinowane kwiaty pań, w sobie. Przez park w świetle barwistych lampionĂłw iluminowany, do łachy wiślanej lodem pokrytej, a potem do Wilanowa… Ciszej juĹź i nie tak szumnie jak kiedyś, jeno w szeptach miłosnych pań i kawalerĂłw, jeno przy cichym gędzeniu wioli i arf, na ktĂłrych w czołowych saniach umieszczeni włoscy muzykanci rzępolą. — Sam krĂłl kulig- prowadzi u boku aktualnej miłostki, a u boku krĂłlewskiego łabędzia galopuje roześmiany i szczęśliwy Popi.

A później, gdy zwiędły srebrne róże Łazienkowskiego ogrodu, później odmieniły się i kuligi. — Nie tak barwiście już, szumnie i bogato, a były lata, gdy ich zupełnie poniechano.

Lata żałoby za Ojczyzną.

Dziś kulig żyje i dzwoni po białej śniegiem pokrytej Matce Ziemi.

Tam, gdzie nie zagradzają mu trasy biegu zachłannie rozrastające się miasta, gdzie lasów jeszcze staje i dróg dalekie przestrzenie się ciągną, gdzie w cieniu lip drzemią dwory, zajeżdża kulig rozdzwoniony.

A Ĺźydkowie, najęci z miasteczka, dudnią polonezem. GdzieĹź się podziały, te wspaniałe sanie z boginką-dziewicą, u dziobu płozĂłw. Podobno spłonęły razem z szeregiem bryk i starą wozownią, a tylko rzeĹşbiona Wenera, z ręką ułamaną, ponoć ocalała. — Siekierą odrąbał ją od sań karbowy, do chaty zaniĂłsł, a tam nad łóżkiem zawiesiwszy, a traktując jako „świętą”, wraz ze swą rodziną  długie modły do niej zanosił „o poprawę doli ludu roboczego”, ktĂłry doświadcza „swobodą”.

Feliks Dangel

As,  nr 34, 1935 r.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Bo liczy się człowiek

Myśląc o współczesnych trendach w ekonomii i gospodarce nie sposĂłb nie odnieść się do kwestii innowacyjności…  No cóş – wertując stare roczniki przedwojennego Asa natrafiłam na taki oto artykuł z 1935 r.  Jak się okazuje – i wĂłwczas społeczeństwo wraĹźliwe było na kwestie innowacyjności. Oto jak potraktowano temat.

 

Wynalazki Pana Popiołka

Dnia 27 marca 1935 r. woźny redakcyjny wręczył mi bilet, na którym wydrukowane były dwa słowa: „Alojzy Popiołek”. Spojrzałem na zegar. Była punkt jedynasta. Nie wiem, dlaczego pomyślałem sobie: to ważna godzina w moim życiu!

Wyszedłem do poczekalni, pod oknem stał niepokaźny człowieczek. Jego oczy błyszczały zagadkowo pod trzema parami okularów. Lękliwie zbliżyłem się do mego gościa.

– Czym mogę panu słuĹźyć? – panie ĹťuĹźelek?…

– Popiołek jestem- syknął człowieczek.

– Przepraszam – bąknąłem. Pan Popiołek szybkim ruchem chwycił mnie za rękę i wyszeptał:

– Tu jest zbyt niebezpiecznie… MoĹźe jest tu jakieś zaciszne miejsce, gdzie mĂłgłbym panu wszystko opowiedzieć. Po chwili byliśmy juĹź w gabinecie obok – zamknięci na klucz, zatrzask i Ĺźelazną sztabę…

Wspomniałem poprzednio, że pan Popiołek był malutkim człowieczkiem. Otóż, gdy znaleźliśmy się w gabinecie – wprost zamarłem z przerażenia. Pan Popiołek napęczniał, rozkręcił się i rozprostował. Teraz był olbrzymem.

– Na miłość boską, dlaczego pan tak urĂłsł? – jęknąłem.

– Szpiegują mnie szelmy. Teraz morduje się wynalazcĂłw… muszę więc zmieniać wzrost, gdy wychodzę na ulicę, aby mnie nie poznano. Ale mniejsza z tym. Przyszedłem z prośbą, o opublikowanie moich wynalazkĂłw…

Z kieszeni pana Popiołka zaczęły się wyłaniać tajemnicze przedmioty i maszyny. Po chwili było ich pełno na ziemi, na biurkach i krzesłach. Stałem zdumiony… Pan Popiołek triumfował…

****

Po godzinie przybył mój dobry znajomy inżynier i chemik – Charlie. Pan Popiołem zaznajomił go ze swymi wynalazkami. Inż. Charlie porobił na prędce szkice wynalazków.

– A teraz jedna prośba – rzekł pan Popiołek. – Gdy ogłosicie panowie moje wynalazki  jestem pewny, Ĺźe znajdą się ludzie, ktĂłrzy je sfinansują. Wynalazki te dadzą wielkie dochody. Musicie mi panowie obiecać, Ĺźe przyjmiecie połowę tych sum…

Staliśmy onieśmieleni i zaskoczeni tą propozycją. Tymczasem pan Popiołek malał i kurczył się, by przybrać swą początkową postać i opuścił naszą redakcję jako niepozorny człowieczek o trzech parach okularów. Chyba nie zdawało nam się, że cicho chichotał…

 

Bardzo poręczny przyrząd służący do posypywania piaskiem chodnika podczas gołoledzi. Ten, kto nie chce połamać nóg, powinien się zaopatrzyć w ten wielce praktyczny drobiazg.

Praktyczny nie brudzący się kołnierzyk.

Specjalny nóż – widelec dla jedzących nożem.

Oto jak można zaoszczędzić na węglu paląc w piecach gazem

Centralne ogrzewanie dla tych, którzy często wychodzą w zimie na ulicę.

Zawsze otwarte oczy dla urzędników zasypiających w biurze

Przyrząd do budzenia leniuchów.

Ołówek bez grafitu, którym nie można robić błędów ortograficznych.

Copyright by Popiołek – Charlie 1935.

____________________________________-

No właśnie – od 1935 r. minęło trochę czasu, wiele się na świecie w międzyczasie zmieniło, ale czy aby nasze wyobrażenia tak bardzo się zmieniły?

 

Wynalazcom nigdy nie jest łatwo.  Kiedy jednak sobie uświadomimy, jak wiele jest w naszym otoczeniu drobiazgĂłw, rzeczy, ktĂłre odmieniły nasze codzienne funkcjonowanie dzięki właśnie wizjonerom, dziwakom i  – mĂłwiąc oględnie – odmieńcom w wersji limitowanej, to przychodzi refleksja, Ĺźe świat zmieniają ci, ktĂłrzy szukają nowych rozwiązań dla starych zastosowań. Więc innowacyjność to nic innego, jak inne spojrzenie na przedmioty wokół nas, na pracę, ktĂłrą codziennie wykonujemy nieco inaczej.  MoĹźe  niekoniecznie prościej, ale efektywniej!

A jak się ma pomysłowość pana Popiołka do współczesności?

Czyż w zimie nie korzystamy z małych pługów do odśnieżania chodników i zasypywania solą lub piaskiem.

Swego czasu modne były odpinane kołnierzyki od koszul, które można było wymieniać. Ale, po co zmieniać kołnierzyki, jak mężczyźni kochają chodzić w dzianinach bez kołnierzyków i to jest trendy w modzie!

A czymże są, jak nie nożem i widelcem w jednym, noże do krabów zakończone dwoma zębami, łyżka do sałatek z końcówką widelca, wielofunkcyjne  noże survivalowe czy niezbędniki turystyczne

Dziś piece gazowe są na absolutnym topie przy centralnym ogrzewaniu biorąc pod uwagę wygodę i ekologię. Piece kaflowe niegdyś opalane węglem, nierzadko dziś zachowując starą stylistykę, mają w sobie nowe rozwiązania i na prąd i na gaz. A inny wynalazek: płyta ceramiczna na kuchenkę gazową. Rewelacyjne.

Okulary z otwartymi oczami – to nie tylko kwestia śmiesznego designu, bo tego nie brakuje. Widziałam takie z trupią czaszką. Robią wraĹźenie, ale… w wersji praktycznej przypomnę wynalazek kolorowych soczewek kontaktowych, w ktĂłrych tęczĂłwka oka nabiera ciekawych, wyrazistych kolorĂłw, czy gogle, w ktĂłrych moĹźna oglądać wirtualną rzeczywistość w trzech wymiarach, są prawdziwym hitem,  bo tworzą iluzję realnego świata,  wreszcie wszelkiego rodzaju okulary ochronne. A propo’s urzędnikĂłw maskujących, Ĺźe pracują w biurze – no cóş, na to nie ma mocnych –  to jest ciągle otwarte pole poszukiwań dla  innowacyjnych rozwiązań.

Przyrząd do budzenia leniuchów to jakże wygodny smartfon, telefon komórkowy czy elektroniczny zegarek – drobiazg – przyszło nazajutrz po wynalezieniu komputerów. Dziś, tak po prostu, radio włącza się samo – jak je nastawisz. Wygodne.

OłówkĂłw bez grafitu mamy dziś bez liku: pisaki, markery, cienkopisy, rapitografy. Czy da się nimi nie robić błędĂłw ortograficznych? Pewnie nie, ale poprawne pisanie z zachowaniem zasad ortografii z pewnością wspomagają współczesne edytory tekstĂłw, ktĂłre zaprogramowane na urządzeniach elektronicznych, podpowiadają piszącemu poprawne wyrazy i całe frazy… Tylko elektroniczne narzędzia do tłumaczeń ciągle wydają się być dalekie od ideału, ale sądzę, Ĺźe i tu nie będziemy stać w miejscu. Więc pomysły, by poprawić nasze codzienne funkcjonowanie – jeśli juĹź są – tylko z pozoru wydają się absurdalne i nie do zrobienia – a to być moĹźe jedynie kwestia czasu.

Czasami wydaje się, Ĺźe chyba juĹź wszystko zostało wymyślone, bowiem otacza nas taka mnogość rzeczy, na ktĂłre i tak w większości nie moĹźna sobie pozwolić, a jednak pomimo wszystko  kochamy nowinki i wynalazki. Fakt, nie kaĹźdy wynalazek kończy się sukcesem, ale kaĹźdy, ktĂłry chce ujrzeć światło dzienne, musi być poparty ciężką pracą. Więc jeśli podejdzie się do sprawy praktycznie, to pan Popiołek moĹźe być w kaĹźdym z nas. A tak na marginesie – czyĹź to nie jest wspaniałomyślnie, aby podarować połowę swoich przyszłych dochodĂłw tym, ktĂłrzy w nas uwierzą?

Zapisz

Zapisz