W hołdzie ofiarom antykomunistycznego podziemia

18 Września 2021 

Fragmenty byłego lotniska nieopodal Starego Grodkowa w powiecie brzeskim,  wąskie drogi gruntowe, betonowe płyty, większość terenu porośnięta drzewami i chaszczami. W głębi zadrzewionego terenu postawiono zrekonstruowany drewniany barak, ktĂłry ma symbolizować miejsce dokonanego tu mordu na Ĺźołnierzach podziemia niepodległościowego z II transportu oddziału Narodowych Sił Zbrojnych pod dowĂłdztwem  kpt. Henryka Flamego ps. “Bartek” przez UB  we wrześniu 1946 roku. Właśnie minęła  75 rocznica  dokonanej tu zbrodni. Na polanie z inicjatywy Instytutu Pamięci Narodowej  umieszczono ogromny monument w kształcie krzyĹźa kamiennego,  a pod nim symboliczne mogiły pomordowanych tutaj Ĺźołnierzy. 

Tę polanę, na ktĂłrej poszukiwacze – pasjonaci historii odnaleĹşli zdetonowane w wysokiej temperaturze łuski po nabojach, stopione aluminium, fragmenty spalonych desek, czy wreszcie elementy brytyjskiego wyposaĹźenia wojskowego – wskazała im kobieta, ktĂłra pamiętając czasy powojenne, kiedy tu zbierała grzyby,  iĹź uderzył ją specyficzny  trupi smrĂłd. Niestety, oficjalne śledztwo prokuratury i badania Instytutu Pamięci Narodowej  trwało wiele lat, długo z niesatysfakcjonującym skutkiem, jednak przyniosło badaczom spektakularny sukces – przy wykorzystaniu nowoczesnych technik  znaleĹşli odpowiedzi na wiele węzłowych pytań.  

To juĹź po raz kolejny  od 2016 r. gromadzą się na tej leśnej polanie na pozostałościach po byłym lotnisku  przedstawiciele władz państwowych, samorządowych, duchowieństwo, a takĹźe rodziny pomordowanych Ĺźołnierzy, grupy rekonstrukcyjne i wreszcie zwykli ludzie – patrioci, ktĂłrzy przybyli tu po to, by zapalić znicz i złoĹźyć kwiaty oddając hołd, by być po prostu razem podczas wspĂłlnej modlitwy za ofiary tej egzekucji dokonanej przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa komunistycznego aparatu władzy oraz sowieckich zwierzchnikĂłw. 

Trudno w tym miejscu obyć się bez patosu. Zginęli za wolną i niepodległą Polskę, broniąc wartości nadrzędnych.  Warto to miejsce odwiedzić nie tylko z okazji uroczystości rocznicowych. Warto wyobrazić sobie tą scenerię i okoliczności  tragicznych losów tamtego pokolenia, wówczas młodych ludzi, którzy stanęli przed wyborem trudnym, jakże powtarzającym się i wpisanym w dzieje polskiego państwa, dylemacie bić się czy nie bić o niepodległość. 

Były to już lata 80.,kiedy do opinii publicznej docierały strzępy wspomnień  byłych partyzantów niepodległościowego podziemia, jakieś pogłoski o zaginionych, których los nie był znany,  skrawki informacji o egzekucjach na żołnierzach, z którymi nie wiadomo co się stało. Rozpoczęło się trudne i żmudne dochodzenie do historycznej prawdy, co prawdą a co fikcją zmyśloną, odsiewanie fałszu, szukanie dowodów potwierdzających fakty, wreszcie wyścig z upływającym czasem, przełamywanie oporu instytucjonalnych barier i zwykłego ludzkiego strachu. Z wielkim trudem przedostawała się do opinii publicznej mozaika faktów, które trzeba było zweryfikować, potwierdzić i zrekonstruować w logiczną i spójną całość. 

Dopiero z tych fragmentów jak z rozsypanych puzzli rok po roku cały szereg ludzi angażowało się, by wydobyć na światło dzienne coraz więcej faktów, odtworzyć przebieg wypadków. Podjęto żmudne badania w oparciu o nowoczesne techniki, łącząc fakty. Tu nie było zwykłej rutyny, to bardziej sztuka detektywistyczna i intuicja poszukiwaczy pozwoliły, by  wydobyto na światło dzienne to, co miało zostać ściśle tajne. Zbrodnia prawie doskonała pozostaje tylko zagadką do jakiegoś czasu. 

Dzisiaj są już książki, materiały naukowe, opracowane i przebadane wykopaliska. Naukowcy pracują, prokuratorzy prowadzą śledztwa, dziennikarze piszą, poszukiwacze entuzjaści szukają artefaktów, które naukowcy opisują. Sztab ludzi nad tym pracuje z sercem i poświęceniem, determinacją i z poczuciem misji. Warto poszukać bogatej już literatury.  

Okazuje się, że temat jest ciągle żywy bolesny i tragiczny o przez to bardzo żywo dotykający świadomości zbiorowej.  

Jest to  historia, o  żołnierzach nie tylko bestialsko mordowanych,  ale i skazanych na zapomnienie i wieczną niepamięć. Walczyli z bronią w ręku  wtedy, kiedy wydawało im się, że sprawa niepodległej Polski nie jest przesądzona, bo tak dyktowało im wówczas sumienie, bo mieli wewnętrzny imperatyw, który kazał im podjąć nierówną walkę skazaną  na przegraną w obronie własnego prawa do życia w wolnym kraju, prawa do ojcowizny, prawa do wolności.

Żołnierze, którzy w 1947 roku decydowali się na walkę  zawierzyli jedynie Bogu mając nadzieję, że podejmowane przez nich wysiłki będą miały głęboki sens i nie pozostaną daremnymi. 

Dlaczego porusza nas ta historia tak do głębi, dlaczego tak wielu ludzi angażuje się w odkrycie prawdy zrekonstruowanie przebiegu wydarzeń, odnalezienie szczątków, zrozumienie, co się stało, jak się stało? Czy tylko chodzi o to, żeby rozliczyć dawne krzywdy,  żeby zrozumieć tamtą rzeczywistość, czy może chodzi o to, że musimy zrozumieć naszą teraźniejszość, w której żyjemy i to, co mamy zostawić następnemu pokoleniu. 

Historia zgrupowania partyzanckiego pod dowĂłdztwem “Bartka” buduje  zbiorową toĹźsamość. Wielu ludzi uzmysłowiło sobie, Ĺźe właśnie tu na OpolszczyĹşnie wydarzyło się coś, co ma wpływ na naszą świadomość.  Pozostałych przy Ĺźyciu zepchnięto na margines społeczny,  zacierano wszelkie ślady,  likwidowano ludzi. Jednak część historii, o ktĂłrej nikt nie powinien był się dowiedzieć, daje się odtworzyć…

 

Bibliografia

Greniuch Tomasz: Chrystus za nas, my za Chrystusa. Historia Zgrupowania Oddziałów Leśnych pod dowĂłdztwem kpt. H. Flamego “Bartka”,  KrakĂłw 2018 r.

Greniuch Tomasz: Groźni. Ostatni żołnierze. Pierwsi zdrajcy. Kraków 2019 r.

Greniuch T.: Śmiertelni. Historia oparta na faktach. Kraków 2017 r.

Suchorowska Danuta: Najdłużej stawiali zbrojny opór, Kraków 1993 r.

Maciej T. Nowak: Operacja “Lawina” Opole 2021 r.

Siembieda Maciej: Podwieczorek oprawcĂłw, Warszawa 2003 r.

 

Opór społeczny wobec reżimu

W rocznicę wypadków majowych 1966 r. w Brzegu

Kiedy 26 maja 1966 r. księża katoliccy  wbrew nakazom komunistycznych władz  nie wynieśli swoich rzeczy z budynku, w którym dotąd mieszkali, z tzw. wikarówki, na Placu Zamkowym w Brzegu, ówczesne władze partyjne komunistycznego reżimu postanowiły wykwaterować ich siłą  i zademonstrować swoją władzę wobec lokalnej społeczności. Spodziewano się oporu społecznego wobec akcji  szykanowania księży katolickich. Władza postawiła na pokaz siły i konfrontację. Wobec ponad 3 tysięcy zgromadzonych wiernych, którzy na dźwięk dzwonu przybyli przed wikarówkę, pod kościołem Podwyższenia Krzyża Świętego dowództwo Zmechanizowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej zdecydowało o użyciu gazów łzawiących i przemocy fizycznej w postaci bicia pałkami  do rozproszenia zgromadzonych wiernych. Wierni, którzy ufnie gromadzili się przy świątyni z okazji Dnia Matki na modlitwie nie brali pod uwagę, że władza bądź co bądź przecież polska  użyje środków przemocy wobec własnego społeczeństwa. Pomimo faktu, że w tłumie były dzieci, kobiety i starsi, bo społeczeństwo Brzegu nie spodziewało się otwartej agresji ze strony komunistycznej władzy, jednak doszło do pobić, ulicznych zamieszek, walk i aresztowań oraz późniejszych szykan.

Przeszło 40 lat później po raz pierwszy 10 i 11 czerwca w 2006 r. brzeżanie obchodzili szczególnie uroczyście rocznicę tamtej otwartej demonstracji przywiązania społeczeństwa do kościoła katolickiego i oporu społecznego wobec komunistów upamiętniając oficjalnie tamte tragiczne wydarzenia.

W 10 i 11 czerwca 2006 r. uroczystości kościelne poprzedziła pierwsza konferencja naukowa poświęcona wydarzeniom brzeskim z 26 maja 1966 roku w kontekście: opozycja – kościół – komunistyczna bezpieka. Konferencję zorganizował wrocławski oddział Instytutu Pamięci Narodowej.

Mieszkańcy Brzegu mogli poznać nieznane lub mało znane fakty na zorganizowanej wĂłwczas wystawie pt.: Nieznane karty historii miasta – Brzeg w tajnych dokumentach komunistycznej bezpieki 1945-1966 i obejrzeć premierowy pokaz filmu dokumentalnego o tamtych wydarzeniach przygotowywanego wspĂłlnie przez Andrzeja Baworowskiego reĹźysera i producenta telewizyjnego z Wrocławia i brzeskiego historyka Janusza Jakubowa, autora wydanej takĹźe z tej okazji książki: “Pacyfikacja wystąpień w obronie Kościoła w Brzegu 25 -26 maja 1966 roku”.

W tamtą czerwcową niedzielę uroczystej Mszy Świętej przewodniczył Ăłwczesny kardynał Henryk Gulbinowicz z archidiecezji wrocławskiej, kazanie wygłosił jeden z najaktywniejszych w kryzysowych wydarzeniach księży – Kazimierz Nawrotek. Przybyli takĹźe pozostali wikarzy. W czasie tamtego spotkania Ăłwczesny ks. proboszcz parafii PodwyĹźszenia KrzyĹźa Świętego Bolesław Robaczek mĂłwił:

Cieszę się bardzo, że w Brzegu narodziła się taka inicjatywa nawiązania do wydarzeń brzeskich, mało znanego wydarzenia z historii Polski, ale jednocześnie bardzo ważnego. Trudno by było o tym mówić, gdyby nie materiały uzyskane w Instytucie Pamięci Narodowej. Najważniejsze w tego typu spotkaniach jest połączenie materiałów archiwalnych z lokalną inicjatywą. Było tu tak wiele osób starszych pamiętających tamte wydatrzenia sprzed 40 lat, ale jednocześnie młodych ludzi.

To budzi nadzieję na to, że edukacja historyczna młodego pokolenia będzie przebiegała już we właściwym kierunku. Oczywiście dużą rolę do odegrania mają nauczyciele historycy – mówił do licznie zgromadzonych brzeżan w brzeskim zamku naczelnik Biura Edukacji Publicznejj IPN we Wrocławiu dr Krzysztof Szwagrzyk.

 

Brzeskie wydarzenia

Przypomnijmy: Do przymusowego wykwaterowania i przeprowadzki wikarych: Stanisława Bieni, Kazimierza Nawrotka, Tadeusza GadĹźały i Witolda Sidora – Pidorskiego władze partyjne obawiały się uĹźyć lokalnych sił MO, aby nie zaogniać napiętej w mieście od miesiąca atmosfery. Do akcji władze partyjne wykorzystały aktyw robotniczy z Opola.

Tamtego dnia 26 maja księża wcześniej przeszli do kościoła. Aktywiści partyjni, którzy się pojawili w budynku wyrzucali tylko ich rzeczy i meble, a wikarówka przy placu Zamkowym 2 została odgrodzona płotem. Wypędzeni z budynku kapłani mieli teraz zamieszkać z proboszczem na plebanii przy placu Zamkowym 10, po drugiej stronie ulicy naprzeciw kościoła.

W budynku wikarówki, poza salką do nauki religii mieszkało 5 księży, organista i dwie inne rodziny. Wszyscy dostali nakaz opuszczenia budynku już 25 kwietnia 1966 roku. Jednocześnie dano lokale zastępcze, ale księża mieli przenieść się do budynku plebanii. W imieniu wikarych odwoływał się od tej decyzji ks Kazimierz Nawrotek, który prowadził rozmowy z władzami. Jednak te zakończyły się fiaskiem.

Kolektyw d/s kleru przy Komitecie Wojewódzkim PZPR w Opolu, na posiedzeniu wyjazdowym w Brzegu podjął decyzję o egzekucji i 17 maja została ona wręczona wszystkim lokatorom wikarówki. Decyzję przekazano także ks. dziekanowi Kazimierzowi Makarskiemu.

Oba budynki były własnością rządu ale zostały oddane do użytkowania kościołowi, który przed wojną nie posiadał na tym terenie nieruchomości.

Po przeniesieniu księży władze w wikarówce zrobiły przychodnię.

Kościól zajmując opuszczone przez Niemców świątynie, kaplice i budynki kościelne występował jako prawny właściciel tych nieruchomości i od 1945 r nikt tego prawa nie kwestionował. W wykazie nieruchomości należącym do brzeskiej parafii sporządzonym w 1949 r. znajdują się m.in. budynki umieszczone na pl. Zamkowym 2, 4 i 10 w Brzegu.

Jednak 23 kwietnia 1959 roku Minister Gospodarki Komunalnej wydał okólnik, w którym wszystkie nieruchomości kościelne na Ziemiach Zachodnich ogłoszono mieniem poniemieckim i uznane zostały jako własność państwa. Państwo podważylo w ten sposób materialne podstawy bytu kościoła polskiego na Ziemiach Odzyskanych. Już w kwietniu 1966 roku wydział kwaterunkowy wydał nakaz opuszczenia budynku przy kaplicy Św. Jadwigi do 25 maja. Tydzien przed wyczuwało się w mieście napięcie. Okolice kościoła patrolowała milicja, a domu wikarych strzegły straże społeczne wybrane spośród parafian.

Przygotowując się do gwałtownych rozstrzygnieć uchwałą wojewódzkiej Rady Narodowej w Opolu na terenie całego województwa został wprowadzony tryb przyspieszonego postępowania przed kolegiami do spraw wykroczeń.

Do ich sprowokowania posłużyły władzom żadania grupy brzeżan z 10 maja 1965 roku, którzy domagali się usytuowania w śródmieściu przychodni rejonowej, władzom wydawalo się, że najlepiej pasuje na ten obiekt wikarówka, przylegajaca do Kaplicy św. Jadwigi w pobliżu kościoła. Cala akcja była najprawdopodobniej prowokacją.

Czarny czwartek

To był dzień matki. Mieszkańcy Brzegu stanęli w obronie represjonowanych kapłanów.

O godz. 6.15 – jak wspominał ks. Kazimierz Nawrotek Ăłwczesny wikariusz w parafii PodwyĹźszenia KrzyĹźa Świętego – było odsłonięcie obrazu Matki Boskiej. Ksiądz Stanisław Bienia, ktĂłry odprawiał Mszę Św. pobiegł na dzwonnicę. Na gĂłrze było kilka kobiet. Byli teĹź esbecy. Jeden z nich kopnął kobietę – p. Korzeniowską w klatkę piersiową i połamał jej Ĺźebra – wspominała świadek zdarzeń Anna Kalusińska.

W czwartek 26 maja doszło do rozruchów, które rano objęły plac Zamkowy w okolicach wikarówki i kościoła Podwyższenia Krzyża Śwętego, a po południu przeniosły się w inne rejony miasta.

– Ja, podobnie jak wielu innych brzeĹźan, zostałem spałowany na ul. Zamkowej. Pamiętam teĹź, Ĺźe karetki, wozy straĹźackie i samochody milicyjne miały zaklejone tablice rejestracje – wspominał wypadki majowe śp. Jan Milun brzeĹźanin, emigrant mieszkajacy w Bostonie (USA).

–

Tymczasem lokalne władze partyjne organizowały w miejscowych zakładach pracy masĂłwki potępiajace wydarzenia. Jednak nie wszyscy robotnicy reagowali po myśli władz i tak np. w “Olejarni” wznoszono okrzyki antykomunistyczne i zaintonowano pieśni religijne, a w Fabryce SiewnikĂłw (dzisiaj) Agromecie działacze zakładowej organizacji PZPR musieli uciekać przed wyrzuconym przez robotnikĂłw w ich kierunku gradem podkładek i metalowych nakrętek – wspomina wĂłwczas pracownik biura konstrukcyjnego w fabryce Zbigniew Oliwa.

Tymczasem sztab dowodzący akcją z Komitetu Miejskiego PZPR poza pacyfikacją dokonaną przez ZOMO rozmieścił na terenie brzeskich zakładów agenturę, a w punktach handlowych pracowników operacyjnych SB, aby uspokoić atmosferę.

Pomimo to w godzinach popołudniowych doszło do walk demnostrantów z ZOMO aż w siedmiu punktach miasta. Na ul. Polskiej zostal zniszczony radiowóz.

Kiedy ludzie wychodzili z kościoła wieczorem po naboĹźeństwie majowym, plac był obstawiony przez milicję. W pewnym momencie doszło do eskalacji – funkcjonariusze wyciągnęli ze stojącego tłumu dwĂłch młodych ludzi, bili ich i siłą zaciągnęli do milicyjnego wozu.

Młodzież zbulwersowana brutalnym działaniem MO rozpoczęła regularną bitwę z siłami porządkowymi. W odpowiedzi na milicyjne petardy z bruku były wyrywane bazaltowe “brukówki”, które leciały w stronę kolumny. Milicjanci się pochowali pod samochodami. Wezwali posiłki, ale rozruchy przeniosły się na pobliskie ulice Oławską i Rataje.

Następnego dnia na murach pojawiły się napisy: Komuniści i milicja ręce precz od Kościoła. Napięta atmosfera trwała jeszcze przez tydzień, a przez kilka dni miasto było kompletnie zagazowane wspominają świadkowie zdarzeń.

Zdaniem Stanisława Bogaczewicza, historyka z wrocławskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej specjalizujacego się w sprawach Kościoła na Dolnym Śląsku, decyzje zapadały na szczeblu komitetĂłw wojewĂłdzkich PZPR i w przypadku Brzegu odpowiedzialność za pacyfikacje ponosiły władze Ăłwczesnego komitetu wojewĂłdzkiego PZPR w Opolu. Znając strukturę działania i walki z Kościołem w okresie lat 60-tych odpowiedzialność niewątpliwie spada na te organa decyzyjne. To właśnie w komitetach wojewĂłdzkich zapadały wszelkie wiążące decyzje. Najpierw wytyczne wychodziły z komitetĂłw wojewĂłdzkich a potem trafiały do słuĹźby bezpieczeństwa. MoĹźna tutaj mĂłwić o koordynacji działań z SB – dodaje S. Bogaczewicz. Poza tym wiadomo, Ĺźe funkcjonariusze

Służby Bezpieczeństwa zdobywali materiały, które później tworzyły procedury. To było sprzężenie zwrotne. Nie wykluczone, że w przypadku Brzegu ze względu na rozmiar rozruchów takie decyje mogły zapadać w Warszawie.

Do tłumienia rozruchów lokalne władze ściągnęły Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej z Wrocławia, Opola i Katowic ok. 700 funkcjonariuszy. Jak się później miało okazać była to jedna z największych akcji ZOMO w kraju między 1956 a 1968 rokiem.

W czasie zajść ulicznych w maju wielu uczestników wydarzeń w tym kobiet i dzieci, w tym zupełnie przypadkowych mieszkańców zostało dotkliwie pobitych. Milicja zatrzymała ponad 300 osób. Sześćdziesiąt spośród nich stanęło przed kolegiami do spraw wykroczeń, niektórzy przed sądem. Zapadły wyroki kilkuletniego więzienia. Odpowiedzialni za tej zajścia funkcjonariusze nie ponieśli do dzisiaj żadnej kary. Pobici przez milicję i ORMO próbowali dochodzić swych praw nawet u władz najwyższych. Nikt jednak żadnej odpowiedzi nie otrzymał, za to przez wiele jeszcze lat trwały szykany i represje wobec uczestników zdarzeń. Odpowiedzialni za te zajścia partyjni funkcjonariusze z Opola i Warszawy nie ponieśli do dzisiaj żadnej odpowiedzialności.

Wiktor Krzewicki

O wydarzeniach brzeskich pisaliśmy na łamach Kuriera Brzeskiego w 2006 r. Zdjęcia pochodzą z tamtej pierwszej uroczystości.

Nasze obyczaje i tradycje

Wielki Post

 

Wielkanoc poprzedza okres Wielkiego Postu. Warto przypomnieć choćby tylko kilka starych zwyczajów związanych ze staropolskim, ludowym i mieszczańskim obyczajem.

Wielki Post trwa sześć i pół tygodnia. Zaczyna się w Środę Popielcową, ktĂłra wprowadzała wiernych w czas pokuty i Ĺźalu za grzechy – zwłaszcza po hucznym i rozpustnym karnawale. Zabawę ostatkową przerywano o północy kończąc poczęstunkiem ze śledzia i Ĺźurku. Potrawy ze śledziami i Ĺźur to tradycyjne postne potrawy, ktĂłre do dziś  powszechnie obowiązują. Posypywanie popiołem głowy w Środę Popielcową jest wyrazem pokory i refleksji, Ĺźe „prochem jesteś i w proch się obrĂłcisz”. Popiół wykorzystuje się ze spalonych ubiegłorocznych palm. Popiołu niegdyś uĹźywano takĹźe do ługowania – prania i wybielania lnianych tkanin jako Ĺźe wiązano go z oczyszczaniem. Postu starano się niegdyś jednak przestrzegać, a w kaĹźdym razie ograniczyć spoĹźywanie posiłkĂłw z dietą bezmięsną. Ĺťe nie było łatwo, a psoty się zawsze trzymały opowiadają o tym stare zbiory opracowań.

Tradycja chrześcijańska i katolicka odwołuje się do 40 dni, które pościli prorocy, a sam Pan Jezus udał się na pustynię, gdzie przebywał 40 dni żyjąc w poście między dzikimi zwierzętami.

Po okresie Wielkiego Postu wchodzimy w Wielki Tydzień, który zaczyna się Niedzielą Palmową. W Polsce palmami ochrzczono rózgi wierzbowe, gałązki bukszpanu, malin lub porzeczek. Palmy robiono z małych papierowych kwiatków, barwionego mchu, suszonych ziół i piórek. Był zwyczaj, że tymi rózgami po ich poświęceniu bijało się domowników, zwierzęta i sprzęty wołając: „Nie ja biję, palma bije, bo za tydzień, wielki dzień”, co miało chronić od złego. Gałązki palmy zatykano za obrazy świętych w domu, by chroniły przed zarazą, piorunami i wszelkim złem. Dlaczego połykano przy tym wierzbowe „Kotki”? Gdyż w medycynie ludowej stosowano je dla celów profilaktycznych, by zwiększyć odporność. Wierzba ma działanie lecznicze.

Okres przed Wielkanocą, to okres generalnych porządków. Wymiatano i pozbywano się starych śmieci.

Bogata liturgia Kościoła w czasie Wielkiego Tygodnia skierowana jest na przeżycie i doświadczenie istoty chrześcijaństwa – przyjęcie przez wierzących dzieła Zbawienia przez Jezusa Chrystusa i posłannictwo ewangelizacyjne. „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. W wielu świątyniach wystawiano widowiska misteryjne – jak np. w Kalwarii Zebrzydowskiej. Były dawniej praktykowane zbiorowe pokuty, jak np. biczowanie na gołe plecy rzemieniami czy powrozami.

Tradycja odprawiania ciemnej jutrzni nieco przygasła ale ma swoją głęboką symbolikę – zapadała ciemność, wygaszano światła, milkły dzwony. Odzywały się jedynie drewniane kołatki. Kiedy odprawiane jest misterium Męki Pańskiej uderzenia brewiarzem w ławkę symbolizuje grzmoty, jakie rozlegały się przy śmierci Jezusa na KrzyĹźu.  Gaszenie świec podkreśla moment, kiedy Jezus zostaje złoĹźony do Grobu. To elementy naboĹźeństwa przed świtem zmartwychwstania.

Nie sposĂłb zapomnieć ludowego zwyczaju palenia Judasza. W nocy Wielkiego Czwartku ubierano słomianą kukłę przytwierdzano do niej 30 szkiełek jako 30 srebrnikĂłw i  wykonywano karę na zdrajcy. Tak więc  włóczono i palono słomianą kukłę. Zwyczaj juĹź nie praktykowany, jednak często wspominany.    Problem obecnej zdrady był częścią Ĺźycia narodowego, stąd ten obyczaj był niejako rodzajem samoobrony wiejskiej społeczności, ktĂłra była naturalnym schronieniem dla “swoich”, ktĂłrzy walczyli z okupantem.

W Wielki Piątek przygotowuje się Grób Pański, przy którym wierni powinni czuwać aż do Zmartwychwstania. Kiedyś był zwyczaj, że nawiedzenie Grobu Pańskiego wiązało się z wielkim kwestowaniem na biednych. Dziś pozostał zwyczaj składania jałmużny, która obok postu i modlitwy jest warunkiem odpuszczenia win.

Ponadto Groby Pańskie w naszym kraju mają długą tradycję związaną z wyrażaniem uczuć patriotycznych, z dramatycznymi losami narodu, zawierzenia i ufności w zbawczą moc Męki i Śmierci Pana Jezusa.

W czasie nabożeństwa w Wielką Sobotę, kiedy gasną wszystkie światła i świece, gaśnie stary ogień. Nowy ogień  krzesi się z kamienia w ognisko; dawniej rozpalano go na cmentarzu przykościelnym, a rozniecano cierniami z grobów – co miało dodatkowo symbolikę, bo były to przecież liczne mogiły przodków  lub bliskich, którzy ginęli z rąk zaborców.  Ciernie kojarzono z męczeństwem Ojczyzny i najlepszych jej synów. Były też zapowiedzią rychłego Zmartwychwstania.

Od tego ognia ksiądz zapala świecę Paschał, a od niego wierni zapalają własne świece, by zanieść nowy ogień do domów.   Świece poświęcone towarzyszą w życiu codziennym; jak braknie prądu, w niepogodę, chronią od pioruna i towarzyszą śmierci, modlitwie i żałobie.

Święci się takĹźe wodę, ktĂłra będzie uĹźywana nie tylko do chrztu, ale takĹźe na co dzień. Mieliśmy zwyczaj zawieszania małych pojemniczkĂłw ze święconą wodą przy drzwiach wejściowych, by wchodząc do domu przeĹźegnać się i pozdrowić słowami: “Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”.  Zwyczaj święcenia szczegĂłlnych uroczystości, ludzi, miejsc i rzeczy związanych z ludzką pracą. Święcono dom i gospodarstwo, warsztat pracy, narzędzia, by słuĹźyło dobru, a nie złu.

Przed wieczorną liturgią w Wielka Sobotę święcimy pokarmy. Z koszyczkami ustrojonymi w białe serwetki wierni niosą do kościoła pokarmy, które każde ma swoją symbolikę i znaczenie: baranka wielkanocnego z ciasta lub cukru, jajka na twardo, chleb i sól, kiełbasę i ciasto.

Zwyczaj poszczenia do czasu poświęcenia pokarmów jest bardzo zakorzeniony, jednak są wierni, którzy praktykują post aż do zakończenia rezurekcji. Po powrocie do domu rozpoczyna się biesiadowanie, długo oczekiwane obżarstwo. Bo tradycja nakazuje jeść do syta, smacznie i niekoniecznie zdrowo.

 

 

Oto wycinek z prasy przedwojennej – Ilustrowany Magazyn Tygodniowy “AS” 1937 r.

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych

Brzeg – 28 lutego 2021 uroczystości poświęcone sierż. Janowi Sabinowi ps. «Wiewiórka» (odsłonięcie tablicy, msza św., odznaczenie sierż. Jana Sabina Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski –odznaczenie przyjmie w imieniu śp. sierż. Jana Sabina córka oraz wnuk, pokaz premierowy filmu dokumentalnego o Janie Sabinie zrealizowanego przez TVP 3 Opole. Patronat honorowy: Wojewoda Opolski, Burmistrz Brzegu, Dyrektor Oddziału IPN we Wrocławiu, Dowódca 1. Pułku Saperów im. Tadeusza Kościuszki

 

Jan Sabin

został zwolniony w sylwestra 1967 r. z Zakładu Karnego w Brzegu. W tym czasie był juĹź schorowanym człowiekiem. Miał 41 lat i nikogo bliskiego w Polsce. Cała rodzina pozostała na WileńszczyĹşnie. Kresowiak z rodowodem “bandyty” – jak go określała SłuĹźba Bezpieczeństwa. Postanowił pozostać w Brzegu. Zamieszkał przy ul. Szkolnej, dostał zatrudnienie w Fabryce SiewnikĂłw “Agromet”. Szczęśliwie załoĹźył rodzinę i na świat przyszła cĂłrka.

W latach siedemdziesiątych starał się wyjechać wreszcie do rodziny na Wileńszczyźnie. Wielu Kresowiaków w tamtym czasie miało możliwość odwiedzania swoich bliskich na terenie ZSRR. Lecz w jego przypadku wszelkie starania pozostawały bez echa. Na skutek wyroku kary śmierci, jaki wydał na niego Wojskowy Sąd Rejonowy w Białymstoku w 1954 r., został pozbawiony praw publicznych, obywatelskich praw honorowych i całego mienia przepadłego na skarb państwa.

Jednak Opatrzność BoĹźa czuwała nad nim. Na skutek interwencji obrońcy Rada Państwa, korzystając z prawa łaski, zamieniła  karę śmierci na karę doĹźywotniego więzienia. W grudniu 1954 r. trafił do Zakładu Karnego we Wronkach. W marcu 1956 r. trafił do Zakładu Karnego w Strzelcach Opolskich. Polityczna “odwilĹź” przyniosła amnestię dla więzionych. Prokuratura Powiatowa w Strzelcach Opolskich na mocy amnestii wnioskowała o złagodzenie wyroku  skracając go do 12 lat więzienia, ale Sąd WojewĂłdzki w Białymstoku orzekł karę  15 lat bezwzględnego więzienia.   Więzienie nie było łatwe. Był wielokrotnie karany lecz nie dbał o dobrą opinię. On wiedział, Ĺźe nie ma co liczyć na przedterminowe zwolnienie. Tęsknił za rodziną. Wreszcie w 1965 r. trafił do szpitala więziennego w Łodzi. Nowy Rok 1968 r. spędził  na wolności.

Droga bojowa

Od kwietnia 1945 r do grudnia 1952 r. był żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych.

Jan Sabin rocznik 1926 – urodzony w Wilkiszkach w powiecie trockim w wojewĂłdztwie Wileńskim  II Rzeczypospolitej. Do 1944 r. przebywał przy rodzicach, ktĂłrzy prowadzili 8 hektarowe gospodarstwo rolne. Kiedy wkroczyła Armia Czerwona miał 18 lat. Został wcielony do 8 Dywizji Piechoty II Armii Wojska Polskiego. RekrutĂłw wysłano najpierw na przeszkolenie do ZSRR, a potem przewieziono ich do Polski pod Siedlcami, gdzie mieli trafić na front. Jesienią 1944 r. wraz z trĂłjką innych Ĺźołnierzy zdezerterował z wojska. Na wiosnę 1945 r.  trafił do siatki Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Por. Władysław Awramienko “Gwiazda” odebrał od Jana Sabina przysięgę na wierność NZW i nadał mu pseudonim “WiewiĂłrka”.

WkrĂłtce doszło do bitwy  oddziału partyzantĂłw stacjonujących w Bodakach. 17 maja 1945r. partyzanci zostali zaatakowani przez 2 batalion 267. Pułku Strzeleckiego Wojsk Wewnętrznych NKWD. W wyniku bitwy z udziałem artylerii i samolotĂłw zwiadowczych oddział NZW “Drzymały” został rozbity. “WiewiĂłrce”  udało się przedrzeć przez kordon NKWD, potem pod dowĂłdztwem ppr. “Kruka” brał udział w akcji na Brańsk, podczas  ktĂłrej rozbrojono posterunek MO. Potem był Ĺźołnierzem patrolu Pogotowia Akcja Specjalna  Komendy Okręgu NZW, a takĹźe Patrolu 3. Wileńskiej Brygady AK-WiN.

Z czasem zagęszczenie sił NKWD było tak duĹźe, Ĺźe od marca 1950 r. partyzanci kwaterowali pod gołym niebem w lasach, na co dzień zmieniali miejsce pobytu. Wielkanoc 1950 r. postanowili spędzić w lesie nie korzystając z zaproszenia na kwatery we wsi. 7 kwietnia w Wielki Piątek w lesie pod wsią Toczyski koło Jabłonny oddział ppor. “Brzaska” został otoczony przez dwa bataliony KBW – 600 Ĺźołnierzy oraz funkcjonariuszy UBP i MO. Plutonowy Sabin wyrwał się z obławy. Latem 1950 r. Sabin podporządkował się byłemu dowĂłdcy NZW, ktĂłry mianował go do stopnia sierĹźanta. Do walk z UB, KBW i MO dochodziło  w wyniku samoobrony. Starcia były następstwem zaskoczenia przez przeciwnika.

Trwali w terenie z bronią w ręku oczekując konfliktu zbrojnego ZSRR z państwami zachodnimi. MO skutecznie deptała już im po piętach. Kwaterowali w bunkrze w stodole na wsi. Kiedy przyszedł patrol Milicji Obywatelskiej, partyzanci ostrzelali ich i wycofali się do lasu. Za nimi ruszyła grupa operacyjna KBW. Jednak bez skutku. Na wiosnę 1952 r. dowódca rozproszył partyzantów w terenie. Przetrwali tak do Bożego Narodzenia, które spędzili razem w oborze u gospodarza w Chechłowie. Podzielił się on z nimi prowiantem. W drugi dzień świąt rozdzielili się i rozeszli. Jednak Jan Sabin postanowił wrócić do gospodarza, by mu zapłacić za kwaterę. Dostał  pieniądze od dowódcy.  30 grudnia 1952 r. bezpieka namierzyła kwaterę sierż. Sabina, a w sylwestra postanowili go ująć. Przy zatrzymaniu ciężko ranił oficera UB. Odebrano mu książeczkę do nabożeństwa, orzełek z koroną, medalik z wizerunkiem św. Antoniego z Padwy, spisane wiersze, modlitwy, piosenki partyzanckie oraz wykaz agentów przeznaczonych do likwidacji.

w Brzegu

Kiedy Jan Sabin wyszedł po 15 latach więzienia na wolność  za swoją działalność w oddziałach partyzanckich, nie był starym człowiekiem,  nie miał juĹź jednak zdrowia,  a choć ochrzczono go mianem “bandyty”, to jednak ducha nie stracił. Pozostał sobą niezłomny w swoich przekonaniach i słuĹźbie OjczyĹşnie. NaleĹźał do “Solidarności” w swoim zakładzie pracy w “Agromecie”. MoĹźe właśnie dzięki jego postawie brzeska  robotnicza “Solidarność” z fabryki siewnikĂłw nadała charakter patriotyczny miastu i przełomu lat dziewięćdziesiątych.   20 marca 1990 r. został członkiem Solidarności Polskich KombatantĂłw. Pan BĂłg zabrał go na wieczną wartę 10 maja 1991 r.

O jego działalności partyzanckiej jako żołnierza niezłomnego walczącego z komunistycznym aparatem władzy w Polsce niewiele osób wiedziało. Za to aparat bezpieczeństwa o nim nie zapomniał. Jest pochowany na cmentarzu komunalnym w Brzegu przy ul. Starobrzeskiej.  Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie w 1995 r. stwierdził nieważność wyroku wydanego wobec Jana Sabina z 1954 r.

ĹşrĂłdło: Tomasz Greniuch: Jan Sabin ps. WiewiĂłrka” 1926-1991, IPN Opole 2021 r.

Tablica pamiątkowa poświęcona jego imieniu zostanie postawiona na terenie Klubu Garnizonowego w Brzegu. Tam też będzie można zapalić znicz i uczcić chwilą milczenia i modlitwą. Można wziąć udział w Akcji organizowanej przez Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce i przesłać fotografię z upamiętnienia.

 

 

Kwiaty dla bohaterĂłw

W Wigilię 24 .12.2020 Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej wspólnie ze Światowym Związkiem Żołnierzy Armii Krajowej Kołem w Brzegu włączyły się w ogólnopolska akcję z inicjatywy premiera Mateusza Morawieckiego, dotyczącą upamiętnienia bohaterskich działaczy Solidarności i Solidarności Walczącej.
Z Brzegu zostali upamiętnieni działacze Solidarności represjonowani w stanie wojennym: śp. Stefania Stawarz, Franciszek Kotecki, Zbigniew Hryciuk i Edward Jędryszczak. Na ich grobach zostały zapalone znicze i złożone wiązanki biało-czerwonych kwiatów od premiera Rzeczypospolitej.
Ogólnopolska akcja upamiętnienia bohaterów Solidarności i Solidarności Walczącej przebiegała pod patronatem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Przemysław Stojakowski, uchodźca Armii Andersa

Biografia Przemysława Stojakowskiego to opowieść o losach polskiego dziecka zesłanego do Kazachstanu, uchodźcy Armii Andersa i działacza polonijnego, który przez całe życie pielęgnował pamięć o ojczyźnie.   Jego życiorys to świadectwo niezłomności i patriotyzmu.

Biografia niezwykłego świadka historii

Przemysław Jan Stojakowski urodził się 15 września 1934 roku w Brzeżanach w województwie tarnopolskim. Ojciec  był zawodowym oficerem i  w stopniu porucznika służył w 51 pułku piechoty w Brzeżanach. Matka  Zofia Stojakowska była nauczycielką i uczyła w wiejskiej szkole we wsi Helenków.

Gdy wybuchła wojna w 1939 roku ojciec poszedł na front w składzie 12 Kresowej Dywizji Piechoty. Po klęsce wrześniowej ojciec przedarł się  do Rumunii, a stamtąd do Francji, do nowo tworzącej się Armii Polskiej pod rozkazami gen. Władysława Sikorskiego.

Przemek był małym chłopcem, miał  5 lat, kiedy wraz z matką  w kwietniu 1940 został wywieziony przez Sowietów w głąb Kazachstanu. Po kilkudniowej podróży w bydlęcych wagonach zostali przywiezieni  do miasta Temir w Kazachstanie. Tam wspólnie z innymi Polakami  pracowali na roli. W Temirze  był nieco ponad rok od 1940 roku do czerwca 1941.

W czerwcu 1941, gdy Hitler zaatakował Rosję, wszyscy Polacy zostali ponownie aresztowani i  wywiezieni jeszcze dalej w głąb Kazachstanu, czy porozrzucani po różnych zakątkach Związku Sowieckiego.

– Nasza mała grupa PolakĂłw,  a byli teş  z nami i Ukraińcy, zostaliśmy przewiezieni do kołchozu im. 1 Maja. Tam ponownie wszyscy Polacy wraz z Ukraińcami i Rosjanami zostali wypędzeni do ciężkiej pracy na roli. – wspominał P. Stojakowski.

We wrześniu 1941 rok przyjechał do kołchozu jakiś wyższy oficer NKWD i ogłosił  amnestię. Byliśmy wolni i mogliśmy jechać tam, gdzie kto chciał. Dzięki przedsiębiorczości mojej mamy, udało się nam uciec z tego kołchozu i tymczasowo zamieszkaliśmy w miasteczku Subar-Kuduk, także w Kazachstanie skąd wyjechaliśmy do Uzbekistanu do Jangi Jul.

Kierunek na Bliski WschĂłd

Tam był juĹź sztab Wojska Polskiego. Po kilkudniowym pobycie w JANGI -JUL pod opieką Wojska Polskiego pod dowĂłdztwem gen. Władysława Andersa transportem kolejowym wyjechaliśmy do KRASNOWODZKA- portu nad Morzem Kaspijskim – wspominał.

Po dwudniowej podróży dotarliśmy do portu Pehlewi w Persji (obecnie IRAN). Była właśnie Wielkanoc, gdy stanęliśmy na przyjaznej ziemi perskiej. Był 1942 rok. Gdy schodziliśmy ze statku zauważyłem już naszych polskich żołnierzy uwijających się na plaży, przygotowujących dla nas obóz i rozstawiających namioty. Miałem wtedy 7 lat. Ponieważ od najmłodszych lat byłem wychowywany na tradycjach żołnierskich widok naszych żołnierzy napełniał mnie radością. Nawet do dzisiejszego dnia czuję do naszego wojska sympatię i wdzięczność.

Po kilku tygodniach pobytu w Pehlewi pewnego dnia  zostaliśmy przewiezieni samochodami ciężarowymi do Teheranu i umieszczeni w obozach. Nasza trójka, to jest moja mama, ja i nasza przybrana ciocia zostaliśmy ulokowani w obozie nr 2. Zaraz po naszym przybyciu do obozu zostało zorganizowane polskie szkolnictwo i moja mama wróciła do pracy jako nauczycielka. Ja natomiast dumnie poszedłem pierwszy raz do polskiej szkoły, do 1-ej klasy szkoły powszechnej – opowiadał P. Stojakowski

Iran, Persja i Liban

UchodĹşcy mieszkali w 5 obozach w Teheranie dzisiejszej stolicy Iranu. Obok oświaty powstało harcerstwo. We wrześniu tego samego roku prawie wszystkie dzieci, młodzieĹź gimnazjalna i sieroty (a było ich kilkaset), wraz z personelem nauczycielskim i administracją ewakuowano w głąb Persji do miasta Isfahan. Razem z dziatwą szkolną  ewakuowała się ich trĂłjka (mama, Przemysław i przybrana ciocia – czyli pani, ktĂłra się nim opiekowała, kiedy mama była w pracy.

W Isfahanie ulokowani zostali w prywatnych pałacach bogatych perskich książąt.  Żołnierze Brygady Karpackiej odwiedzali czasami nasze szkoły i wytworzyła się miedzy nami pewna więź przyjaźni.

Po zakończeniu wojny w roku 1945 po cofnięciu uznania naszemu rządowi w Londynie przez naszych pseudo-aliantów, musieliśmy wyjechać z Persji.

Pod koniec 1945 roku został ewakuowany do Libanu, gdzie uchodźcy rozmieszczeni zostali po różnych wioskach arabskich. Zamieszkał z mamą w prywatnych domach. Przemysław miał wtedy już 11 lat i chodził do 5-tej klasy szkoły powszechnej. Wtedy też dowiedział się, że wszystkie osierocone dzieci   ewakuowano do Nowej Zelandii.

W Libanie, gdzie mieszkali do 1948 roku, kontynuował naukę i jako  czternastolatek zdał egzamin do gimnazjum ogólnokształcącego, do którego musiał codziennie dojeżdżać. Tymczasem matka nastoletniego Przemka jako nauczycielka opiekowała się  również męskimi drużynami harcerskimi.

W międzyczasie jeszcze w Persji zmarła przybrana ciocia.

Ewakuacja na ZachĂłd

W roku 1947 przyszło zawiadomienie z Londynu, że wszystkie rodziny wojskowych będą ewakuowane do Wielkiej Brytanii. Zaczęła się więc rejestracja wszystkich Polaków, którzy mieli kogoś w wojsku.

Kiedy Przemysław był na zesłaniu w Kazachstanie, dowiedział się, Ĺźe jego ojciec przedostał się do nowej Armii Polskiej stworzonej przez gen. Władysława Sikorskiego we Francji. Tam został przydzielony do 2-ej Dywizji StrzelcĂłw Pieszych pod dowĂłdztwem gen. Prugara – Ketlinga. Po kapitulacji Francji ojciec Przemysława wraz z całą dywizją przekroczył granice Szwajcarii, gdzie wszyscy zostali internowani.

W roku 1944 na rozkaz Naczelnego wodza zaczęto organizować ucieczki ze Szwajcarii do Wielkiej Brytanii. Mój ojciec znalazł się w Szkocji, gdzie o ile mi wiadomo, służył w zapasowym pułku piechoty.Na tej podstawie mieli  prawo wjechać do Wielkiej Brytanii.

Podróş do Anglii

W styczniu 1948 na samych Trzech Króli nastąpił wyjazd z Libanu. Podróż trwała 2 tygodnie przez Palestynę, Egipt, Morze Śródziemne i  Atlantyk. Przybyli do angielskiego portu SOUTHAMPTON.

Tam oczekiwał  pociąg, który zawiózł nas do obozu przejściowego o nazwie DARLINGWORTH, koło dużego miasta CERENCESTER. W Darlingworth byliśmy 3 tygodnie pod opieką naszego wojska. Po trzech tygodniach podzielili nas na grupy i pociągami  rozwożono do różnych części Wielkiej Brytanii. Grupę, w której byliśmy oboje z matką,  umieszczono w obozie CRASH CAMP. Obóz ten był pod opieką polskich spadochroniarzy.

Działaność o organizacjach polonijnych

W Anglii mieszkał prawie pół wieku i angaĹźował się w działalność m.in. Stowarzyszenia Polskich KombatantĂłw. Przez 20 lat był sekretarzem Związku Polskich Spadochroniarzy w Peterborough,  miejscu jego zamieszkania, a takĹźe jednym z ostatnich miejsc postoju  polskich spadochroniarzy  z Brygady Spadochronowej gen. Stanisława Sosabowskiego w Wielkiej Brytanii, Peterborough – Stamford. I właśnie tam w 1969 roku powstało Koło Polskich Spadochroniarzy, w działalność ktĂłrego  od samego początku zaangaĹźował się Przemysław Stojakowski. Przez 20 lat – od 1984 roku – był sekretarzem koła. W poczcie sztandarowym chodził aĹź do czasu przyjazdu do Polski do Brzegu. W Anglii zaangaĹźował się w działalność   polskiej organizacji  wojskowo – niepodległościowej “Pogoń”. Tam skończył kurs podchorążych i otrzymał awans na podporucznika.

– Za pracę w Kole SPK dostałem Srebrną i Złotą Honorową Odznakę. Za pracę w Kole Polskich Spadochroniarzy otrzymałem Srebrną i Złotą Honorową Odznakę Związku Polskich Spadochroniarzy. Otrzymałem rĂłwnieĹź Brązowy i Srebrny KrzyĹź Zasługi przyznane przez Radę MinistrĂłw Polskiego Rządu na UchodĹşstwie w Londynie.

A Anglii do Brzegu

Po przyjeździe do Brzegu w 2002 roku włączył się m.in.: w działalność Koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, angażował się w działania Klubu Historycznego im. Gen. Stefana Roweckiego “Grota”.

Przemysław Stojakowski zmarł 15 listopada 2020 roku. Niespełna tydzień później  21 listopada w asyście pocztĂłw sztandarowych Światowego Związku Ĺťołnierzy Armii Krajowej  Koła w Brzegu, ale takĹźe pocztĂłw brzeskich harcerzy w tym “Czarnej Trzynastki” i Pocztu Hufca ZHP   został pochowany na cmentarzu komunalnym w Brzegu.

Wiktor Krzewicki

Odszedł jeden z szeregu żołnierzy Armii Krajowej

W piątek 13 listopada 2020 o godzinie 12.30 w Pawłowie pod Brzegiem rozpoczną się uroczystości pogrzebowe Romana Domańskiego kapitana w stanie spoczynku, jednego z ostatnich żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Uroczysta Msza Święta rozpocznie się o godzinie 13.00 w kościele parafialnym w Pawłowie. Następnie kondukt pogrzebowy przejdzie na tamtejszy cmentarz gdzie nastąpi pochówek zmarłego 9 listopada tego roku w wieku 96 lat prezesa brzeskiego Koła Światowego związku Żołnierzy Armii Krajowej..

Roman Domański ps. ”Sęp” urodził się 9 sierpnia 1924 roku w Miłostowie pod Równem na Wołyniu. Pochodził z patriotycznej, nauczycielskiej rodziny. Wybuch wojny zastał rodzinę Domańskich w Kowlu.

W czasie II wojny walczył od 04.1943 działa w konspiracji w ramach Armii Krajowej. W domu Domańskich w 1943 roku kwaterował inspektor Inspektoratu Kowel mjr Jan Szatowski ps. ”Kowal” Od 01.1944 -07.1944 roku R. Domański walczył w  27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej, przeszedł z nią cały szlak wojenny, aż do Lubartowa. Żołnierz III bat. “Trzaski” 50 Pułku Kowelskiego. Roman Domański ps. “Sęp” wielokrotnie uczestniczył w  potyczkach zbrojnych i  brał udział w wyzwalaniu Lubartowa.

Kapitan w stanie spoczynku Roman Domański od 2010 aktywnie działał w brzeskim kole Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Wcześniej związany ze środowiskiem żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji AK we Wrocławiu. Od 2012 prezes  koła ŚZZAK w Brzegu. Za aktywną działalność dla środowiska akowskiego wielokrotnie wyróżniany przez władze koła, okręgu i naczelne ŚZŻAK. Wyróżniany także przez lokalne władze samorządowe za upowszechnianie wśród młodzieży tradycji patriotycznych i akowskich.

Wiceprzewodniczący Klubu Historycznego im. Stefana Roweckiego “Grota” wielokrotnie brał udział w prelekcjach dla młodzieży w brzeskich szkołach popularyzując walkę żołnierzy Armii Krajowej.

Odznaczony Krzyżem Partyzanckim i Krzyżem Armii Krajowej, a  przez Okręg Wołyński ŚZŻAK odznaką “Akcji Burza”.

 

Wiktor Krzewicki

Włodzimierz Wołyński historia

Najdalej na zachód wysunięte miasto powiatowe przedwojennego woj. wołyńskiego.

 

Włodzimierz Wołyński – historia miasta rejonowego w obwodzie wołyńskim nad rzeką Ług (dopływ Bugu) sięga średniowiecza  i zawiera burzliwe etapy, dramatyczne epizody i wypierane z pamięci fakty. A jednak warto je sobie uświadomić. Miasto dawnych KresĂłw Wschodnich II Reczypospolitej  leĹźy 12 km od przejścia granicznego w Uściługu.  Cieszy się określeniem najstarszej wołyńskiej stolicy za sprawą własnej historii sięgającej średniowiecza. ZałoĹźycielem miasta nazwano Wielkiego Księcia Włodzimierza Kijowskiego, ktĂłry oparłszy swĂłj oręż o Bug w 981 r. podczas wyprawy na Grody Czerwieńskie i załoĹźył tu  zachodnią warownię nazywając ją własnym imieniem. Włodzimierz jest jednym z najstarszych grodĂłw Ruskich i jednym z najwaĹźniejszych w historii Wołynia.

W kronikach węgierskich zachowały się wzmianki, że już w IX- w. była tu duża, bogata i ludna osada, odgrywająca poważną rolę w życiu handlowym tych stron. Pierwsza pisemna wzmianka o mieście jest datowana na rok 988, bowiem w tym roku ulokowano jedno z pierwszych biskupstw obrządku wschodniego.  Włodzimierzem władali synowie, wnukowie i prawnukowie Jarosława Mądrego.

Rywalizacja między książętami ruskim datująca się od czasu podziału państwa ruskiego przez Włodzimierza pomiędzy swoich synów, odbiła się na rozwoju i życiu gospodarczym miasta. Ciągle oblegane i zdobywane stale zmieniało swoich władców.

Położony na pograniczu Włodzimierz wielokrotnie był przyczyną konfliktów zbrojnych, a także walk wewnętrznych pomiędzy książętami ruskimi. W 1015 r. wraz z Grodami Czerwieńskimi został opanowany przez Bolesława Chrobrego, a w 1031 r. powrócił pod władzę kijowskiego księcia Jarosława Mądrego. W 1122 r. Bolesław Krzywousty obległ Włodzimierz, wspierając swego szwagra, Jarosława Świętopełkowicza, wygnanego przez księcia Włodzimierza Monomacha, który osadził w grodzie swego syna Andrzeja. Wyprawa zakończyła się niepowodzeniem, Jarosław zginął podczas oblężenia, a książę Andrzej utrzymał się we Włodzimierzu do 1135 r. W 1154 r., po śmierci księcia włodzimierskiego Izjasława Mścisławowicza, jego dzielnica została podzielona pomiędzy trzech synów: Mścisław otrzymał Włodzimierz, Jarosław — Łuck, a Wsiewołod — Bełz. Ponieważ w tym czasie nastąpiło osłabienie centralnej władzy w Kijowie, części te stały się w istocie odrębnymi księstwami.
W 1188 r. książę włodzimierski Roman, syn Mścisława, zajął przejściowo sąsiednie księstwo halickie, a w 1199 r. opanował je na stałe. Powstał w tej sposób nowy organizm państwowy, zwany Rusią Halicko-Włodzimierska. Przez następne stulecie było to najsilniejsze z ruskich księstw. Włodzimierz pełnił w nim na równi z Haliczem rolę stolicy. Największą potęgę Ruś Halicko-Włodzimierska osiągnęła za czasów księcia Daniela Romanowicza, który rezydował w Haliczu, podczas gdy we Włodzimierzu sprawował rządy jego brat Wasylko.  W 1253 r. Daniel koronował się w Drohiczynie nad Bugiem na pierwszego i jedynego w dziejach króla Rusi, a w rok później zdołał wygnać Mongołów ze swego państwa. Powrócili oni jednak w 1259 r., zmuszając go do ucieczki na Węgry. Na miejscu pozostał Wasylko, który uznał zwierzchność tatarską.  Na rozkaz chana tatarskiego Burondaja w roku 1240 niszczy miasto, a następnie każe je spalić i zupełnie rozkopać.

„Srogi Burondaj ciągnąc z hordą ku Polsce przywołał Wasylkę włodzimierskiego i Lwa, księcia halickiego do Szumska. Tam ujarzmieni książęta otrzymali rozkaz: „Zburzcie wszystkie wasze grody, aby przypadkiem komu chęć opierania się w nich Hordzie nie przyszła”. Wasylko zburzył Łuck i Krzemieniec lecz grodu włodzimierskiego dla jego wielkości nie mĂłgł naprędce zburzyć. Przeto kazał Wasylko „podłoĹźyć ogień i zgorzał cały grĂłd jednej nocy”. Burondaj przyjechał przekonać się czy rozkaz jego został wykonany. Po obiadowaniu i piciu u Wasylki odjechał na noc do Piatydni (parę kilometrĂłw od Włodzimierza). AĹź tu nazajutrz zjeĹźdĹźa Tatarzyn Bajmur do Wasylki i rzecze mu: „Wasylku, przysłał mnie Borondaj z rozkazem rozkopania grodu. A Wasylko pokornie: „Czyń co ci przykazano”. I jął rozkopywać grĂłd na świadectwo niewoli ruskiej.” – Konstanty Potocki: Z historii Włodzimierza,  – Rocznik SPRA, Włodzimierz 1934 r.

 Ziemie wołyńskie przez dłuższy okres pozostawały zależne od groźnej Złotej Ordy. Najazdy Mongołów zdarzały się również w późniejszym okresie. Okres rozkwitu Włodzimierza, który w ХІІІ w. stał się jednym z najpiękniejszych miast Europy cechowały budowle fortyfikacyjne. Rozwijały się tu rzemiosła, architektura, sztuka.  Miasto było ważnym ośrodkiem oświaty i kultury, powstawał tu Latopis Halicko-Wołyński – źródło historii Rusi. Ostatnim ruskim władcą Wołynia był Andrzej Jurlewicz.  W 1321 r. książęta ruscy zostali pokonani nad rzeką Irpień przez litewskiego wielkiego księcia Giedymina, który w wyniku tej wojny zajął Wołyń.

Polski król Kazimierz Wielki w 1349 r. opanował zachodnią część Wołynia z Włodzimierzem  lecz w rok później odebrał mu ją syn Giedymina, książę Lubań. W 1358 r. mianowany został pierwszy łaciński biskup włodzimierski, lecz mógł objąć swą diecezję dopiero w 1366r., kiedy na mocy układu pomiędzy Kazimierzem Wielkim i Lubartem Włodzimierz został przyłączony do Korony. Jeszcze w tym samym roku wzniesiono w mieście katedrę katolicką i rozpoczęto budowę nowego zamku. Jego ukończeniu przeszkodziło ponowne wkroczenie Litwinów w 1370r.

Około 1320 roku z powodu słabnących wpływów Tatarów, Giedymin, książę litewski kolejno podbija kniaziów ruskich. W tym czasie obległ on zamek we Włodzimierzu i w bitwie pod grodem bije Wołyńców i Tatarów prowadzonych przez Włodzimierza, księcia wołyńskiego. By umocnić swą władzę na nowo opanowanych ziemiach, Giedymin chętnie pozwalał na osiedlenie się Litwinów na Rusi. I tak syn jego Lubart porzucił nawet pogaństwo żeniąc się w roku 1319 z Buczą, księżniczką włodzimierską, a po śmierci ojca otrzymał w spadku Wołyń.

Po opanowaniu Halicza Kazimierz Wielki starał się resztę księstwa halicko-włodzimierskiego przyłączyć do Polski. W tym celu wyruszył w 1366 r. z potężnym wojskiem na Wołyń i 28 sierpnia zdobył Włodzimierz. Przy oblężeniu po raz pierwszy w Polsce zastosowano artylerię. Działa bardzo prymitywnej budowy wywierały raczej moralny skutek na nieprzyjaciela. Odpalanie działa odbywało się za pomocą rozpalonego drutu, a kule kamienne lub ołowiane uszczelniane były w lufie szmatami. Na mocy układu zawartego z Kiejstutem Kazimierz Wielki zajął Bełz, Chełm i Włodzimierz. Lubart utrzymał się przy Łucku, a Kiejstut zatrzymał Ziemię brzeską i Podlasie.

Obok starego drewnianego grodu Kazimierz Wielki zaczął budowę murowanego zamku na miejscu zniszczonej katedry greckiej.  Przez dwa lata 300 robotników pracowało pod kierownictwem Wacława z Tęczyna. Budowa kosztowała 3 tys. Grzywien srebra, a przed śmiercią Król przeznaczył jeszcze 600 grzywien na dokończenie i umocnienie murów. Równocześnie z zamkiem powstała w obrębie fortyfikacji katedra łacińska pod wezwaniem N Marii Panny. Pierwszym biskupem był Hynka, Czech z zakonu hermitów św. Augustyna. Rozpoczął on szereg biskupów, którzy w roku 1425 i 28 przenieśli swą rezydencję do Łucka staraniem Witolda, Wielkiego Księcia Litewskiego, tytułując się jednak biskupami łucko – włodzimierskimi.

Obok tych budowli istniała soborna cerkiew Uśpienia Bogarodzicy fundowana przez księcia Mścisława Izasławowicza 1160 r. W 1595 r. Hipacy Pociej przystąpił do Unii i zmarł metropolitą pochowany w katedrze. Pod wpływem przebudowy w 1753 r. sobór utracił swój dawny wygląd, a ostatnia restauracja w 1896 r. przeprowadzona przez rosyjskiego architekta Kotowa zniszczyła jego charakter zewnętrzny. Wewnątrz znajduje się piękny krzyż srebrny, przed którym modlił się św. Jozafat Koncewicz zamordowany przez przeciwników Unii. Jak podanie głosi podczas modlitwy męczennika przed krzyżem ze stóp Chrystusa wytrysły iskry ogniste.  Najstarszym zabytkiem średniowiecznej budowli jest monastyr św. Michała nad Ługiem. Zachowały się z niego resztki fundamentu i ślady pilastrów. W tym właśnie klasztorze książę halicki Lew z pomocą Wasylki podstępem zamordował Czerńca Ks. Wojciełka za to, że mnich odstąpił swe księstwo nie jemu, a bratu swojemu Swarnowi.

Trzecia starodawna cerkiew Włodzimierza tak zwana Wasilewska pw. Św. Bazylego została wystawiona na przełomie XII i XIII wieku. Jest to romanizująca rotunda o rzucie oktokonchoidy, jedyna w swoim rodzaju rotunda na planie ośmioliścia tego typu na obszarze południowo-zachodniej Rusi. Dwa romańskie portale świadczą o jej przynależności do zachodniej sztuki średniowiecza.
Cztery lata panowania Kazimierza Wielkiego zrobiły z Włodzimierza nie tylko potężną twierdzę, lecz i ważny ośrodek kultury polskiej na Rusi. Lecz zaraz po śmierci króla w 1370 r. Lubart z pomocą Kiejstuta obległ niewykończony jeszcze zamek. Litwini zdobyli go łatwo. Według kroniki Jana z Czarnkowa zamek był już tak silny, że „ludzie w nim pozostający nieprzyjaciołom zdobywającym dobrze mogli się bronić. Dowódca załogi Pietrasz Turski przerażony jednak napadem poddał zamek Litwinom, którzy w zupełności go zniszczyli.

Rywalizacja polsko-litewska na terenie Wołynia trwała jeszcze przez kilkadziesiąt lat. jej efektem było min. powstanie w 1404 r. osobnego biskupstwa łacińskiego w niedalekim Łucku. W 1425 r. obie diecezje zostały połączone, w dwa lata później diecezja włodzimierska formalnie przestała istnieć, a siedzibę biskupa i kapituły przeniesiono do Łucka, To zapoczątkowało powolny upadek Włodzimierza, ktĂłry zaczął przegrywać z Łuckiem rywalizację o rolę stolicy’ Wołynia. Przyczyniły się do tego kolejne klęski. W 1431 r. Władysław Jagiełło podczas wyprawy przeciwko Świdrygielle, zdobył i spalił Włodzimierz, po czym oddał go we władanie swemu wnukowi i lennikowi, księciu Fedkowi Niewickiemu. Później, aĹź do Unii Lubelskiej, miasto pozostawało bezpośrednią własnością wielkich książąt litewskich.

Za Kazimierza Jagiellończyka Włodzimierz stał się siedzibą starostwa grodowego, a w końcu XV w. otrzymał magdeburskie prawa miejskie. Siedzibą królewskich starostów stał się odbudowany włodzimierski zamek. W 1497 r. król Aleksander Jagiellończyk ufundował we Włodzimierzu klasztor dominikanów. W 1491 i 1500 r. miasto przeżyło najazdy tatarskie, podczas których zabudowa uległa zniszczeniu, a ludność została wymordowana lub zabrana w jasyr.   Tatarzy pod wodzą Mengi Gireja w 1500 r. doszczętnie je złupili i spalili. W 1509 r. Zygmunt Stary potwierdził prawo magdeburskie i znowu Włodzimierz podnosił się z ruiny. Miasto liczyło wówczas 400 domów miejskich, duchownych i szlacheckich. 25 krawców, 25 szewców, 7 kowali, 3 sidlarzy, 150 rymarzy, 59 karczmarzy (według opisu z 1552 r.)

Rewizja zamku za dzierżawy ks. Wasyla Ostrogskiego daje dokładny jego opis. Zamek budowany był z drzewa dębowego, broniony wałami fosą i pięcioma wieżami. Prócz wieży miejskiej i biskupiej, wieża ziemska i dwie, których nazwy nie są wymieniane potrzebowały gruntownej naprawy. Okoliczne wsie, na których ciążył obowiązek utrzymania budynków zamkowych wymawiał się od roboty. Most do zamku był zwodzony na łańcuchach 15 stóp długich.
Po Unii Lubelskiej Włodzimierz wszedł w skład koronnego województwa wołyńskiego. Aż do rozbiorów miał status miasta królewskiego, starostwa grodowego oraz stolicy powiatu. Kilkakrotnie był miejscem sejmików wojewódzkich (min. w 1593 i 1652 r.). Po utracie przez Rzeczpospolitą Kijowszczyzny i Zadnieprza we Włodzimierzu odbywały się również Sejmiki województw czernihowskiego (min. w 16541 1693r.) i kijowskiego (min. w 16981 1704 r.). Obradowano zazwyczaj w katedralnej cerkwi Uspieńskiej lub w kościele dominikanów.

Zygmunt I Stary, ponawiając prawo magdeburskie, wgląda w sprawy wewnętrzne miasta, określa ściśle powinności starosty, nie pozwala na jakikolwiek ucisk ludności, zaleca staroście grodowemu sprawiedliwość i poszanowanie prawa. W międzyczasie miasto dwukrotnie nawiedził pożar. Zubożała z tego powodu ludność znalazła znowu serdecznego opiekuna w osobie króla Zygmunta Augusta. Król ten zatwierdzając magdeburgie, nadaje miastu dwie pieczęci -   pod jednym herbem ś. Jerzego na koniu.” Uwalnia ludność od sądów starościńskiej pozwala zbudować ratusz, a pod nim sprzedawać miód, piwo domowe, małmazję i wino. Zabrania używać rzemieślników do prac zamkowych, zwalnia ludność na pewien czas od podatków i pozwala brać drzewo z lasów królewskich na odbudowę miasta. Włodzimierz otoczony przez króla tak wielką opieką, szybko goi swe rany i dochodzi do dostatku i dobrobytu.

Królewicz Władysław idąc na wyprawę wojenną, stanął pod miastem obozem w r. 1617. W dniu Wniebowstąpienia wziął udział w nabożeństwie w cerkwi katedralnej. Wojny szwedzkie przyczyniają się do upadku miasta. W r. 1657 wpadli do miasta Węgrzy i Kozacy, zrabowali je i w znacznej części spalili. Nowa ta klęska zdecydowała prawie o przyszłości miasta. Włodzimierz, doprowadzony przez kozaków do ruiny, już się więcej nie podźwignął. Życie gospodarcze miasta doznało zupełnego załamania. W takim stanie zastaje Włodzimierz panowanie króla Augusta III.

Przeprowadzona w r. 1765 lustracja, stwierdza opłakany stan miasta. Wały zamku zniszczone, zamiast fosy — błoto, do zamku prowadzi most drewniany, również zniszczony, a sam zamek rozpadnięty. Z tego powodu akta zamkowe ulokowano u Dominikanów, ziemskie zaś u Fary. W mieście istnieją cechy: kuśnierski, krawiecki, piekarski, szewski, rzeźnicki i kowalski. Miasto bez broni i pieniędzy, bo wielu mieszczan wzbrania się płacenia podatków. August III nadał bazylianom, zajmującym po kasacji Jezuitów gmach tego zakonu, przywilej założenia w mieście szkoły. Poza tym żadnemu duchowieństwu nie wolno było posiadać szkół ani w mieście, ani na pięć mil wokoło.

Ostatni krĂłl polski Stanisław August Poniatowski, ustanowił tu stałe jarmarki, mając na względzie pomoc miastu. W przejeĹşdzie do Wiśniowca przybył tu dnia 13-go paĹşdziernika 1781 r. witany entuzjastycznie przez ludność. Nazajutrz ruszył krĂłl w dalszą podróş. W r. 1786-tym zezwolił bazylianom „aptekę mieć i ludzi kurować”, aĹźeby pomnoĹźyć ich dochody na utrzymanie szkoły.
Odbywając w r. 1787 podróż do Kaniowa, dwukrotnie przejeżdża jeszcze król przez Włodzimierz, zawsze ku radości mieszkańców. Mieszkańcy przedłożyli mu swoje skargi na ubóstwo miasta, prosząc o pomoc. Zamek już w zupełnej ruinie, budynków mieszkalnych w mieście mało i to same drewniane. Miasto liczy zaledwie 117 mieszczan i 85 żydów gospodarzy.

W 1796 r. po trzecim rozbiorze Rzeczypospolitej Włodzimierz Wołyński znalazł się w składzie Imperium Rosyjskiego i został miastem powiatowym w guberni wołyńskiej. W roku 1859 wielki pożar ponownie strawił miasto. Zgorzał również kościół Farny. Władztwo Rosji nad miastem nie zaznaczyło się niczym wyraźnym. Włodzimierz, jako uboga, nadgraniczna mieścina, przetrwał do czasu I wojny światowej, pozbawiony kolei, bruków i żywszego tętna życia kulturalnego i gospodarczego.

Rok 1918. Kończy się I Wojna Światowa. Powstańcy ukraińscy  opanowali Włodzimierz, chcąc go włączyć do mającego powstać na wschodzie państwa ukraińskiego. Mieszkający tu Polacy przystąpili do walki mając nadzieje, że miasto znów znajdzie się w granicach rodzącej się po latach zaborów i niepodległej Rzeczypospolitej. To ważny węzeł komunikacyjny i ośrodek bogaty  średniowieczną tradycją i stolica księstwa wchodzącego w skład  Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Włodzimierz Wołyński historia – parada wojskowa 1924 r. ĹşrĂłdło: https://fotopolska.eu

„Bohaterska obrona Lwowa gorącą nutą odezwała się w sercach rodaków. Zewsząd ruszono na pomoc. Kijowski oddział Polskiej Organizacji Wojskowej  idąc z odsieczą, poniósł klęskę pod Brodami od przeważających sił ukraińskich. Nie załamało to jednak ducha ofiarnych żołnierzy z K. N. 3. Skoncentrowani w okolicach Równego pod dowództwem  por. Jankowskiego, staczając potyczki z drobnymi oddziałami hajdamackiemi, wyruszyli pod Włodzimierz, zdobywając miasto.

Przez trzy miesiące toczyli zwycięskie boje z wojskami ukraińskimi, aż do zupełnego ich wyparcia. W ten sposób powstał Włodzimierski Baon Szturmowy, który przez swoją ofiarę krwi i walkę upartą aż do zapamiętania, zyskał dla Polski ten szmat ziemi. Później wcielono Szturmówkę do oddziału ś. p. pułk. Lisa-Kuli, który idąc zwycięsko pod Łuck dnia 6. marca 1919 roku pod miasteczkiem Torczynem, życie swe młode złożył na ołtarzu Ojczyzny.

PrĂłcz tej jasnej postaci, historia  walk o Włodzimierz zanotowała wiele jeszcze nazwisk ofiarnych obywateli, ktĂłrzy w tych pamiętnych dniach czynną odegrali rolę. Ówczesny starosta pow. Tadeusza KrzyĹźanowski troszczył się o zaopatrzenie walczących oddziałów w Ĺźywność i ekwipunek. Wspomnieć trzeba serdeczną opiekę nad rannymi Kamili Smoleńskiej, ofiarną pracę dla wojska Kazimiery Guklerowej, oraz Ăłwczesnego naczelnika odcinka drogowego P. K. P. Władysława Wysokińskiego, ktĂłry wziął bezpośredni udział w walce o zdobycie miasta, pieczołowitą opieką otaczał mogiły tych, ktĂłrym nie dane było oglądać niepodległą Polskę. Trudno wymienić tu wszystkich, lecz nagrodą dla nich niech będzie to, Ĺźe byli czynni, Ĺźe stanęli do apelu, gdy potrzebowała ich POLSKA” – Franciszek Strzelecki: SzturmĂłwka, Włodzimierz Wołyński, 1934 r.

Światowy Związek Ĺťołnierzy Armii Krajowej – Opole

XXV – lecie Opolskiego Zarządu Okręgowego Światowego Związku Ĺťołnierzy Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego 1939-1945  obchodzono bardzo uroczyście  2 paĹşdziernika 2020 r w kościele  pw. Przemienienia Pańskiego na osiedlu Armii Krajowej w Opolu. W uroczystości wzięli udział przedstawiciele instytucji państwowych w osobie senatora Stanisława Karczewskiego, dyrektora delegatury Instytutu Pamięci Narodowej w Opolu, Narodowego Banku Polskiego, harcerze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, wojska i młodzieĹźy, parafian i sympatykĂłw ŚZĹťAK oraz duchowieństwa.   Przed 25 laty Zarząd Okręgu tworzyli ludzie, ktĂłrzy podjęli się zadania nie tylko uczczenia czynu zbrojnego Armii Krajowej na OpolszczyĹşnie, ale takĹźe zadania nawiązywania relacji między pokoleniami, edukacji patriotycznej i czuwania nad ochroną miejsc pamięci.

Podejmowano przede wszystkim działania edukacyjne skierowane na współpracę z dziećmi i młodzieżą szkolną. Przygotowywano tablice pamiątkowe, spotkania. Zarząd Okręgu inicjował stawianie pomnikĂłw i dbanie o miejsca pamięci. Związek wspierał inicjatywy nadawania imienia Armii Krajowej szkołom w Opolu i w Nysie. Wręczano sztandary kołom terenowym w Opolu, Głubczycach, Kędzierzynie – KoĹşlu, Kluczborku, Brzegu i Nysie. Powstały pomniki w Opolu, Nysie, Paczkowie i Niemodlinie. Wmurowano tablice pamiątkowe w Głuchołazach, Kluczborku i dwie w Opolu. Bazaltowy obelisk stanął na osiedlu Armii Krajowej w Opolu z tablicami poświęconymi Ĺťołnierzom Związku Walki Zbrojnej Armii Krajowej .  W 50 – rocznicę Akcji “Burza” i Powstania Warszawskiego nadano imię Armii Krajowej Szkole Podstawowej nr 29 w Opolu we wrześniu 1994 r.

” Powołując się do złoĹźonego przez Was ślubowania na sztandar i honor szkoły wyraĹźamy przekonanie, Ĺźe będziecie godnymi spadkobiercami naszego imienia i naszej gotowości słuĹźby dla Ojczyzny, troski o jej dobro, pracy dla Niej oraz dbałości o godność i honor narodu polskiego.

Niech w murach tej szkoły po wszystkie jej dni kształtują się i wyrastają światłe umysły, żarliwe patriotyczne serca i niezłomne charaktery.

Niech szkoła ta stanowi harmonijną jedność zespołowej społeczności wychowawcĂłw, wychowankĂłw i rodzicĂłw, w ktĂłrej praca, wychowanie i zdobywana wiedza przyniosą upragnione wyniki, satysfakcję i radosne przeĹźycia, ktĂłre pozostawią poczucie wspĂłlnoty, przywiązania i trwałej pamięci. ” – pisali w swoim przesłaniu młodszemu pokoleniu członkowie ŚZĹťAK.  Prezesem OZO ŚZĹťAK jest mgr Henryk Wierny.

fotorelacja Wiktor Krzewicki