Zachowanie nie jest kwestią przypadku

Zbyt trudne, a może niepraktyczne i nie przydatne „staroświeckie” są stare normy i reguły? Owszem, czasami i tak bywa, że w konfrontacji z ludźmi pozbawionymi wszelkich zasad i norm, stosowanie „staroświeckich” przykazań wydaje się absurdalne, bo jedynym skutecznym rozwiązaniem byłoby stosowanie starobiblijnej zasady:  oko za oko, ząb za ząb.

Powiedzmy sobie szczerze – nie jest łatwo zwłaszcza w sytuacji, kiedy na co dzień wokół nas jest tak wiele nieprzyzwoitości.  Jednak – stosowanie w życiu codziennym starych sprawdzonych norm etycznych i moralnych – wydaje się po prostu jedynie sensowne. W społeczeństwie, które się wzajemnie szanuje – po prostu lepiej się żyje. Jakość naszej codzienności jest zdecydowanie lepsza, bowiem obniża się poziom agresji, można uniknąć wielu patologiom i zwyczajnie nieszczęściom, które nas jako całość nie budują, a wręcz odwrotnie – rujnują.

Wprowadzone za komuny, a długo nie kwestionowane w nasze życie publiczne zasady, że cieszymy się  z cudzego nieszczęścia, czy że przyjmujemy z zupełną obojętnością patologię, to nie tylko brak empatii, wrażliwości i elementarnej przyzwoitości, sądzę, że  to jest stan chorobowy, który w końcowym rezultacie prowadzi do katastrofy. Z reguły, kto ma samoświadomość, że sam nie jest w porządku, nie będzie głośno protestował przeciw łamaniu norm. Tak to działa. Pojawia się olbrzymie pole dla hipokryzji i zakłamania. Tym właśnie charakteryzuje się system totalitarny: patologizuje społeczeństwo, poszczególne jednostki, łamie charaktery, żeruje na słabościach. Po to, by nie było zbytnio chętnych, by protestować przeciw łamaniu norm etycznych, prawnych.

A jednak – nasze przyzwoite zachowanie jest cząstką większej całości i ma dużo większy sens, jak się wydaje, bo się wzajemnie od siebie uczymy, naśladując się i w dobrym i w złym. Choć czasami nie tylko wydaje się, ale wręcz jest niemal pewne, że nieprzyzwoitość opłaca się, bo daje konkretne  namacalne materialne korzyści – to jednak musimy mieć świadomość, że to my tworzymy cywilizację, w której przyszło nam żyć. A przecież możemy ją uczynić znacznie lepszą i wejść na wyższy poziom wtajemniczenia.   Tylko trzeba mieć to głębokie przekonanie, że  przyzwoitość w dalszym rozrachunku bardziej się opłaca.

Tak więc zacznijmy od szacunku.  Grzeczność, uprzejmość, uczynność i skromność oraz dobre maniery są niezbędnym warunkiem prawdziwej kultury życia. Dobre zachowanie nie jest tylko sprawą zewnętrzną, formalną, lecz jest wyrazem postawy godnego i przyzwoitego człowieka, który szanuje innych, ponieważ szanuje samego siebie. Ogromne znaczenie ma wychowanie w atmosferze wzajemnego szacunku, jakie otrzymujemy  w dzieciństwie.

Kto się sam nie ceni, nie może się spodziewać, że będą go szanować inni. Tracąc poczucie własnej godności, tracimy przekonanie o godności ludzkiej, a to już droga do przemocy.

Oto kilka „staroświeckich”  zasad




W pracy i w życiu codziennym ciągle widzimy, że zarówno młodzi jak i starsi zachowują się „byle jak”, czyli nieskrępowanie… a chęć imponowania bierze się za pewność siebie.  Sztuką jest opanowanie, zwłaszcza dla ludzi z bujnym temperamentem. Co innego bowiem opanować się oznacza dla flegmatyka, a co innego dla choleryka. Nie mniej jednak niezależnie od tego, jaki mamy temperament, z którym się przecież rodzimy, warto zadbać o  charakter.

Brak opanowania uchodzi dużo bardziej za złe kobiecie niż mężczyźnie. Ale ogólnie jest nietaktem wtedy gdy:

– swojego małżonka, małżonkę krytykujemy wobec członków rodziny, przyjaciół, znajomych, kolegów i wspólników ośmieszając, podkreślając błędy i słabostki.

– matka czy ojciec  przy obcych ludziach wybuchając gniewem karci dzieci, a nawet bije.

– jako właścicielka przedsiębiorstwa jest niegrzeczna wobec klientek i szykanuje swoje podwładne.

– jako zwierzchnik zachowuje się zbyt wyniośle i arogancko

– jako pracownik odnosi się wulgarnie lub nieprzyjaźnie i nieszczerze do przełożonych i kolegów.

 

Nie jest dobrze widziany zarówno nadmierny tupet jak i nadmierna nieśmiałość – przechodzącą w lizusostwo i płaszczenie się, które w żadnym wypadku nie należy mylić ze skromnością i poprawnymi manierami.

Postawę dobrze wychowanego człowieka musi zawsze cechować grzeczność, uprzejmość, otwartość i poczucie własnej godności – powołam się tu na niegdyś bardzo popularną publikacje Lilo Aureden: „Zawsze bądź piękny” Warszawa 1958 przełożona z niem. przez T.Róźniatowski i T.Lietz.

 

Oto kilka żelaznych zasad

– jak najczęściej używaj słów „proszę” i „przepraszam”

– Grzeczność, jeśli nie jest czczą formą, powinna być szczera.

– Względy wobec słabszych i gotowość śpieszenia im z pomocą powinny być absolutną oczywistością.

– „Mowa jest srebrem, milczenie złotem” – Kto dużo mówi, mówi wiele głupstw.

– Kto nadużywa pokładanego w nim zaufania, stawia się w złym świetle. Dyskrecja jest cnotą, którą należy strzec zwłaszcza, jeśli ktoś powierzy nam w zaufaniu swoje sekrety.

– Nawet doznawszy zawodu ze strony osoby, którą się ceniło lub kochało, należy zachować się spokojnie i z godnością nie gubiąc się w nienawiści i chęci zemsty.

– Spóźnienie się może mieć wybaczalne powody, ale chroniczna niepunktualność jest obelgą dla czekających.

– Każdy człowiek ma słabostki i wady! Kto nie dostrzega własnych przywar lub uważa za słuszne, że inni się z nimi godzą, tego nie powinny drażnić wady innych ludzi.

– Przy bliskiej znajomości lub koleżeńskim współżyciu lepsza jest pewna powściągliwość niż zbytnia poufałość.

– Na koniec recepta przynosząca niezawodny rezultat: trzeba nauczyć się słuchać, bo to cenna zaleta nie tylko towarzyska. Jest bowiem dowodem nie tylko braku dobrego wychowania, ale także złych zamiarów, gdy komuś przerywa się i nie pozwala wypowiedzieć do końca. Denerwująca jest gaduła uporczywie wtrącająca swoje trzy grosze i zagłuszająca wypowiadającego się.

Jolanta Krzewicka

 

 

 

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *