Przeszedł szlakiem gen. Andersa

udostępnij:

 

Z Peterborough do Brzegu

Przemysław Jan Stojakowski urodził się 15 września 1934 roku w Brzeżanach w województwie tarnopolskim. Ojciec  był zawodowym oficerem i  w stopniu porucznika służył w 51 pułku piechoty w Brzeżanach. Matka Pana Przemka  Zofia Stojakowska była nauczycielką i uczyła w wiejskiej szkole we wsi Helenków.

 

Gdy wybuchła wojna w 1939 roku ojciec poszedł na front w składzie 12 Kresowej Dywizji Piechoty. Po klęsce wrześniowej ojciec przedarł się  do Rumunii, a stamtąd do Francji, do nowo tworzącej się Armii Polskiej pod rozkazami gen. Władysława Sikorskiego.

 

Przemek był małym chłopcem, miał  5 lat, kiedy wraz z matką  w kwietniu 1940 został wywieziony przez Sowietów w głąb Kazachstanu. Po kilkudniowej podróży w bydlęcych wagonach zostali przywiezieni  do miasta Temir w Kazachstanie. Tam wspólnie z innymi Polakami  pracowali na roli.

W Temirze  byliśmy nieco ponad rok od 1940 roku do czerwca 1941.

W czerwcu 1941, gdy Hitler zaatakował Rosję, wszyscy Polacy zostali ponownie aresztowani i  wywiezieni jeszcze dalej w głąb Kazachstanu, czy porozrzucani po różnych zakątkach Związku Sowieckiego.

– Nasza mała grupa Polaków,  a byli też  z nami i Ukraińcy, zostaliśmy przewiezieni do kołchozu im. 1 Maja. Tam ponownie wszyscy Polacy wraz z Ukraińcami i Rosjanami zostali wypędzeni do ciężkiej pracy na roli.

We wrześniu 1941 rok przyjechał do kołchozu jakiś wyższy oficer NKWD i ogłosił nam amnestię. Byliśmy wolni i mogliśmy jechać tam, gdzie kto chciał. Dzięki przedsiębiorczości mojej mamy udało się nam uciec z tego kołchozu i tymczasowo zamieszkaliśmy w miasteczku SZUBAR-KUDUK, także w Kazachstanie skąd wyjechaliśmy do Uzbekistanu do Jangi Jul.

Tam był już sztab Wojska Polskiego. Po kilkudniowym pobycie w JANGI -JUL pod opieką Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Władysława Andersa transportem kolejowym wyjechaliśmy do KRASNOWODZKA- portu nad Morzem Kaspijskim – wspominał Przemysław Stojakowski

 

 

– Po dwudniowej podróży dotarliśmy do portu PAHLEWI w Persji (obecnie IRAN). Była właśnie Wielkanoc, gdy stanęliśmy na przyjaznej ziemi perskiej. Był 1942 rok. Gdy schodziliśmy ze statku zauważyłem już naszych polskich żołnierzy uwijających się na plaży, przygotowujących dla nas obóz i rozstawiających namioty. Miałem wtedy 7 lat. Ponieważ od najmłodszych lat byłem wychowywany na tradycjach żołnierskich widok naszych żołnierzy napełniał mnie radością. Nawet do dzisiejszego dnia czuję do naszego wojska sympatię i wdzięczność.

Po kilku tygodniach pobytu w PAHLEWI pewnego dnia  zostaliśmy przewiezieni samochodami ciężarowymi do TEHERANU i umieszczeni w obozach. Nasza trójka, to jest moja mama, ja i nasza przybrana ciocia zostaliśmy ulokowani w obozie nr 2. Zaraz po naszym przybyciu do obozu zostało zorganizowane polskie szkolnictwo i moja mama wróciła do pracy jako nauczycielka. Ja natomiast dumnie poszedłem pierwszy raz do polskiej szkoły, do 1-ej klasy szkoły powszechnej – opowiadał P. Stojakowski

 

Uchodźcy mieszkali w 5 obozach w Teheranie dzisiejszej stolicy Iranu. Obok oświaty powstało harcerstwo. We wrześniu tego samego roku prawie wszystkie dzieci, młodzież gimnazjalna i sieroty (a było ich kilkaset), wraz z personelem nauczycielskim i administracją zostały ewakuowane w głąb Persji do miasta ISFAHAN. Razem z dziatwą szkolną została ewakuowana ich trójka (mama, Przemysław i przybrana ciocia – czyli pani, która się nim opiekowała, kiedy mama była w pracy.

W ISFAHANIE zostali ulokowani w prywatnych pałacach bogatych perskich książąt.  Żołnierze Brygady Karpackiej odwiedzali czasami nasze szkoły i wytworzyła się miedzy nami pewna więź przyjaźni.

Po zakończeniu wojny w roku 1945 po cofnięciu uznania naszemu rządowi w Londynie przez naszych pseudo-aliantów, musieli wyjechać z Persji.

Pod koniec 1945 roku zostali ewakuowani do Libanu, gdzie byli rozmieszczeni po różnych wioskach arabskich i zamieszkaliśmy w prywatnych domach. Przemysław miał wtedy już 11 lat i chodził do 5-tej klasy szkoły powszechnej. Wtedy też dowiedział się, że wszystkie osierocone dzieci zostały ewakuowane do Nowej Zelandii.

W Libanie, gdzie mieszkali do 1948 roku, kontynuował naukę i jako  czternastolatek zdał egzamin do gimnazjum ogólnokształcącego, do którego

 

musiał codziennie dojeżdżać. Tymczasem matka nastoletniego Przemka jako nauczycielka opiekowała się  również męskimi drużynami harcerskimi.

W międzyczasie jeszcze w Persji zmarła przybrana ciocia.

 

W roku 1947 przyszło zawiadomienie z Londynu, że wszystkie rodziny wojskowych miały być ewakuowane do Wielkiej Brytanii. Zaczęła się więc rejestracja wszystkich Polaków, którzy mieli kogoś w wojsku.

Kiedy Przemysław był na zesłaniu w Kazachstanie dowiedział się, że jego ojciec przedostał się do nowej Armii Polskiej stworzonej przez gen. Władysława Sikorskiego we Francji. Tam został przydzielony do 2-ej Dywizji Strzelców Pieszych pod dowództwem gen. Prugara – Ketlinga. Po kapitulacji Francji ojciec Przemysława wraz z całą dywizją przekroczył granice Szwajcarii, gdzie wszyscy zostali internowani.

W roku 1944 na rozkaz Naczelnego wodza zaczęto organizować ucieczki ze Szwajcarii do Wielkiej Brytanii. Mój ojciec znalazł się w Szkocji, gdzie o ile mi wiadomo, służył w zapasowym pułku piechoty.

Właśnie na tej podstawie mieliśmy prawo wjazdu do Wielkiej Brytanii. W styczniu 1948 na samych Trzech Króli nastąpił wyjazd z Libanu. Podróż trwała 2 tygodnie przez Palestynę, Egipt, Morze Śródziemne i  Atlantyk przybyliśmy do angielskiego portu SOUTHAMPTON.

Tam oczekiwał na nas pociąg, który zawiózł nas do obozu przejściowego o nazwie DARLINGWORTH, koło dużego miasta CERENCESTER. W Darlingworth byliśmy 3 tygodnie pod opieką naszego wojska. Po trzech tygodniach podzielono nas na grupy i pociągami porozwożono do różnych części Wielkiej Brytanii. Grupa, w której byliśmy oboje z matką, została umieszczona w obozie CRASH CAMP. Obóz ten był pod opieką polskich spadochroniarzy.

W Anglii mieszkał prawie pół wieku i angażował się w działalność m.in. Stowarzyszenia Polskich Kombatantów. Przez 20 lat był sekretarzem Związku Polskich Spadochroniarzy w Peterborough,  miejscu jego zamieszkania, a także jednym z ostatnich miejsc postoju  polskich spadochroniarzy  z Brygady Spadochronowej gen. Stanisława Sosabowskiego w Wielkiej Brytanii, Peterborough – Stamford. I właśnie tam w 1969 roku powstało Koło Polskich Spadochroniarzy, w działalność którego  od samego początku zaangażował się Przemysław Stojakowski. Przez 20 lat – od 1984 roku – był sekretarzem koła. W poczcie sztandarowym chodził aż do czasu przyjazdu do Polski do Brzegu. W Anglii był zaangażowany w działalność emigracyjnej polskiej organizacji  wojskowej “Pogoń”. Tam skończył kurs podchorążych i otrzymał awans na podporucznika.

– Za pracę w Kole SPK dostałem Srebrną i Złotą Honorową Odznakę. Za pracę w Kole Polskich Spadochroniarzy otrzymałem Srebrną i Złotą Honorową Odznakę Związku Polskich Spadochroniarzy. Otrzymałem również Brązowy i Srebrny Krzyż Zasługi przyznane przez Radę Ministrów Polskiego Rządu na Uchodźstwie w Londynie.

Po przyjeździe do Brzegu w 2002 roku włączył się m.in.: w działalność Koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, angażował się w działania Klubu Historycznego im. Gen. Stefana Roweckiego “Grota”.

 

 

Przemysław Stojakowski zmarł 15 listopada 2020 roku. Niespełna tydzień później  21 listopada w asyście pocztów sztandarowych Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej  Koła w Brzegu, ale także pocztów brzeskich harcerzy w tym Czarnej Trzynastki i Pocztu Hufca ZHP   został pochowany na cmentarzu komunalnym w Brzegu.

Wiktor Krzewicki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *